Jeśli rozłożyć analizę poziomu ochrony konsumentów w Polsce na czynniki pierwsze, biorąc za przykład rynek finansowy, który ze względu na skalę generuje najwięcej spraw konsumenckich, należałoby spojrzeć na dwa zasadnicze aspekty: zarządzanie systemem ochrony konsumentów i wykonywanie (ściślej: egzekwowanie) przez konsumentów ich praw. Oba wymagają odrębnego omówienia, gdyż wzajemne oddziaływania obu tych elementów dadzą nam całościowy, komplementarny obraz sytuacji, w jakiej znalazł się dziś polski konsument.

Rozproszone kompetencje, rozproszona ochrona

W sferze zarządzania ochroną konsumentów największy problem, który dostrzegam, to brak systemowego podejścia do sprawowania tej ochrony. To zjawisko nakładania się kompetencji poszczególnych organów administracji, podobnych narzędzi i przedmiotu ich aktywności. Każdy z organów występuje w zakresie przedmiotu swojej działalności, sęk w tym, że ten zakres często krzyżuje się z innym, który należy do sfery imperium innego organu. W efekcie podmiot profesjonalny mierzy się z koniecznością odpowiadania na takie same (nie te same) pytania, a nierzadko bierze udział w dwóch równolegle toczących się postępowaniach administracyjnych. Traci na tym również konsument, który nie ma poczucia jednego ośrodka decyzyjnego sprawującego nadzór nad egzekwowaniem jego praw, lecz widzi zdefragmentowany obraz wsparcia, w którym trudno jest mu się odnaleźć. Z jednej strony mamy system ochrony zbiorowych interesów konsumentów, sprawowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, i to bez względu na rodzaj sprawy i dziedziny gospodarki, z drugiej ochroną indywidualnych interesów konsumentów na rynku finansowym zajmuje się Rzecznik Finansowy. Dalej, jeśli sprawa dotyczy sektora usług finansowych, to nierzadko obserwujemy również aktywność Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Na przykładzie konsumenta aktywnego na rynku finansowym widzimy, że jedną sprawą mogą zajmować się trzy (!) urzędy i nie jest to bynajmniej „wina” któregokolwiek z nich – każdy z urzędów działa w granicach upoważnienia ustawowego i tu leży problem, który należałoby rozwiązać, a przynajmniej posiadać strategię jego rozwiązania.

Czytaj więcej

Aneta Wiewiórowska-Domagalska: Konsument w Polsce stał się towarem

Do tego obrazu zarządzania polityką ochrony konsumentów dodajmy jeszcze jeden aspekt i w tym zakresie zgadzam się z diagnozą dr Anety Wiewiórowskiej-Domagalskiej, która na łamach „Rzeczpospolitej” pisała – brak jest silnych i reprezentatywnych organizacji konsumenckich, z którymi biznes mógłby współpracować. Nawet najlepsze dobre praktyki rynkowe czy rekomendacje tworzone przez reprezentacje przedsiębiorców, których celem jest ochrona wszystkich uczestników rynku, wymagają współpracy z organizacjami konsumentów, które – odpowiednio silne – dysponują aparatem zdolnym do merytorycznej dyskusji z reprezentacją podmiotów profesjonalnych. Tak tworzą się silne fundamenty wzmacniające ochronę konsumentów, nie tylko w sferze deklaratywnej, ale również realnej. Przy czym, zaznaczmy, chodzi o organizacje realnie wspierające konsumentów, a nie twory z pogranicza paraochrony, których jedynym celem jest merkantylizacja dogmatu „ochrony konsumentów”, z wykorzystaniem przymiotu organizacji konsumenckiej.

Egzekwowanie praw konsumentów w praktyce

Bo właśnie dopełnieniem obrazu sytuacji jest sfera wykonywania praw ochrony konsumentów w Polsce, rozumianych jako egzekwowanie swoich praw. Ta została zarezerwowana dla sądów powszechnych, bo zwykło się przyjmować, że sądy są najlepszym miejscem do rozstrzygnięcia sporu z udziałem konsumentów. W efekcie mamy wydłużony czas postępowań, całkowicie rozbieżne orzeczenia, w zależności od tego, w której części kraju zapada wyrok, a także nierzadko zawieszane postępowania z uwagi na pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę tę „ścieżkę zdrowia” konsument jest skłonny sprzedać swoje roszczenie do tzw. kancelarii odszkodowawczych (za ułamkowy procent jego wartości, nierzadko biorąc na siebie ryzyko finansowe przegranej sprawy, zawierając umowę cesji zwrotnej), które w imię obrony praw konsumentów kierują masowo sprawy do sądu. W ten sposób jednak mamy wrażenie iluzji, bo czym innym jest obrona interesów konsumentów, a czym innym instrumentalne wykorzystywanie narzędzi i uprawnień immanentnie związanych z tymi interesami. I nie chodzi tu o możliwość zawierania takiej cesji, bo w tym zakresie wypowiedział się już TSUE w wyroku C-80/24. Chodzi o system ochrony konsumentów, który dziś w Polsce opiera się na agresywnych praktykach skupowania roszczeń przysługujących konsumentom i dochodzeniu ich przed sądem. W praktyce wszystko jest w porządku, ale czy rzeczywiście to konsument jest w tym procederze wygranym?

