Hemofilia przez dekady oznaczała życie podporządkowane chorobie – ciągłe wkłucia, strach przed ruchem, ból i stopniową utratę sprawności. Współczesna hematologia dysponuje terapią, która pozwala pacjentom funkcjonować niemal jak osoby zdrowe, ale w Polsce nie wszyscy mają do niej dostęp. Emicizumab, uznawany na świecie za przełom w leczeniu hemofilii A, nie jest refundowany dla dorosłych pacjentów bez inhibitora. To największa grupa chorych.
Krew, która nie krzepnie
Wrodzona hemofilia A i B to choroby sprzężone z płcią, spowodowane mutacjami genów kodujących odpowiednio czynnik krzepnięcia VIII i IX. W jej wyniku krew nie krzepnie lub krzepliwość jest bardzo niska. W praktyce oznacza to, że nawet drobny uraz może prowadzić do długotrwałego krwawienia, a u pacjentów z ciężką postacią choroby krwawienia pojawiają się samoistnie, bez żadnej wyraźnej przyczyny. Najczęściej dochodzi do wylewów krwi do stawów, rzadziej do mięśni lub jam ciała.
Nawracające wylewy do stawów powodują ich stopniowe niszczenie. Każdy kolejny krwotok pogłębia uszkodzenie chrząstki i struktur kostnych, prowadząc do trwałej deformacji i ograniczenia ruchomości. W efekcie rozwija się artropatia hemofilowa – ciężkie, nieodwracalne powikłanie choroby, które w wielu przypadkach kończy się kalectwem. – Wylewy do stawów przy hemofilii mogą prowadzić do częściowej bądź pełnej niepełnosprawności. Przykładem tego są pacjenci, którzy nie byli objęci profilaktyką, bo kiedyś jej nie było. Są oni upośledzeni ruchowo i wymagają kul lub wózków. To zostaje już do końca życia. Czasami robimy wymianę tych stawów, czyli alloplastykę – mówi prof. Andrzej Mital z Kliniki Hematologii i Transplantologii UCK w Gdańsku.
Według danych z rejestru Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Polsce żyje obecnie około 8–10 tysięcy pacjentów z hemofilią i pokrewnymi skazami krwotocznymi. Większość z nich wymaga dożywotniej profilaktyki.
Czytaj więcej
Hemofilia wymaga stałej profilaktyki i leczenia. Choć w Polsce jest pod tym względem coraz lepiej...