Naczelna Izba Lekarska zbiera dane dotyczące tego, jak zmiany w finansowaniu nadwykonań przez NFZ wpłyną na działalność podmiotów ochrony zdrowia. Z informacji napływających z całego kraju wynika, że część placówek już teraz zaczyna ograniczać dostęp do badań. Wstrzymywane są zapisy na endoskopię, a w niektórych miejscach kontrakty zostały już wyczerpane. Pacjenci słyszą, że najbliższe dostępne terminy przypadają dopiero na kolejny rok, co w praktyce oznacza przerwanie ciągłości diagnostyki i opóźnienie potencjalnego leczenia. A dyrektorzy szpitali szacują znaczący wzrost czasu oczekiwania na badania obrazowe i endoskopowe. – Dyrektor szpitala w Proszowicach stwierdził, że w przypadku tomografii i endoskopii kolejka wzrośnie pomiędzy niecałe 50 a niemal 100 proc., jeżeli chodzi o jej długość – mówi Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.
Czytaj więcej
Narodowy Fundusz Zdrowia zamierza częściowo przywrócić limity w finansowaniu świadczeń w Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej. Projekt zarządzeni...
Pacjenci będą diagnozowani na SOR-ach
Lekarze podkreślają, że ograniczenie dostępności świadczeń nie zmniejszy liczby chorych, lecz zmieni ich ścieżkę leczenia. Pacjenci, którzy nie będą mogli wykonać badań w poradniach specjalistycznych, zaczną szukać pomocy w szpitalach, często trafiając tam przez Szpitalne Oddziały Ratunkowe. Co prawda na SOR-ze będą musieli odczekać nawet i kilka godzin, ale finalnie będą mieć wykonane wszystkie potrzebne badania. – Obawiamy się, że ci pacjenci, którzy nie zmieszczą się w ramach tego limitu w poradni specjalistycznej, znajdą się w szpitalach, w oddziałach ratunkowych. W takiej sytuacji, kiedy pacjentów na SOR-ach będzie coraz więcej, trudno będzie znaleźć personel, który będzie chciał tam pracować. To coraz bardziej będzie przypominało łatanie systemu, a mniej ratowanie pacjentów w stanie zagrożenia życia – zaznaczył rzecznik NIL. W praktyce oznacza to dalsze przeciążenie oddziałów ratunkowych, które już dziś funkcjonują na granicy wydolności.
Choć celem zmian jest ograniczenie wydatków, lekarze wskazują, że mogą one przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Diagnostyka wykonywana w trybie ambulatoryjnym jest relatywnie tania, natomiast ten sam pacjent przyjęty do szpitala generuje wielokrotnie wyższe koszty. – Pacjent, który będzie leżał w szpitalu 3-4 dni po to, żeby mieć zrobione tomografię, endoskopię czy inne badania, będzie pacjentem droższym dla systemu – wskazał wiceprezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, Marcin Karolewski.
Hospitalizacja wiąże się nie tylko z kosztem samego badania, ale także z całodobową opieką, lekami i utrzymaniem infrastruktury. W efekcie pieniądze z budżetu NFZ mogą być wydawane szybciej, mimo formalnego ograniczenia finansowania części świadczeń.
Czytaj więcej
Aż 85,4 proc. Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce wymaga gruntownych zmian. Jednocześnie 55,8 proc. badanych sprzeciwia się podwyższe...
Problem nie leży w lekarzach?
NFZ wskazuje, że ograniczenie płatności za nadwykonania świadczeń wysoko kosztowych ma wywołać presję na zmniejszenie kontraktów z podwykonawcami, którymi są m.in. lekarze. Jednak, jak podkreślają przedstawiciele tego zawodu, ich pensje są tylko częścią całkowitych wydatków. W przypadku radiologii wynagrodzenia stanowią około jednej czwartej kosztów, a w endoskopii około jednej trzeciej. – Koszty lekarza są mniejszością, bo to są naprawdę drogie badania i drogie sprzęty. Rezonans to kilka milionów, a porządny endoskop kilkaset tysięcy zł. Nawet gdybyśmy wyzerowali koszty lekarzy do zera, nie zmieścimy się w tych 40 proc. proponowanych przez NFZ – tłumaczył Kosikowski.
Zdaniem lekarzy obecna sytuacja to kolejny sygnał, że system ochrony zdrowia działa na granicy wydolności. – Jesteśmy trochę zakładnikiem tego systemu, w którym w szpitalach coraz częściej rządzą rachunki ekonomiczne, nad lekarzami są ekonomiści, nad dyrektorami szpitali są podmioty tworzące, które wymagają również wyniku finansowego i zaczyna się robić błędne koło w medycynie, którego nigdy nie powinno być – zaznaczał Karolewski.
NFZ pod presją finansową
Tłem decyzji NFZ jest narastający kryzys finansowy w ochronie zdrowia. Przypomnijmy, że w połowie miesiąca resort zdrowia ogłosił, że mrożenia podwyżek płac minimalnych dla medyków w tym roku nie będzie. Oznacza to, że 1 lipca nastąpi waloryzacja wynagrodzeń etatowców w oparciu o wskaźnik przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. W wariancie minimalnym koszty podwyżek wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia w drugiej połowie tego roku mają wynieść 3,5 mld zł. Planowane ograniczenia płatności za nadwykonania mają przynieść około 800 mln zł oszczędności.
Czytaj więcej
Narodowy Fundusz Zdrowia planuje przywrócić limity w finansowaniu diagnostyki i wizyt u specjalistów. Dyrektorzy szpitali i lekarze ostrzegają, że...
Planowane zmiany spotkały się z ostrą reakcją organizacji pacjenckich. Onkofundacja Alivia alarmuje, że ograniczenia finansowania diagnostyki mogą doprowadzić do pogorszenia sytuacji chorych i wydłużenia czasu oczekiwania na rozpoznanie choroby. – Pacjenci już teraz czekają zbyt długo – nie ma przestrzeni na kolejne cięcia – mówi Joanna Frątczak-Kazana, prezeska fundacji. – Nie da się zaoszczędzić na leczeniu raka – dodaje Dorota Korycińska z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej.
Organizacje zwracają uwagę, że ograniczenie diagnostyki oznacza w praktyce późniejsze wykrywanie chorób, gorsze rokowania i wyższe koszty leczenia w przyszłości.