Czytaj więcej

Karol Nawrocki podpisał ustawę frankową. Kto skorzysta na zmianach?

Warto tu wspomnieć o jeszcze jednym wątku dotyczącym toczących się postępowań z tytułu uprawnień przysługujących konsumentom. To permanentne wykorzystywanie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej do rozstrzygania tzw. pytań prejudycjalnych, a w praktyce problemów materialnoprawnych, które – bez jakiejś nadzwyczajnej pogłębionej analizy i wysiłku – można by było rozstrzygnąć na gruncie krajowym. Wg. statystyk za 2025 r. Polska, z liczbą 63, znajdowała się na drugim miejscu w Unii Europejskiej pod kątem odesłań prejudycjalnych do TSUE (na pierwszym miejscu bezapelacyjnie są Włochy – 110 odesłań). W 2026 r. możemy być spokojni, że ta liczba się zwiększy. Czy naprawdę polskie sądownictwo (zwłaszcza na najniższym, rejonowym szczeblu) musi w tak wielu sprawach zadawać pytania Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zamiast przyjąć na siebie ciężar rozstrzygnięcia, który jest istotą sprawowania wymiaru sprawiedliwości? Na pewne usprawiedliwienie tego stanu należy dodać, że część z tych odesłań jest efektem działania owych kancelarii odszkodowawczych, które wręcz zachęcają sądy do zadawania pytań prejudycjalnych i wszystko to w imię rzekomej ochrony interesów konsumentów.

Od diagnozy do rozwiązań

Stawianie diagnoz jest oczywiście łatwiejsze niż znalezienie dobrych rozwiązań, ale warto podjąć taką próbę. W aspekcie zarządzania systemem ochrony konsumentów na rynku finansowym zarówno w wymiarze zbiorowym, jak i indywidualnym, opowiadam się za unifikacją kompetencji w ramach funkcjonowania jednego wybranego organu i to najlepiej wyspecjalizowanego w obszarze rynku finansowego. Pozwoli to na stworzenie kompleksowego programu tej ochrony, który w dodatku będzie przewidywalny dla wszystkich uczestników rynku (konsumentów i przedsiębiorców). Stworzenie jednego ośrodka decyzyjnego spowoduje skupienie kompetencji w ramach ochrony w jednym miejscu, zarówno na etapie weryfikacji zgłoszeń nieprawidłowości, jak i prowadzonych postępowań.

Czytaj więcej

Michał Ziemiak, rzecznik finansowy: Nie skazujmy konsumentów na sąd

W kwestii egzekucji praw konsumentów, interesującym wydaje się być kierunek wzmocnienia systemu ADR, o którym pisał dr Michał Ziemiak na łamach „Rzeczpospolitej”. Trzeba jednak pamiętać, że dotychczasowy system ADR nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, więc należałoby go ukształtować na nowo, z uwzględnieniem postanowień dyrektywy UE 2025/2647. Potrzeba nam przede wszystkim specjalizacji w ramach tego systemu, aby arbitrzy posiadali wystarczającą wiedzę o mechanizmach rynkowych, a przez to uczestnicy postępowania mogli liczyć na prawidłowy i sprawiedliwy przebieg sprawy oraz ostatecznie poddać się rozstrzygnięciu. Warto jednak rozpocząć na ten temat dyskusję, bo na szali jest przeciążony system sądowy, który nie będzie w stanie obsłużyć w sposób efektywny masowych roszczeń konsumentów (bez względu na podstawę owych roszczeń).

System ochrony konsumentów wymaga horyzontalnej analizy z udziałem panelu ekspertów złożonego ze wszystkich jego uczestników. Jednakże instrumentalizm wykorzystywania narzędzi, jakie ten system daje, jest drogą iluzji, bo na końcu tej drogi poszkodowanym będzie – niestety – polski konsument.

Autor jest radcą prawnym, prezesem zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce