Premier Donald Tusk stwierdził, że nie może już dłużej patrzeć na Trybunał Konstytucyjny. I dlatego we wrześniu wykona ruch, który wszystko zmieni. Nie wiem czy to ma być ten ruch, który podpowiada Wojciech Sadurski w postaci utworzenia trybunału alternatywnego. Mieliby go stanowić sędziowie wybrani przez obecną koalicję rządową – czyli de facto przez Platformę Obywatelską, a w praktyce przez „Kierownika”.

Tych „siedmiu wspaniałych” miałoby otrzymać na swoje potrzeby jakąś siedzibę, wybrać „tymczasowego przewodniczącego” i zacząć wydawać wyroki uznające za niezgodne z konstytucją ustawy uchwalone przez Sejm zdominowany przez PiS.

„Głęboko się nie zgadzam, ponieważ jeszcze pogorszy to sytuację” – odpowiedział Marcin Matczak, dodając, że nie potrzebujemy takiego „Trybunału na uchodźstwie”. Siedmiu sędziów nie stworzy pełnego, jedenastoosobowego składu, koniecznego w sprawie kontroli prewencyjnej ustaw. Nie będzie też kworum na Zgromadzeniu Ogólnym i nie będzie można podjąć uchwały o uchyleniu immunitetu prezesowi Bogdanowi Święczkowskiemu, bo to wymaga obecności dziesięciu sędziów.

Jak odbić Trybunał Konstytucyjny?

Profesor Matczak uważa, że Trybunał trzeba „odbić” legalnie. Należy „w idealny sposób”, żeby prezydent nie mógł się czepiać, wybrać dwóch sędziów w miejsce kończących kadencję Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka i „przekonać” innych do „odpowiedniego” głosowania za pozbawieniem immunitetu prezesa. Dobrym sposobem na ich „przekonanie” może być wszczynanie postępowań karnych i przesłuchania paru osób, które mogą coś wiedzieć na temat kontaktów Krystyny Pawłowicz z Jarosławem Kaczyńskim. Bo „nic tak nie kruszy lojalności jak sensownie prowadzone postępowanie karne”. Dla przypomnienia: Bogdan Święczkowski bronił onegdaj przesłuchań nocnych, bo to „nic przerażającego”, a mogą być skuteczniejsze niż dzienne. Komentowałem wtedy, że mogą być jeszcze skuteczniejsze, jak się świeci lampą w oczy.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: To my ogrywamy prezydenta, tylko metodami zgodnymi z prawem

Ja mam pomysł inny. Trybunał Konstytucyjny trzeba zlikwidować. A pozwolę sobie uzasadnić, złośliwie nieco, to twierdzenie przydługim może, ale świetnie za to oddającym istotę problemu cytatem ze znanego obrońcy praworządności i Trybunału, który napisał kiedyś, że uzasadnienie jego istnienia „opiera się na milczącym założeniu, że jego orzeczenie o niezgodności jakiejś ustawy z konstytucją jest równoznaczne z »obiektywną« niekonstytucyjnością tej ustawy. Z jakiego powodu mamy sądzić, że w sporze między większością parlamentarną a większością składu orzekającego TK racja jest automatycznie po stronie TK? Warto byłoby, by przedstawiciele Trybunału i uczeni prawnicy podzielający ten pogląd wyjawili podstawy przekonania o takim uprzywilejowanym dostępie do prawdy konstytucyjnej. Czy jest tą podstawą ukończenie studiów prawniczych z wynikiem celującym? Nieskazitelna postawa zawodowa i wysokie kwalifikacje prawnicze? Fakt uzyskania niezbędnego poparcia ze strony partii reprezentowanych w Sejmie, które decydują o składzie TK? (…) Konstytucja operuje pojęciami na bardzo wysokim stopniu abstrakcji – często celowo ogólnikami, by zostawić przyszłym pokoleniom zadanie konkretyzacji. Często ta ogólnikowość wynika stąd, że sami twórcy konstytucji nie mogli pogodzić się co do konkretnych rozstrzygnięć. (...). Spór co do rzeczywistej treści owych ogólnych norm konstytucji nie jest więc kwestią odkrywania rzeczywistej, »obiektywnej« ich treści, ale sporem o wartości. W tej sytuacji można w dobrej wierze spierać się co do najlepszego rozumienia norm konstytucyjnych. W sporach tych nikt jednak nie ma racji, gdyż jest to w istocie konfrontacja rozbieżnych systemów wartości. Kwalifikacje prawnicze nie predestynują nikogo do fundamentalnych rozstrzygnięć moralno-politycznych, jakich trzeba dokonywać w procesie interpretacji ogólnikowych norm konstytucyjnych”. Ja w dalszym ciągu tak właśnie uważam.

A wiecie kto to napisał? Jak nie wiecie, to możecie sprawdzić w archiwum „Rzeczpospolitej” (nr 249 z 23 października 1999 r., s. A10). Rozwiązanie zagadki za tydzień.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Co ma przywracanie praworządności do postępującej amnezji?