Jeszcze kilka lat temu prywatne ubezpieczenia zdrowotne były dla wielu osób dodatkiem lub benefitem pracowniczym. Czy dziś stają się już koniecznością?
Grupowe ubezpieczenia na życie i programy zdrowotne stały się już właściwie standardem w zakresie benefitów pracowniczych. To dziś po prostu „must have”. Pracownicy porównują między sobą zakres benefitów zdrowotnych oferowanych przez pracodawców. Obecnie pracodawca nie tyle powinien mieć program zdrowotny, ile powinien mieć dobry program zdrowotny.
Czyli jest to coś, czego pracownicy po prostu oczekują dzisiaj?
Tak. I myślę, że jest to oczywiste również dla pracodawców, działów HR czy osób prowadzących rekrutacje. Kandydaci już na etapie rozmów o pracę pytają o ubezpieczenia zdrowotne, a po zatrudnieniu zazwyczaj od razu przystępują do programu i zaczynają korzystać z programu zdrowotnego. Można powiedzieć, że szeroko rozumiane benefity ubezpieczeniowe, w tym także programy zdrowotne, są dziś elementem walki o pracownika.
Jak zmienił się rynek ubezpieczeń zdrowotnych w ostatnich latach?
Widzę ten rynek dwutorowo. Pracodawcy cały czas rozwijają pakiety benefitów i wdrażają programy zdrowotne dla pracowników – zarówno w formie abonamentów, jak i ubezpieczeń. Ten segment bardzo dynamicznie rośnie. Ze względu na wysoką szkodowość, a więc również intensywne korzystanie z tych usług przez pracowników, rozwija się też rynek odnowień. Po roku składki często rosną, więc pracodawcy analizują nowe oferty i szukają innych dostawców. Rynek jest bardzo aktywny, a firmy nadal są mocno zainteresowane tego typu rozwiązaniami – nawet wtedy, gdy finansują je z własnych środków, a nie ze składek pracowników. W sektorze prywatnym to już norma, w publicznym wciąż zdarza się to rzadziej.
Czytaj więcej
Od 1 maja okręgowe izby lekarskie wygasiły warunkowe prawo wykonywania zawodu 207 lekarzom spoza UE, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości...
Rośnie udział w rynku również zdrowotnych programów indywidualnych. Widzę w rozmowach z wieloma osobami decyzyjnymi, że coraz więcej ludzi samodzielnie wybiera takie programy. Część społeczeństwa zarabia więcej i chce uniezależnić się od sytuacji całej grupy ubezpieczeniowej, koncentrując się na konkretnych usługach – dotyczących dzieci, wizyt domowych, konsultacji specjalistycznych, leczenia szpitalnego czy nawet operacji.
A czy oczekiwania klientów wobec ubezpieczeń zdrowotnych również się zmieniają?
Jak najbardziej. To, co kiedyś było najważniejsze, czyli dostęp do specjalistów, stało się już standardem. Zarówno pracodawca, jak i klient indywidualny są dziś w stanie stosunkowo łatwo zorganizować taki program. Kluczowa staje się natomiast dostępność do leczenia – zwłaszcza badań wysokospecjalistycznych i diagnostyki obrazowej. Słyszymy o coraz dłuższych terminach oczekiwania na tomografię czy rezonans w publicznej ochronie zdrowia. To będzie napędzało dalszy wzrost prywatnych usług zdrowotnych.
Co bardziej napędza dziś zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi – obawy o kondycję publicznej ochrony zdrowia czy większa świadomość zdrowotna Polaków?
Nie da się ukryć, że problemy publicznej ochrony zdrowia mają ogromny wpływ na zainteresowanie prywatnymi programami zdrowotnymi. Informacje o trudnościach systemu będą dodatkowo zwiększały zainteresowanie zarówno klientów indywidualnych, jak i pracodawców. Z drugiej strony ubezpieczenia zdrowotne rozwijają się od lat niezależnie od bieżącej sytuacji systemu publicznego. Coraz więcej osób chce po prostu samodzielnie decydować o swoim leczeniu i mieć możliwość szybszego działania, dlatego będą wybierać prywatne programy zdrowotne.
Czy prywatne ubezpieczenia zdrowotne mogą realnie odciążyć publiczny system ochrony zdrowia, czy raczej pogłębią podział na tych, którzy mają szybki dostęp do leczenia, i tych, którzy muszą czekać?
