Reklama

Prof. Maciej Milczanowski: Wnioski z zamachów w Moskwie, Dnieprze i we Lwowie? Pierwszą linią obrony jest wywiad

- Państwa zawsze posługiwały się metodami terrorystycznymi. Ale robiono to bez mrugnięcia okiem i mówiono, że to jest element wojny – teraz mówimy już: hybrydowej - mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa, zastępca dyrektora Instytutu Nauk o Polityce Uniwersytetu Rzeszowskiego, komentując zamachy we Lwowie, Dnieprze i w Moskwie, które wydarzyły się w ciągu trzech dni. Jaki wniosek płynie z nich dla obrony przed zagrożeniami w Polsce?
Zamachy w Moskwie, Lwowie i w Dnieprze

Zamachy w Moskwie, Lwowie i w Dnieprze

Foto: Reuters/Anastasiia Smolienko, Telegram/Офіс Генерального прокурора

„Rzeczpospolita”: 22 lutego we Lwowie, 23 lutego w Dnieprze i około północy 24 lutego w Moskwie doszło do trzech zamachów. Ich wspólnym elementem jest atak na policję. We Lwowie, na miejscu innej eksplozji, w kolejnym wybuchu improwizowanego ładunku zginęła 23-letnia policjantka, pożegnana przez ukraińską policję bardzo emocjonalnym wpisem. W Dnieprze również improwizowany ładunek eksplodował na posterunku policji, tu na szczęście nikt nie ucierpiał. W Moskwie z kolei, około północy, zamachowiec zdetonował ładunek wybuchowy przy radiowozie policji drogowej. Władze – zarówno ukraińskie, jak i rosyjskie – określiły te zdarzenia jako terrorystyczne. Czy wszystkie można traktować jako element wojny hybrydowej?

Maciej Milczanowski: To pojęcie się bardzo zmienia. Kiedyś mówiliśmy dużo o terroryzmie i wtedy wszystkie takie wydarzenia podciągnęlibyśmy pod terroryzm. W definicji terroryzmu uwzględnia się zawsze działania asymetryczne – w sensie sprawcy. Często, jeżeli państwa prowadziły takie działania, nie określano ich terroryzmem, tylko właśnie wojną hybrydową. To się teraz zaciera, bo też pojęcie wojny hybrydowej się bardzo rozszerzyło. Dzisiaj nie możemy już mówić o wojnie hybrydowej tylko przywołując przykłady „zielonych ludzików” na Krymie czy w Donbasie.

Teraz to są działania psychologiczne, działania informacyjne, działania dywersyjne. To ukraińskie uderzenie, znane jako Operacja Pajęczyna – Rosjanie też uznali za
działania terrorystyczne. Wojna hybrydowa bardzo zmieniła swój zakres, zwiększyła się pojemność znaczeniowa tego pojęcia. W warstwie propagandowej natomiast
obie strony będą przeciwnika wskazywać jako terrorystę. Zastrzegę tylko, że nie równoważę tu obu stron, jasne jest, że to Rosja napadła na Ukrainę, ale w takich pojedynczych działaniach obie strony, co zrozumiałe, będą wskazywać na niemoralne działania przeciwnika. To zrozumiałe.

Czytaj więcej

Krótka historia rosyjskiej dywersji w Polsce po 24 lutego 2022 roku

Pojawiło się ostatnio takie określenie „terroryzm państwowy”.

– Ono zawsze było, tyle tylko, że nie było przyjmowane przez te największe państwa. Państwa zawsze posługiwały się metodami terrorystycznymi. Dotyczy to takich graczy jak CIA czy Mossad. Wynajmowanie grup związanych z Al-Kaidą, żeby dokonały zamachu w Iranie, to przecież czysty terroryzm. Ale robiono to bez mrugnięcia okiem i mówiono, że to jest element wojny – teraz mówimy już: hybrydowej. Więc chyba zawsze tak było, że państwa odrzucały oskarżenia o terroryzm, bo państwo
nie posługuje się terroryzmem. Stąd były problemy z definicją terroryzmu, a potem wojny hybrydowej. Państwa, wiedząc, że tak to robią, broniły się przed użyciem takiego pojęcia.  

Jaki cel mogą mieć takie zamachy w momencie, w którym toczy się przecież pełnoskalowa wojna? Nie chodzi przecież o zmniejszenie siły militarnej przeciwnika.

– Oczywiście. Tu jest największa różnica między Rosją a Ukrainą. Rosja prowadzi takie działania również poza granicami. Pamiętamy uderzenia w centra handlowe, jakieś śmietniska w Polsce czy zajezdnie autobusowe. Takie działania też wydają się absurdalne, ale to chodzi o sprawdzanie reakcji państwa, o jego politykę informacyjną, o sprawdzanie odporności drugiej strony, dezorganizację wewnętrzną, osłabianie zaufania do władz. Natomiast Ukraińcy nie mają interesu w takich uderzeniach. Takie akty, które Rosja nazywała terroryzmem, zamachy czy podkładanie bomb – raczej dotyczyły wysokich rangą wojskowych niż jakichś szeregowych policjantów.

