Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie jest społeczne poparcie Polaków dla strategii lokal contentu?
- Kto w polskiej polityce promuje i wspiera lokal content?
- Jak różnią się poglądy zwolenników różnych partii politycznych wobec lokal contentu?
- Jakie korzyści gospodarcze są łączone z polityką lokal contentu?
- Jakie wyzwania stoją przed polskimi firmami w kontekście lokal contentu?
Local content, czyli strategia, która zmierza do zwiększenia udziału polskich firm w gospodarce i w kluczowych inwestycjach, to oczko w głowie premiera, a także ministra aktywów państwowych. W sondażu dla „Rzeczpospolitej” IBRiS zapytał dorosłych mieszkańców Polski o stosunek do tej strategii.
Wyniki sondażu o local content i przetargach publicznych
Niemal połowa badanych, bo 49,3 proc., uważa, że publiczne pieniądze i pieniądze z KPO powinny trafiać tylko do polskich firm prywatnych i państwowych. Kolejne 39 proc. twierdzi, że powinny one trafiać do polskich, ale też do zagranicznych firm, pod warunkiem, że te drugie uczciwie płacą w Polsce podatki, adekwatne do skali swojej działalności. Tylko zdaniem 5,4 proc. badanych nie powinno tu być żadnych ograniczeń. Nieco ponad 6 proc. badanych nie miało zdania w tej sprawie bądź nie udzieliło odpowiedzi.
Zwolennicy PiS, obu Konfederacji, Trzeciej Drogi, Brauna, Mentzena, Hołowni i Nawrockiego częściej popierali najostrzejszą wersję local contentu, czyli tę, w której publiczne pieniądze powinny trafiać tylko do polskich firm. Zwolennicy KO, Nowej Lewicy, Trzaskowskiego, Biejat i Zandberga, częściej popierali możliwość dopuszczania do tych pieniędzy także firm zagranicznych, jeśli uczciwie płacą w Polsce podatki. Łączne poparcie dla local contentu w większości tych grup wahało się w okolicach 90 proc., mniejsze było w przypadku Konfederacji, gdzie 1/4 sympatyków opowiedziała się za brakiem ograniczeń.
– Wyniki sondażu świadczą o tym, że odrobiliśmy swoją lekcję i jako społeczeństwo wiemy już na czym polega współczesny kapitalizm. Startowaliśmy 35 lat temu praktycznie od zera: biedny kraj – w praktyce bankrut z szalejącą hiperinflacją, z nikłą wiedzą o gospodarce i rynku, pełni złudzeń i – co trzeba po latach przyznać – nieraz byliśmy wykorzystywani przez biznesowych partnerów. Dzisiaj jesteśmy 20. gospodarką świata i wiemy, że musimy myśleć po polsku, mówić językiem korzyści i działać w polskim interesie – komentuje dla „Rzeczpospolitej” Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych. – W tym kontekście wyniki badań nie zaskakują. Polacy wiedzą, że musimy dbać o swoją gospodarkę, bronić swoich interesów, ale robić to w sposób mądry i wyważony. To, co zaskakuje, ale też cieszy, to fakt, że tak wielu Polaków ma wyrobione zdanie na temat local content – dodaje.
Czytaj więcej:
Bruksela za tydzień przedstawi zmiany w unijnej polityce przemysłowej. Uzależni subsydia w strategicznych sektorach od produkcji w Europie. „Rzeczp...
Pro
Minister Balczun wskazuje, że Polska realizuje dziś bezprecedensowe w historii projekty inwestycyjne w najbardziej strategicznych branżach, które w perspektywie dekady będą kosztować biliony złotych. To transformacja energetyczna, w tym modernizacja sieci energetycznych, polska elektrownia jądrowa, Port Polska. – Zachowując wszystkie kwestie dotyczące regulacji unijnych, chcemy stworzyć jak najlepsze warunki dla polskich przedsiębiorstw do włączania ich w łańcuchy dostaw, tak aby mogły być realnymi beneficjentami tych wielkich projektów. To jest nasz cel na najbliższe lata, który będzie motorem wzrostu na dekady. Polacy to wiedzą i czują, o co idzie gra – tłumaczy szef resortu aktywów państwowych.
Local content jako „dobry ruch” dla gospodarki. Efekty mnożnikowe dla PKB
– Promocja własnej produkcji, nie tylko przez firmy, ale też przez rządy krajów, w których te firmy działają, jest dzisiaj codziennością – mówi Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. – Takie praktyki stosują Chiny, a ostatnio cały świat został pozbawiony złudzeń w tym zakresie przez Donalda Trumpa, który wymaga nie tylko, żeby firmy, które chcą sprzedawać na rynku amerykańskim, inwestowały i produkowały w USA, ale też by partnerzy kupowali amerykańskie produkty. Największe mocarstwa promują swoje. Podobną politykę stosuje Japonia. UE późno, ale też zaczyna się budzić, na co wskazuje m.in. nowa polityka przemysłowa – dodaje Sobolewski.
Czytaj więcej
– Słyszymy dużo ciepłych słów na temat Polski i siły naszej gospodarki. Inwestorzy doceniają spółki, a także ostatnie debiuty na GPW. Naszą kartą p...
