Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób Romeo Castellucci przekształca operę w kontemplacyjne, religijne misterium o poszukiwaniu wiary.
  • Jaką wizję współczesnego świata naznaczonego przemocą i bólem, prezentuje w swoim spektaklu Krzysztof Warlikowski.
  • Dlaczego dwaj reżyserzy, przedstawiając skrajnie odmienne wizje duchowości, zdominowali tegoroczny festiwal w Salzburgu.
  • Który polski twórca teatralny jest wzorem dla Romeo Castellucciego
  • Co poszą niemieccy i austriaccy krytycy o polskich aktorach

Dwa są powody, dla których kilka tysięcy ludzi pielgrzymuje na festiwal do Salzburga, by obejrzeć „Świętego Franciszka z Asyżu”. Czasownika „pielgrzymować” użyłem nieprzypadkowo, bo dzieło Oliviera Messiaena przekracza granice opery. To jest misterium kontemplacyjno-religijne, a mistrzem duchowego i teatralnego obrzędu jest Romeo Castellucci.

Reklama
Reklama

Od momentu, gdy w 1981 r. założył stowarzyszenie Societas Raffaello Sanzio, Romeo Castellucci tworzy teatr jedyny w swoim rodzaju. W jego spektaklach inspirowanych często sztuką wielkich poprzedników można odnaleźć liczne odniesienia do konkretnych obrazów i malarzy. Wszystko jednak ulega przetworzeniu, bo on nie cierpi odtwarzania rzeczywistości na scenie. Nie tworzy też opowieści z linearnie rozwijającą się fabułą, widz ma zinterpretować prezentowane obrazy i ułożyć własną całość.

Teatralna twórczość Castellucciego jest stosunkowo dobrze znana w Polsce, jego spektakle były prezentowane na różnych festiwalach czy na przeglądzie w Nowym Teatrze Krzysztofa Warlikowskiego. Mniej wiemy o jego poczynaniach w operze, choć obecnie należy do najważniejszych reżyserów sceny operowej. Od prawie dekady systematycznie też przygotowuje premiery na festiwalu w Salzburgu.

W entuzjastycznie przyjętym w 2021 r. „Don Giovannim” Mozarta, a potem pokazywanym przez trzy lata, co w Salzburgu jest ewenementem, Romeo Castellucci po dodanej przez siebie scenie desakralizacji barokowego kościoła, pokazał świat bez Boga. Taki właśnie chciał sobie urządzić tytułowy bohater Mozarta. Teraz włoski artysta przedstawia trudną drogę Franciszka do Boga.

Nagość – znak Romeo Castellucciego

Najnowszy spektakl również zaczyna się od sceny odrzucenia – wszystkiego, co zbędne. Na pustej scenie Franciszek, współczesny mężczyzna w garniturze, rozbiera się i staje przed nami całkiem nagi, by po chwili założyć zakonny habit.

Ludzkie ciało jest nie tylko czymś pięknym, lecz także czymś delikatnym i kruchym

Romeo Castellucci

Nagość jest stałym znakiem inscenizacji Castellucciego. – Ludzkie ciało jest nie tylko czymś pięknym, lecz także czymś delikatnym i kruchym – mówił włoski artysta przed premierą w Salzburgu. Zatem nagi jest u niego także wycieńczony chorobą trędowaty, którego Franciszek uzdrowi. Naga i stara jest śmierć grzebiąca w ziemi grób dla umierającego Franciszka.

Olivier Messiaen przedstawił jego życie w ośmiu obrazach. Castellucciego urzekła muzyka tego najwybitniejszego francuskiego kompozytora XX wieku, więc w pewnym momencie umieścił w spektaklu wielki napis: „Kocham Cię, Olivier, niezrównany artysto!”. I czujnie podąża za jego muzyką.

Romeo Castellucci i żywe zwierzęta

Castellucci buduje spektakl z często używanych przez niego elementów. Oprócz nagości jest więc ogień i oblepiająca ciało ziemia, a także żywe zwierzęta. Tym razem pojawia się wilk, którego obłaskawił Franciszek oraz paw – w średniowiecznym chrześcijaństwie – symbol nieśmiertelności. A po śmierci Franciszka na pustej scenie pozostaje stadko owiec. Osamotnionych czy też skupionych na bezrefleksyjnej, prostej czynności, jaką jest skubanie trawy?

„Św. Franciszek z Asyżu”, festiwal w Salzburgu

Św. Franciszek z Asyżu, festiwal w Salzburgu

„Św. Franciszek z Asyżu”, festiwal w Salzburgu

Foto: Monika Rittershaus

W przeciwieństwie do innych dzieł Castellucciego ten spektakl jest wyjątkowo ascetyczny. Dominują trzy kolory – biel, szarość i czerwień, a także proste czynności (pieczenie chleba przez zakonnych braci) i symbole – dwie świetliste linie, pionowa i pozioma, które ”mają ułożyć się w znak krzyża. Jak zawsze jednak każdy sceniczny obraz jest precyzyjnie zakomponowany, urzekając plastycznym pięknem.