Reklama
Reklama

Być może to, co się stało w Moskwie, wcale nie wynika z inspiracji Ukrainy, tylko są to wewnętrzne rozgrywki. Rosjanie bardzo chętnie wykorzystują to, że trwa wojna do wewnętrznych rozliczeń – mordują się nawzajem, zrzucając to na Ukraińców. To jest bardzo wygodne, bardzo łatwe w czasie wojny. Nikt temu nie zaprzeczy. Śledztwo pewnie będzie bardzo utrudnione w takiej sytuacji.  

Ukraina kompletnie nie ma interesu militarnego w tym, by uderzać w jakiegoś pojedynczego policjanta w Moskwie. Ani to nie dezorganizuje Rosji, ani propagandowo też nic im nie daje, bo Ukraina raczej stara się zyskać przychylność demokratycznego świata zachodniego, a Rosji już na tym nie zależy. Wydaje mi się, że tu może być właśnie taka sytuacja, a i tak Rosjanie pewnie głoszą, że to Ukraińcy.

Uderzający jest jednak fakt, że do tych wszystkich sytuacji doszło w ciągu trzech kolejnych dni. Czy można spodziewać się następnych takich incydentów? Dziś? Jutro?

– Takie incydenty są nieuniknione, bo trwa pełnoskalowa wojna, więc jest większy chaos, większa dezorganizacja, jest przenikanie na teren przeciwnika, zarówno wojsk – bo nie tylko wojska w strefie frontowej przenikają na teren kontrolowany przez wojska przeciwnika, ale trwają również działania wywiadowcze i dywersyjne – które zawsze stosowało się na wojnie. Teraz jednak wojna toczona jest w innych uwarunkowaniach. Widzimy dużo większe możliwości takiego przenikania między Rosją a Ukrainą niż, dajmy na to, między Rosją a Polską, bo jesteśmy zupełnie odmienni kulturowo, a Ukraińcy jednak mieli bardzo dużo osób rosyjskojęzycznych.

Więc ta wojna jest specyficzna nie tylko ze względu na dynamikę zmian, jakie zachodzą na polu walki, ale też właśnie z punktu widzenia takich powiązań okołokulturowych. Dużo wyższa niż zazwyczaj w takich wojnach jest tu znajomość terenu i przeciwnika.

Dotąd uważaliśmy, że chroni nieco parasol NATO, ale jednak i na naszym terytorium dochodziło do działań hybrydowych – by przypomnieć zamachy na kolei, incydenty związane z wlotem dronów w polską przestrzeń powietrzną, tajemnicze podpalenia. O wszystkich trudno z pewnością powiedzieć, że były działaniem państwowym, podlegającym międzynarodowym uzgodnieniom, dotyczącym bezpośredniego ataku na terytorium innego państwa.

– To jest właśnie istota wojny hybrydowej, że prowadzimy działania na terytorium innego państwa, ale możemy się od tego odcinać. Takie działania prowadzi się właśnie środkami i metodami, by bardzo trudno było udowodnić sprawczość. Nawet jeśli uda się to udowodnić, to jest sytuacja trudnokonsensusowa – w ramach NATO trudno jest przekonać wszystkich, że to na pewno atak na terytorium NATO, a skoro nie ma konsensusu, to nie ma działań. W takich sytuacjach mówimy też o nieprzekraczaniu progu wojny. Działania są tak wyliczone, żeby nie doszło do zjednoczenia, do mobilizacji NATO i przeciwdziałania.

Czytaj więcej

Wiadomo, kto stoi za pożarem na Marywilskiej 44. „Dopadniemy wszystkich”
Reklama
Reklama

Natomiast to, co jest moim zdaniem pokrzepiające to że mimo działań trudnokonsensusowych, reakcja była jednak znacząca. Szczególnie po wlocie dronów mieliśmy bardzo duże wsparcie od państw europejskich, państw NATO, które przysyłały swoje samoloty, systemy antydronowe, aby wzmocnić naszą obronę. Wydaje mi się, że taka niewspółmierna reakcja – proporcjonalnie większa niż same zdarzenia – jest czynnikiem odstraszającym i może powodować, że Rosja będzie prowadzić mniej takich działań, bo zwyczajnie nie będzie się jej to opłacało. Przeprowadzenie zamachu czy jakiegoś prowokacyjnego działania wymaga jednak jakiegoś wysiłku, a Polska wzmacnia się dużo bardziej, niż wynikałoby to z rzeczywistego znaczenia takiego zamachu. I – moim zdaniem – to jest słuszna forma reakcji.

