Oczywiście, mam na myśli polityków wszelkich partii, ale nie byle jakich, bo tylko najważniejsi kwalifikują się do gremiów decyzyjnych. Na starożytnym Olimpie też było niewielu lokatorów, ale manipulowali całym ówczesnym światem. Tak jest i u nas, bo tylko naiwnością jest przypuszczenie, że w „zabawie w Berka”, chodzi o uhonorowanie wybitnego prawnika posadą w Trybunale Konstytucyjnym. Doświadczenie i wrodzona nieufność podpowiadają mi, że idzie o przedwyborczy ochłap i to bardzo tłusty.

Czytaj więcej

Michał Płociński: Po co Donaldowi Tuskowi zabawa w Berka? Może wszystko stracić

Odzyskiwanie instytucji zajętych przez poprzedników

Pamiętamy, jak po zwycięskich wyborach 2023 r. niespodziewanie powołano Bartłomieja Sienkiewicza na ministra kultury. Polityków, którzy mieli równie sympatyczną prezencję i kulturalne maniery było na naszym Olimpie bardzo wielu, ale tylko on posiadł umiejętność „jazdy po bandzie” i do tego odpowiednią dozę bezczelności. W ten sposób dokonano błyskawicznego „odzyskania” telewizji, a przy okazji radia. W podobny sposób „odzyskany” będzie Trybunał mimo wszelkich zakusów prezydenta wraz z byłym prokuratorem Święczkowskim. Oczywiście szczegóły planu zna grono wtajemniczonych bóstw, a my zwykli wyborcy – mamy się radować, że Platforma już nie kojarzy się z platfusem i odzyskuje sprawczość.

Czytaj więcej

HFPC i Fundacja Batorego apelują do Macieja Berka o rezygnację z kandydatury do TK

Na opodatkowaniu najbogatszych można się fatalnie naciąć

Najcenniejszym ochłapem jest jednak forsa, stąd rządowy projekt reformy podatkowej; jednym zabrać, innym dołożyć, wszystko skomplikować, jak w przesławnym „Polskim Ładzie” premiera Morawieckiego. Ci, którzy zarabiają marnie, i tak na KO nie zagłosują, więc mogą wyjść na zero; lepiej z tymi, którzy biorą po 14-15 tysięcy brutto; to klasa średnia, jak dostaną trochę kasy, zagłosują jak trzeba. Zapłacą za wszystko najbogatsi, właściciele wielkich firm i wielkich pieniędzy, ale tu można się fatalnie naciąć, jak rządzący Szwecją 60 lat temu socjaldemokraci. Ich rząd beztrosko podwyższał podatki najbogatszym, aby rozdać proletariuszom, aż zamożni Szwedzi powyjeżdżali z kraju i system podatkowy upadł.

Zresztą może włączy się niezawodny prezydent i wszystko zawetuje, sprowadzając rzecz do kłótni między dwoma bowkami. Z tego przydomku oznaczającego starogdańskiego łobuza, premier Tusk jest wręcz dumny, ale prezydent nie gorszy: wychował się przecież na Oruni, która była biednawą dzielnicą robotniczą, tak za PRL-u, jak i za „wolnego miasta”.