Jak tłumaczy, dokonywanie zakupów obronnych w kraju powoduje, że ożywia się polska gospodarka i polska produkcja. – Mamy efekty mnożnikowe. Mamy pracę dla ludzi, zamówienia, dochody z podatków od pracowników i firm, no i mamy dochody ze składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. To oznacza, że wydatki ukierunkowane na rynek wewnętrzny podbijają nam PKB – mówi główny ekonomista Pracodawców RP. – Tymczasem wydatki kierowane za granicę podbijają PKB innych krajów. Gdyby były to Niemcy, to można jeszcze argumentować, że koniunktura w tym kraju ma wpływ na koniunkturę w Polsce. Ale jeśli te wydatki poszły do Korei Południowej, to nie ma to sensu, bo Koreańczycy nic nie kupią od nas tylko dlatego, że im się dzięki naszym zakupom poprawi. Z punktu widzenia gospodarki i PKB taki wydatek dodaje się jako inwestycja rządowa i odejmuje się jako import. Efekt dla produkcji krajowej jest zerowy – dodaje.
Zwraca uwagę, że polityki utrudniające dostęp firmom spoza danego kraju testują Francja czy Hiszpania. – Zaczynamy więc robić to, co trzeba było robić dawno temu i bardzo dobrze, że ten rząd się za to zabrał – mówi Kamil Sobolewski.
– Polscy przedsiębiorcy bardzo liczą na wyrównanie ich szans z szansami firm z innych państw i na to, że nie będzie budowania przed nimi niepotrzebnych barier. A do tej pory, głównie poprzez kryterium cenowe, takie bariery były budowane – mówi z kolei Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Czytaj więcej
Polskie przedsiębiorstwa przeznaczają na rozwój wyraźnie mniej niż średnia unijna. Pracodawcy RP mają pomysł, jak to zmienić. Potrzebna jest stabil...
Jego zdaniem konieczne jest teraz takie edukowanie urzędników, by dopuszczali wybór czasami droższej oferty, jeśli jest to dobra oferta polska. – Wszystko to musi być zgodne z prawem UE, ale inne państwa unijne to robią i nie mają z tym wielkich problemów. Niech pan spróbuje wystartować w przetargu budowlanym we Francji jako polska firma. Nie będzie pan mógł nawet złożyć oferty, bo zablokują to bariery wejścia, legalne. Czas najwyższy, żebyśmy też tak zaczęli robić. Przed nami duże inwestycje infrastrukturalne i zbrojeniowe. Będziemy wydawać potężne pieniądze i dobrze, by większość trafiała do polskich firm – przekonuje Marek Kowalski.
Wskazuje, że zamiast wyważać przy tym otwarte drzwi, trzeba sięgnąć do tego, co już mamy, czyli do bardzo dobrej ustawy o zamówieniach publicznych.
Kompetencje polskich firm w przetargach i dużych inwestycjach
– Jako członek UE nie możemy w przetargu jednoznacznie preferować polskich firm – zastrzega Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka, długoletnia wykładowczyni akademicka, członkini Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Ale można zbadać rynek, zobaczyć, jak definiować warunki przetargu, by nasze firmy miały w nim szanse – tłumaczy.
Zwraca uwagę, że są obszary, w których polskie firmy nie mają kompetencji, albo te kompetencje są tylko cząstkowe. – Nie wszędzie da się sięgnąć wyłącznie po polskie firmy. Dlatego już dawno polska przedsiębiorczość powinna być zmapowana. Powinniśmy wiedzieć, gdzie te kompetencje są, jak są zaawansowane. Znam firmy, które produkują bardzo nowoczesne rozwiązania, które mogą służyć jako cząstkowe elementy w dużych projektach infrastrukturalnych, jak Port Polska. Te firmy świetnie sobie radzą eksportowo, są doceniane na rynkach europejskich i w Ameryce, a w Polsce sprzedaż nie idzie im aż tak dobrze. To nam gdzieś umyka i dlatego tak ważne jest mapowanie polskich firm. I to dwustopniowe, a więc badające to, co już mamy na rynku i co może być kupowane od polskich firm. Ale trzeba też zbadać, jaki jest potencjał zwiększenia tej oferty – przekonuje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.
Czytaj więcej
Local content to często powtarzane przez polityków hasło. Zdaniem wiceprezesa banku PKO BP, nie jest to jednak prosta zamiana zagranicznych dostawc...
Zaznacza, że tam, gdzie sięgamy po firmy zagraniczne, powinniśmy stawiać warunek inwestowania w Polsce. – Jeśli kupujemy coś za granicą, to niech chociaż komponenty będą produkowane w naszym kraju. Konieczne jest też przekazywanie technologii. Kupujmy na zewnątrz, ale niech będzie jakaś wartość dodana, która pozwoli nam wejść w łańcuch dostaw tych konkretnych projektów. Punktem wyjścia znów jest zmapowanie polskiej przedsiębiorczości – mówi ekonomistka.
Zdaniem Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan, local content to krok w zdecydowanie dobrym kierunku. – Rząd widzi, że inne państwa już stosują tego typu działania. Cała Europa idzie w kierunku wsparcia własnego podwórka. Mamy program SAFE, którego zdecydowana większość ma zostać w UE. Za chwilę gotowe będzie rozwiązanie, które sprawi, że jeśli bodaj 60 proc. wydatku na dany produkt czy usługę zostanie w Unii, to będzie można liczyć na subsydia, na przykład w motoryzacji – mówi Mariusz Zielonka.