Cztery godziny muzyki Oliviera Messiaena

Muzycznie „Św. Franciszek z Asyżu” to dzieło absolutnie wyjątkowe:  na 120-osobową orkiestrę i równie liczny chór przemawiający głosem Boga. W salzburskim przedstawieniu niewidoczny dla widzów chór wiedeńskiej Staatsoper został umieszczony 15 metrów ponad sceną i śpiewa iście nieziemsko. Licząca ponad 2 tysiące stron partytura to ponad cztery godziny muzyki, w której Olivier Messiaen dał wyraz głębokiej wiary, ale także miłości do ptaków. W kluczowej scenie ptasiego koncertu orkiestrowe instrumenty odtwarzają ich śpiew, także tak nieoczywistych gatunków jak gerygone z południa Nowej Kaledonii.

Philippe Sly jako św. Franciszek

Św. Franciszek z Asyżu, festiwal w Salzburgu

Philippe Sly jako św. Franciszek

Foto: Monika Rittershaus

Przez olbrzymi materiał muzyczny perfekcyjnie przeprowadził solistów, Wiedeńskich Filharmoników i widzów francuski dyrygent Maxime Pascal. A niekwestionowanym bohaterem jest bas-baryton Philippe Sly w gigantycznej partii tytułowej wymagającej ogromnego wysiłku wokalnego i fizycznego. Wspaniale towarzyszą mu o delikatnym głosie Lauranne Oliva w partii Anioła, a także m.in. ulubiony śpiewak Warlikowskiego, doświadczony bas Willard White (brat Bernard) oraz tenor z Cejlonu Sean Panikkar (Trędowaty), którego kariera w Salzburgu zaczęła się w 2018 r.  od roli Dionizosa w innym spektaklu Warlikowskiego – „The Bassarids” Henzego.

Philippe Sly jak z teatru Jerzego Grotowskiego

Sposób, w jaki Philippe Sly utożsamił się z postacią Franciszka, przywodzi zaś na myśl legendarną kreację sprzed 60 lat Ryszarda Cieślaka w „Księciu niezłomnym” Jerzego Grotowskiego. W przedpremierowych materiałach Romeo Castellucci wspomina zresztą Grotowskiego, który jego zdaniem wywarł fundamentalny wpływ na XX-wieczny teatr w niezwykły sposób eksplorując fizyczność i duchowość aktorów.

W sześciogodzinnym (wliczając przerwy) misterium, przez które festiwalowa publiczność przechodzi w skupieniu i z zadziwiającą pokorą, choć wymaga to od niej wysiłku, Franciszek w ostatnim akcie mówi o Chrystusie, że tak wielu ludzi pragnie jego królestwa, a tylko nieliczni chcą doświadczyć jego bólu.

Przerażające sceny Krzysztofa Warlikowskiego

O współczesnym świecie pełnym bólu, który człowiek zadaje drugiemu człowiekowi, a Boga nie ma, traktuje też ostatni spektakl Krzysztofa Warlikowskiego z Nowego Teatru – „Europa”, oparta na tekście Wajdiego Mouawada. Po pierwszym pokazie w Salzburgu jeden z niemieckich krytyków napisał, że wyszedł udręczony, przygnębiony, ale i oczarowany. Ten spektakl pokazał „przerażające sceny przemocy, fikcyjne, ale prawdziwe. Trudne do zniesienia. Skandaliczne. Spektakl słusznie otrzymał kategorię wiekową „18+”.

Tutejsi krytycy dostrzegają, że blizny pozostawione przez przemoc, wojnę, ludobójstwo i masakry, a także pytanie, jak mogą się one zagoić, to temat często podejmowany przez Mouawada i Warlikowskiego. Obaj też postrzegają antyczną tragedię jako formę, w której odbija się też sytuacja współczesnego świata.

Nie zabrakło też słów uznania dla aktorów Nowego Teatru. „Fantastyczna polska obsada, od której nie sposób oderwać wzroku” – napisał Merkur.de. „Aktorzy tworzą postaci z fantastyczną precyzją” („Salzburger Nachtrichten”}.

„Na scenie są tylko prawdziwi ludzie, wszyscy całkowicie pozbawieni sentymentów. Niektórzy szorstcy i cyniczni, inni wycofani – to z kolei portal Nachtkritik.de –  Kiedy mówią o tym, co odrażające, stają się całkowicie beznamiętni. A potem, gdy Andrzej Chyra, jako Europa, nagle wybucha spanikowanym głosem małej dziewczynki, uderza to jak cios w brzuch. Zespół warszawskiego Nowego Teatru jest prawdopodobnie wyjątkowy w Europie. Większość pracuje tu z charyzmatycznym Warlikowskim od ponad dwudziestu lat. Wypracowali własny styl, połączenie niesamowitego realizmu z niezwykłymi, wyjątkowymi elementami”.