Debaty dotyczące ustawy określającej tryb wyboru sędziowskich przedstawicieli do KRS, kształtu ustawy o przywróceniu praworządności, koncepcji orzeczeń nieistniejących jako metody porządkowania sądowego świata bezprawia nie tylko zdominowały przestrzeń publiczną, ale także zepchnęły na trzeci plan kwestie związane z wyborem sędziów Trybunału Konstytucyjnego na opróżnione miejsca.
Złożone pod koniec ubiegłego roku oświadczenie o zmianie podejścia do koncepcji nieobsadzania wolnych miejsc w TK, połączone z zapowiedzią rozpoczęcia procedury, przestało kogokolwiek interesować. Publicznie trudno znaleźć jakiekolwiek informacje dotyczące procesu przygotowawczego wyboru nowych sędziów konstytucyjnych.
Czytaj więcej
Na początku marca koalicja rządząca planuje wybrać sędziów na sześć wakatów w Trybunale Konstytuc...
Zarazem w przestrzeni nieformalnej wybrzmiewają tezy o przyjęciu koncepcji dokonania szybkiego wyboru, opartego na przedstawieniu kandydatur, krótkiej debacie parlamentarnej i decyzji. Koncepcja ta uzasadniana jest potrzebą ochrony kandydatów przed publicznym napiętnowaniem, uniknięcia politycznych przepychanek oraz medialnej kampanii negatywnej.
Gdyby powyższe informacje okazały się prawdziwe, wówczas stałoby się jasne, że fundamentalne zasady związane z obsadą sądu konstytucyjnego, które stanowiły jeden z podstawowych elementów projektu przywracania praworządności, są w tym przypadku iluzoryczne.