Do ataku doszło w północno-wschodniej dzielnicy Moskwy, w pobliżu stacji kolejowej Sawiołowskaja. Władze rosyjskiej stolicy podawały pierwotnie, że sprawca ataku uciekł z miejsca zamachu, ale w kolejnym komunikacie pojawiła się informacja, że napastnik zmarł w wyniku doznanych obrażeń. 

„W oparciu o zaktualizowane informacje, w czasie badania miejsca zbrodni na placu przy stacji Sawiołowskaja i po przeglądzie taśm monitoringu, policjanci ustalili, że sprawca zginął na miejscu wybuchu” – głosi komunikat rosyjskiej policji. 

Policja podaje, że w ataku zginął jeden z jej funkcjonariuszy, a dwóch zostało rannych i hospitalizowanych. Obecnie śledczy prowadzą działania, które mają wyjaśnić wszystkie okoliczności ataku. 

Rosyjski Komitet Śledczy poinformował o wszczęciu postępowania kryminalnego na podstawie artykułu 317 Kodeksu karnego Rosji, który mówi o próbie zamachu na życie funkcjonariusza sił porządkowych, a także na podstawie artykułu 222.1, który mówi o nielegalnym posiadaniu materiałów wybuchowych. 

W zamachu zginął – jak podaje kanał SHOT w serwisie Telegram – porucznik Denis Bratuszczenko, 34-letni policjant. Bratuszczenko pełnił służbę w moskiewskiej policji od marca 2019 roku. 

Z informacji pojawiających się w mediach społecznościowych wynika, że napastnikiem był krótko obcięty mężczyzna w czarnej kurtce. Napastnik, tuż po północy, miał podejść do radiowozu i rzucić w jego stronę jakiś przedmiot – prawdopodobnie improwizowany ładunek wybuchowy, po czym go zdetonował. 

Po kilku godzinach głos w sprawie zamachu zabrał przywódca Rosji Władimir Putin. W czasie spotkania z przedstawicielami FSB mówił, że zamachu na policjantów w rejonie stacji kolejowej Sawiołowskaja dokonała prawdopodobnie osoba, której rekrutacji dokonano w internecie. - Przekazali ładunek wybuchowy osobie, a potem zdalnie wysadzili w powietrze zarówno (tę osobę), jak i zaplanowany cel - mówił przywódca Rosji. - Prawdopodobnie on (sprawca) nie wiedział o niczym - dodał.

Rosyjska policja zidentyfikowała sprawcę zamachu jako 22-letniego mieszkańca republiki Udmurcji, który przyjechał do Moskwy z Petersburga 22 lutego. Śledczy starają się obecnie ustalić motywy jego działania i krąg znajomych.

Do zamachu na policjantów w Moskwie doszło kilka dni po zamachu na policjantów we Lwowie

Do ataku doszło w czwartą rocznicę wybuchu wojny Rosji z Ukrainą, kilka dni po zamachu we Lwowie, w którym zginęła ukraińska policjantka, a rannych zostało 25 osób. Zamach we Lwowie miał miejsce w nocy z 21 na 22 lutego. Tamtejsza policja otrzymała zgłoszenie o włamaniu do jednego ze sklepów. Gdy na miejsce rzekomego włamania przyjechał patrol – doszło do eksplozji improwizowanego ładunku wybuchowego. Drugi ładunek wybuchł po przybyciu na miejsce drugiego patrolu. 

Tuż po zdarzeniu mer Lwowa Andrij Sadowy oświadczył, że w mieście doszło do zamachu terrorystycznego. 

Po kilku godzinach od zamachu szef MSW Ukrainy Ihor Kłymenko poinformował o zatrzymaniu podejrzanej o jego przeprowadzenie 33-letniej mieszkanki obwodu rówieńskiego, która – jak podała policja – działała na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. 

Z kolei 23 lutego do eksplozji improwizowanego ładunku wybuchowego doszło w Dnieprze. Prokuratura generalna Ukrainy poinformowała, że również tam doszło do zamachu terrorystycznego. W ataku nikt nie ucierpiał.