Także wewnętrznie widać, że powstał program antydronowy San. To przykład, że działania rosyjskie bardziej nas mobilizują niż demobilizują czy dezorganizują. Oczywiście dają paliwo partiom opozycyjnym do bicia w rząd, ale to jest naturalne w demokracji. Mobilizacja jest jednak duża, ma działanie odstraszające. To nie tylko postawienie wojsk w stan gotowości czy grożenie jakimś tam odwetem, ale właśnie większe działania związane z organizacją systemu, wyszukiwanie dziur i łatanie ich tam, gdzie one występują. To właśnie wskazała nam Rosja, ale – oczywiście – panta rhei, wszystko się zmienia. Rosja może kalkulować dalej i szukać innych rozwiązań, więc musimy cały czas być w gotowości.

Czytaj więcej

Rosyjskie drony nad Polską: Warszawa wystąpiła o uruchomienie art. 4 NATO. Co to oznacza?

Pierwszą linią obrony dla nas – jak kiedyś mówił w Izraelu Dawid Ben Gurion – jest wywiad i kontrwywiad. To one powinny, jeżeli się da, rozpoznać i wykryć takie wrogie działania, ale do tego trzeba bardzo rozbudowanych struktur. Mam nadzieję, że po latach zaniedbywania ABW doczeka się zainteresowania, bo to właśnie ta instytucja jest kluczowa w takich sytuacjach.

Jednym z celów takich zamachów może być choćby podważenie zaufania do władz, zastraszenie, gra na zmęczenie. To pewnie jeden z celów, choć trudno się spodziewać, że pod wpływem zmęczenia stałym zagrożeniem jakieś państwo zrezygnuje z obrony. A inne? 

– To raczej Ukrainę Rosjanie chcą zmęczyć, złamać – ale dotyczy to poważniejszych ataków. Tu natomiast raczej chodzi o rozpoznawanie, szukanie słabych punktów systemu reagowania kryzysowego. Zauważmy, że nie chodzi o luki systemu obronnego, wojskowego – ale tego, służącego ochronie ludności. Bardzo istotne jest to, że osłabia się zaufanie do władz i dzięki temu zyskują takie partie, które już teraz na sympatii do Rosji budują swoje powodzenie. Podnoszą się głosy, mówiące, że Rosja jest wszechpotężna, nie ma sensu z nią walczyć, nie ma sensu się opierać, musimy się dogadać, jakoś to będzie. Posługujące się tą retoryką partie w Polsce bardzo rosną i zyskują już dwucyfrowe poparcie. Jeszcze 5 lat temu, nawet pół roku temu, nie do pomyślenia byłoby, że to właśnie one będą zyskiwać. Więc być może długofalowo takie działania są bardziej skuteczne niż nam się wydaje. To osłabianie dotyczy nie tylko Platformy Obywatelskiej i jej koalicjantów, ale wszystkich, którzy rządzili. Wewnętrzne kłótnie między partiami polskiej sceny politycznej jeszcze bardziej osłabiają zaufanie. W Rosji doskonale rozumieją, jak głęboki jest teraz podział w Polsce i na pewno dość łatwo jest rozgrywać te partie pomiędzy sobą takimi niby absurdalnymi uderzeniami. Wbrew pozorom to jest jednak niestety dość skuteczne działanie.

Czytaj więcej

Nowy sondaż: KO na czele, ale traci. Kto miałby większość w Sejmie?
Reklama
Reklama

Zawiało pesymizmem.

Ale pamiętajmy o tym, co mówiłem wcześniej o wsparciu NATO, o programie San – a są też programy Narew, Wisła, zakupy, zbrojenia wewnętrzne, program SAFE, który
pozwala wreszcie na poważne inwestycje w nasz przemysł zbrojeniowy. To jest absolutny fundament dzisiaj. To wszystko moim zdaniem jest optymistyczne! Mówiliśmy
o kwestiach dywersji, ale patrząc generalnie, naprawdę dużo się dzieje dla odstraszania Rosji od bezpośredniego uderzenia. Ogólny wydźwięk naszej rozmowy widziałbym więc jako umiarkowanie pozytywny. 

Nie pozostawiony w poczuciu braku nadziei – dziękuję za rozmowę.


Konflikty zbrojne
Pilny apel MSZ do Polaków na Bliskim Wschodzie. „Natychmiast opuścić region”
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Konflikty zbrojne
Dlaczego Rosji tak trudno zastraszyć Estonię?
Konflikty zbrojne
Podjęto decyzję ws. pracowników ambasady USA w Izraelu. Chodzi o zagrożenie konfliktu z Iranem
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Konflikty zbrojne
Bomby spadły na Kabul. Pakistan: To już otwarta wojna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama