Jak się zmienił stosunek urzędników do przedsiębiorców w ciągu ostatnich dziesięcioleci? Jest przyjaźniej czy wręcz przeciwnie?
Pamiętam, że gdy w latach 90. rozpoczynaliśmy działalność jako polska firma farmaceutyczna, a właściwie taki pierwszy polski start-up farmaceutyczny, przychodziło nam dość długo czekać przed gabinetami w Ministerstwie Zdrowia i innych urzędach, by cokolwiek tam omówić. Myślę, że mamy to już za sobą. Dziś, przynajmniej w mojej branży, traktuje się nas w urzędach co najmniej tak samo, jak światowe koncerny farmaceutyczne. Kiedyś chyba nie bardzo wierzono, że polska firma może z tymi koncernami skutecznie konkurować.
Teraz władze już w to wierzą?
Dialog między przedsiębiorcami a administracją rządową jest dziś znacznie bardziej konkretny i przynosi efekty. Gdy w 2017 roku podpisywaliśmy w Hanoi umowę na zakup firmy z fabryką w Wietnamie, robiliśmy to w obecności prezydenta Polski i prezydenta Wietnamu. A niedawno, gdy okazało się, że europejska dyrektywa ściekowa niewłaściwie traktuje firmy z branży farmaceutycznej i kosmetycznej, polski rząd skierował w marcu 2025 r. skargę na tę dyrektywę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To ważny sygnał, że argumenty przedsiębiorców zostały wysłuchane.
Czytaj więcej
Adamed Pharma podpisał z francuskim potentatem biofarmaceutycznym Sanofi wstępne porozumienie o przejęciu jego zakładu produkcyjnego w Riells i Via...
Może to zasługa tego, że firmy się wzmacniają?
Dziś 55 proc. polskiego PKB generują polskie firmy. Od 2004 polskie PKB per capita urosło czterokrotnie: z 6 tys. do 25 tys. dolarów. Chyba nigdy nam się nie śniło, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rosnących w Europie, a produkty polskiej firmy będą sprzedawane na całym świecie.
Uczestniczy Pani w przedsięwzięciu pod nazwa Think Tank The Company, promującym przedsiębiorczość i innowacyjność. Dlaczego to stworzyliście?
Chodzi nam o to, aby Polsce i polskiej gospodarce szło tak dobrze, jak dotychczas, a nawet lepiej. Aby tak się stało, trzeba jednak zmienić model rozwoju. Warto przejść od gospodarki opartej na niskich kosztach pracy i niskich cenach produktów do gospodarki opartej na innowacjach i nowych technologiach. W tym celu potrzebujemy stabilnego otoczenia regulacyjnego, abyśmy mogli jako przedsiębiorcy planować swoje działania w perspektywie co najmniej kilkuletniej. Innowacje rozwijają się bowiem tam, gdzie takie planowanie jest realne w perspektywie co najmniej pięciu do dziesięciu lat. Potrzebujemy też wzmocnienia transferu wiedzy ze świata nauki do biznesu. Jak policzył Bank Światowy, dziś tylko 5 procent publikacji naukowych w Polsce powstaje wspólnie z biznesem. Powinniśmy nagradzać naukowców za wdrożenia, a nie tylko za publikacje. Dlatego należy uprościć zasady komercjalizacji badań naukowych i stworzyć takie zachęty do tworzenia programów naukowych, które będą się kończyły wdrożeniem pomysłów wypracowanych w laboratoriach na uczelniach. Innowacje są oczywiście kosztowne, ale się opłacają. Dość powiedzieć, że jeden tylko lek na cukrzycę i otyłość, który opracowano w Danii wygenerował 2/3 wzrostu PKB całego kraju. Wartość sprzedaży tego leku idzie w miliardy euro i przynosi korzyść nie tylko konkretnemu producentowi, ale i całemu krajowi.
O przejściu od gospodarki opartej na węglu do tej opartej na wiedzy mówił już rząd Jerzego Buzka pod koniec lat 90. Co poszło nie tak, że po tylu latach jeszcze do tego nie doszliśmy?
Oprócz braku komercjalizacji badań naukowych widać w Polsce ogólne niedofinansowanie nauki. Gospodarka nie pójdzie do przodu, jeśli nie stworzymy zachęt do wdrożeń innowacyjnych pomysłów. Na naukę przeznaczamy tylko 1 proc. PKB. Słuszne są postulaty naukowców, by zwiększyć to do 3 procent. Jeśli dzięki temu polskie firmy staną się bardziej konkurencyjne, wzmocni się cała gospodarka, a zatem też stabilność i bezpieczeństwo Polski. Tego ostatniego najbardziej nam potrzeba w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej.
Czytaj więcej
Dyrektor finansowy w branży farmaceutycznej to dziś partner strategiczny, który łączy odpowiedzialność za wyniki z długoterminową wizją rozwoju. Za...
Do innowacji zachęcają dziś na przykład ulgi w podatku dochodowym, przeznaczone dla firm podejmujących działalność badawczo-rozwojową. Jak jeszcze można by zachęcić do tworzenia nowych technologii?
Te ulgi, o których pan wspomniał rzeczywiście działają. Ale przydałyby się jeszcze zachęty np. dla funduszy emerytalnych do inwestowania w innowacje. Są takie instrumenty w niektórych krajach Europy zachodniej.
A jak państwo powinno wspierać ekspansję zagraniczną polskich firm?
Przede wszystkim budowaniem silnej marki Polski za granicą. Chodzi o to, by postrzegano nasz kraj jako wiarygodnego partnera. To się już dzieje za sprawą naszych dobrych wyników gospodarczych. Warto, by za różnymi przedsięwzięciami zagranicznymi polskich firm stały też działania polskiej administracji w kraju i dyplomacji za granicą. To bardzo ważne, jeśli przy okazji targów, wystaw czy uruchamiania wielkich inwestycji polskich firm pojawia się przedstawiciel polskiego rządu, a wcześniej wspiera w załatwianiu różnych spraw. To powinno działać tak, że jeśli premier czy członek jego rządu wybiera się z wizytą do jakiegoś kraju, powinien zawsze pytać polskich przedsiębiorców, co może tam dla nich zrobić. To zresztą coraz częściej się dzieje i warto, by było kontynuowane z jak największą liczbą przedsiębiorców.