Nie dlatego, że dr Berek byłby złym sędzią. Wręcz przeciwnie, w odróżnieniu do wielu członków Rady Ministrów (obecnych czy minionych) nie sposób odmówić mu kompetencji. Świetnie zna się nie tylko na legislacji, ale i prawie konstytucyjnym. Przy tym nie brak mu charakteru i w życiu wie, po której stanąć stronie. To wszystko nie ma jednak żadnego znaczenia w obliczu faktu, że byłaby to kolejna przesiadka z rządowego fotela za trybunalski stół. A to w istocie swojej jest patologiczne.

Owszem, do pewnego momentu było to tolerowane. Ot choćby Jerzy Stępień, wcześniej senator i członek rządu, czy Marek Kotlinowski (z poselską przeszłością), byli całkiem przyzwoitymi sędziami, którzy przynajmniej się starali zostawić polityczną przeszłość za sobą. Przykłady Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza pokazały jednak wyraźnie, po co instaluje się polityków w TK. Desygnująca ich tam partia zawsze mogła na nich liczyć. Jeśli nie poprzez korzystny wyrok, to chociaż jednoosobowe wydanie zabezpieczenia.

Czytaj więcej

Maciej Berek do TK? „To będzie kpina z ludzi, którzy tysiącami wychodzili na ulicę”

Dlatego właśnie KO uchwaliła ustawę o TK, która w art. 17 ust. 2 stanowiła: „Osoba, która sprawowała urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, mandat posła, senatora, posła do Parlamentu Europejskiego lub pełniła funkcję członka Rady Ministrów, sekretarza stanu, podsekretarza stanu lub pełnomocnika rządu, może kandydować na stanowisko sędziego Trybunału, jeżeli od zakończenia sprawowania urzędu, wygaśnięcia mandatu lub zakończenia pełnienia funkcji upłynęły co najmniej 4 lata”.

Te cztery lata karencji, to absolutne minimum minimorum, które należałoby przyjąć, bo tak naprawdę powinno być co najmniej osiem. I teraz co? Skoro ustawa nie weszła w życie (Andrzej Duda odmówił jej podpisania i skierował ją do TK, który następnie uznał akt za niekonstytucyjny), to już wszystko wolno? Jak wszystko wolno, to zgłośmy od razu Roberta Kropiwnickiego. Nic chyba nie miało większego wpływu na polskie prawo konstytucyjne w ostatnich dekadach, niż jego poprawka umożliwiająca w 2015 r. Platformie wybór sędziów TK na zapas. Naiwnie myślałem, że skończy za to przed Trybunałem Stanu, ale Trybunał to Trybunał. W dodatku ostatnio Kropiwnicki nawet habilitację zrobił. Śmiało.

Rozsądek nie jest w polityce wymagany

Wracając do meritum. Ja wiem, że zrównanie Krystyny Pawłowicz i Macieja Berka może być dla tego drugiego krzywdzące, ale niestety jest to dokładnie ta sama sytuacja. I choć można podejrzewać, że Berek podchodziłby do sprawowania kontroli konstytucyjnej rzetelnie, nie ma to znaczenia. Ocena efektów pracy rządu, które sam koordynował, byłaby ewidentnym konfliktem interesów. Gdyby chciał do sprawy podejść uczciwie, musiałby się wyłączać od połowy spraw, które w przyszłości miałyby trafić do TK. Już mamy czworo sędziów korytarzowych i trzech biurkowych, którzy i tak nie orzekają.

Dlatego, szczerze mówiąc, nie chce mi się wierzyć, że ktoś przy zdrowych zmysłach wpadł na taki pomysł. Choć, jak wiadomo, rozsądek nie jest w polityce wymagany. Raczej jest to balon próbny wypuszczony po to, by zbadać reakcję opinii publicznej. Jak się zrobi burza, to się informację zdementuje, z zapewnieniem, że nie było tematu, a Maciej Berek zostanie ogłoszony np. jako nowy szef Centralnego Portu Komunikacyjnego. W przeciwnym wypadku trzeba będzie jak najszybciej doprowadzić do wypuszczenia z aresztu rolnika z Gliwic, który zaorał asfaltową drogę. Wszak będzie jeszcze parę rzeczy do zaorania.

Czytaj więcej

Maciej Berek odchodzi z rządu. Pojawiają się nieoficjalne informacje o nowej funkcji