Sektor publiczny i prywatny zawsze będą funkcjonowały równolegle. Dziś mamy jednak wiele patologicznych sytuacji, które wymagają uporządkowania, choćby w zakresie pracy lekarzy czy organizacji dostępu do opieki podstawowej, specjalistycznej i szpitalnej. Niezależnie od tego, co będą mówić politycy, osoby posiadające środki finansowe i tak będą szukały pomocy w prywatnej ochronie zdrowia.
Czytaj więcej:
Od połowy 2026 r. świadczenia pozapłacowe, czyli benefity, staną się pełnoprawnym elementem całkowitego wynagrodzenia. To wyzwanie, ale też szansa...
Pro
Ale można też argumentować, że jeśli część pacjentów przejdzie do sektora prywatnego, to publiczny system zostanie choć częściowo odciążony.
Już dziś to obserwujemy. Programy zdrowotne bardzo dynamicznie się rozwijają, firmy ubezpieczeniowe obsługują ogromną liczbę klientów i wyraźnie widać rosnące zainteresowanie konkretnymi usługami, zabiegami czy specjalistami. Ten rynek będzie nadal rósł. Kluczowe pozostaje jednak uporządkowanie zasad współpracy z sektorem publicznym.
Polacy coraz częściej deklarują, że są gotowi płacić za szybszy dostęp do leczenia. Czy zmienia się nasze podejście do zdrowia z myślenia „państwo powinno zapewnić” na „muszę zabezpieczyć się sam”?
Takie postawy istniały zawsze, szczególnie w sytuacjach zagrożenia zdrowia czy życia. W takich momentach ludzie szukają wszystkich możliwych rozwiązań. Jeśli najszybszą i najbardziej skuteczną drogą okazuje się sektor prywatny, to naturalne, że pacjenci będą z niego korzystać. Zresztą współpraca obu sektorów już dziś istnieje – publiczna ochrona zdrowia w wielu obszarach korzysta z usług prywatnych podmiotów. Oczywiście częściowe przechodzenie pacjentów do sektora prywatnego może odciążyć system publiczny, ale powinno odbywać się na zasadach partnerskiej współpracy, a nie kosztem osłabiania publicznej ochrony zdrowia.
Kilka razy wspomniał Pan o potrzebie uporządkowania relacji między sektorem publicznym i prywatnym. W jakim kierunku powinny pójść te zmiany?
Potrzebne jest przede wszystkim uporządkowanie zasad pracy lekarzy i relacji między placówkami publicznymi a prywatnymi. Zmian wymagają również kwestie rozliczania procedur medycznych czy model finansowania świadczeń. Widzimy dziś sytuacje, w których pacjent trafia do lekarza w publicznej placówce, a chwilę później trafia do tego samego lekarza prywatnie, albo odwrotnie. Zdarza się też, że prywatne placówki reklamują kontrakty z NFZ, ale zakres świadczeń dostępnych publicznie jest bardzo ograniczony i za dodatkowe, bardziej specjalistyczne usługi pacjent musi dopłacać. Jestem zwolennikiem wolnego rynku, ale zasady współpracy między sektorem prywatnym i publicznym powinny zostać jasno uporządkowane. Dotyczy to również sposobu wynagradzania lekarzy poprzez procentowe odniesienie do procedury, jaką wykonał w NFZ.
Czytaj więcej
Piwo 0 proc. miało być alternatywą dla alkoholu. Coraz częściej jego producentów oskarża się jednak o to, że napój stał się sposobem na obchodzenie...
Mówimy dużo o dynamicznym rozwoju rynku, ale jakie są dziś największe bariery dla sektora prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych?
Sektor ubezpieczeń zdrowotnych jest regulowany i nadzorowany przez Komisję Nadzoru Finansowego. W praktyce mamy jednak niewielką liczbę klasycznych ubezpieczycieli i bardzo duży rynek usług abonamentowych, które formalnie nie są ubezpieczeniami. Jako praktyk z blisko trzydziestoletnim doświadczeniem uważam, że rynek nadzorowany daje większe bezpieczeństwo zarówno firmom, jak i klientom. Dlatego potrzebne są regulacje, które jasno określą, czym jest ubezpieczenie zdrowotne i jakie standardy powinno spełniać.
Czyli najważniejsze jest dziś uporządkowanie rynku?
To na pewno jedna z kluczowych kwestii. Poza tym wciąż brakuje realnych zachęt do rozwijania takich programów zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników. W tym obszarze również potrzebne są konkretne działania.