W zorganizowanej przez Klub Jagielloński debacie (opublikowanej w serwisie YouTube 4 sierpnia) o wizję politycznego centrum spierali się ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz profesor prawa Marcin Matczak, który od pewnego czasu lansuje pojęcie „radykalnego centrum” (jak sam przyznaje: oksymoron). Przewodnicząca Polski 2050 mówiła o mieszkalnictwie, wieku emerytalnym, reformie podatkowej w kierunku bardziej sprawiedliwej partycypacji w dochodach państwa i ich redystrybucji. Twierdziła przy tym, że to właśnie te tematy są odpowiedzią na bolączki miażdżącej większości społeczeństwa.
– Jeżeli tak ma wyglądać radykalne centrum, to jesteśmy zgubieni – skwitował te propozycje prof. Matczak. – Uważam, że te pomysły są fantastyczne. Co z tego, jeżeli one nigdy się nie zrealizują, jeżeli nie uda się wam wejść do Sejmu, jeżeli nie uda się wam wejść do rządu? – zapytał Matczak. – Jeżeli nie nauczycie się być populistami w dobrej sprawie, to to się bardzo źle skończy dla racjonalnego centrum – ocenił.
Wyborcy ulegają manipulacji. W polityce kluczowe jest zawładnięcie emocjami
Według niego problemem nie jest brak pomysłów, idei i strategii, ale nieumiejętność nakreślenia przez przedstawicieli środka angażującej wyborców opowieści. Zdaniem prof. Matczaka przeminęły czasy, w których dyskutowanie o ideach, propozycjach programów społecznych wystarcza, by zyskać uznanie wyborców. Kluczowe jest zawładnięcie ich emocjami. – Emocjonalny język Konfederacji jest tak atrakcyjny ze względu na to, że koncentruje się na strachu i egzystencjalnych obawach – diagnozował. Według niego zwolennicy centrum powinni nauczyć się tego sposobu prowadzenia dyskursu.
Czytaj więcej
Publicysta i dziennikarz Tomasz Terlikowski zrezygnował z udziału w wydarzeniu organizowanym przez Kanał Zero. Decyzję wyjaśnił niedawną wypowiedzi...
– Można mówić milion lat o problemie migracji, ale jak się zobaczy tego małego tureckiego chłopca, który leży na plaży w czerwonej koszulce, to człowiek nie potrzebuje Excela, wtedy czuje emocje. Druga strona pokaże nam kilku czarnoskórych osiłków i powie: „Czy chcecie, żeby oni przyszli i zgwałcili nasze kobiety?”. To jest język, który teraz ma miejsce. Trzeba się nauczyć w tym języku rozmawiać – opowiadał. Bo jeśli nie – przekonywał dalej Matczak – osoby „z patentem na emocje” dojdą do władzy i przeprowadzą radykalne zmiany, m.in. wyprowadzając Polskę z Unii Europejskiej.
Czytaj więcej
Dlaczego artyści wierzą, że pokazując przemoc, zniechęcą do jej powielania? Liczba widzów seriali o seryjnych mordercach świadczy o tym, że ekspozy...
– We współczesnym świecie nie można być niepopulistycznym. Można być populistycznym w dobrej sprawie albo populistycznym w złej sprawie. Współczesny świat jest oparty na emocjach i trzeba zaapelować do emocji – zaapelował filozof prawa.
Jako absolwent psychologii doskonale znam mechanizm opisywany przez prof. Matczaka. Najczęściej wykorzystuje się go w marketingu. Kupujemy przecież nie produkt, ale wizję świata, która się z nim wiąże; obietnicę życia, które w cudowny sposób może stać się naszym udziałem w momencie zakupu np. wyprodukowanej w Chinach torebki sygnowanej przez francuską markę luksusową albo wytworzonego w Azji telefonu z nadgryzionym jabłkiem. Oczywiście to samo od dziesięcioleci dzieje się w polityce. Głosujemy na sympatycznych, energicznych i dobrze wyglądających prezydentów, niekoniecznie tych najbardziej kompetentnych. Ulegamy mniej lub bardziej zawoalowanej manipulacji. I nie ma co się łudzić, że kiedyś przestaniemy ulegać.
Prof. Marcin Matczak się myli – nie istnieje populizm w dobrej sprawie
Jako absolwent reprezentowanego przez prof. Matczaka wydziału prawa chcę jednak wymagać od niego więcej. Zamiast zastanawiać się, jak walczyć z populizmem (czyli w swojej dzisiejszej odsłonie: wyjątkowo mało finezyjną formą manipulacji), akademik proponuje... populizm à rebours.
Czytaj więcej
A gdyby tak zamiast bez końca debatować, co to znaczy polska firma, za local content uznać też polskie szkolnictwo muzyczne i polską szkołę filmową...
Panie Profesorze, nie ma czegoś takiego jak populizm w dobrej sprawie. Albo traktujemy społeczeństwo jako równego sobie partnera, a zatem przedstawiamy problem i debatujemy o możliwościach jego rozwiązania, albo uważamy wyborców za niewolników emocji, którym – za pomocą psychologicznych sztuczek – możemy wcisnąć dowolny polityczny „produkt”. I nie przekonuje mnie argument, że świata, w którym rozmawia się o ideach, a nie jedynie czaruje się wyborcę, już nie ma. Idąc tropem takiego myślenia, można by powiedzieć, że nie ma już świata, który przejmowałby się wynikami naukowych refleksji, a jednak (chyba) prof. Matczak nie porzuca uniwersytetu na rzecz TikToka?