Widok płonących ogromnych magazynów firmy Wildberries (rosyjskiego odpowiednika Amazonu czy naszego Allegro), a wcześniej niedobory paliw na stacjach benzynowych pokazały wielu Rosjanom, że wojna toczona z Ukrainą może mieć negatywny wpływ na ich życie. Ukraińcy uderzyli jak dotąd w kilkanaście magazynów Wildberries, o łącznej powierzchni prawie 2 mln mkw. Magazyny te (wraz ze współpracującymi z nimi firmami) zatrudniały prawie 120 tys. ludzi, a koszty ich odbudowy mogą przekroczyć 2,5 mln dol.

Zagrożone jest przez to istnienie setek mniejszych spółek żyjących z handlu internetowego. Spłonęły w nich ogromne ilości towarów zamawianych przez Rosjan w internecie, m.in. 11 mln książek. Ataki te były spektakularne, ale to wciąż za mało, by powalić gospodarkę rosyjską na kolana. Zwłaszcza, że ta gospodarka żywiła się dotąd wojną i zamówieniami zbrojeniowymi.

Rosyjska gospodarka zwalnia, ale wojna nadal ją napędza

Oficjalne dane ekonomiczne nie wyglądają jakoś szczególnie źle, ale też nie da się już mówić o boomie gospodarczym. PKB po spadku o 0,3 proc. rok do roku w pierwszym kwartale, w drugim wzrósł do 1,3 proc. Wzrost gospodarczy spowolnił z 4,1 proc. w 2024 r. do 1 proc. w 2025 r., a Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje w tym roku zwyżkę o 1,1 proc. Mediana prognoz analityków, zebranych przez agencję Bloomberga, sugeruje wzrost tylko o 0,7 proc., a poszczególne projekcje są w przedziale od 0,2 proc. (Goldman Sachs) do 1,4 proc. (Citigroup). Stopa bezrobocia jest nadal bardzo niska – w czerwcu wynosiła 2,2 proc. Wzrost płac realnych w maju wyhamował do 4,5 proc., przy inflacji wynoszącej wówczas 5,3 proc. (w czerwcu i lipcu sięgała ona 6 proc.). Główna stopa procentowa była natomiast obniżana w tym roku już pięciokrotnie. Ostatni raz w lipcu – do poziomu 14 proc.

Analitycy wskazują, że w ciągu czterech i pół roku pełnoskalowej wojny z Ukrainą w Rosji powstała gospodarka dwupoziomowa, napędzana przez zamówienia wojskowe.

Czytaj więcej

„Drony latają, wszystko płonie, napięcie rośnie". Miliarderzy i firmy uciekają z Rosji

– Jeśli masz szczęście i jesteś zatrudniony w firmie produkującej czołgi, to wszystko jest w porządku. W przeciwnym razie prawdopodobnie masz problemy – stwierdził w rozmowie z CNBC Alex Kolyandr, dyrektor ds. Europy w firmie doradczej Eurasia Group. Jego zdaniem Rosja nie odczuwa jeszcze wystarczająco silnych impulsów ekonomicznych, by zakończyć wojnę. Wręcz przeciwnie, niektóre czynniki skłaniają Rosję do dalszej eskalacji konfliktu. – Gdybym był Putinem, nie daj Boże, prawdopodobnie, uznałbym, że leży w moim interesie eskalować teraz i spróbować zakończyć wojnę na moich warunkach, niż czekać, aż pieniądze skończą się kiedyś w przyszłości – uważa Kolyandr.

Rosji do pewnego stopnia sprzyjają podwyższone ceny ropy naftowej (związane z wojną na Bliskim Wschodzie), ale ma ona coraz większe trudności z wykorzystywaniem tej sytuacji, co jest związane choćby z ukraińskimi uderzeniami w jej tankowce i rafinerie. W pierwszej połowie 2026 r. przychody z ropy i gazu stanowiły więc tylko 64 proc. poziomu z tego samego okresu dwa lata wcześniej. Charles Lichfield, dyrektor ds. prognoz i analiz gospodarczych w GeoEconomics Center Atlantic Council, twierdzi, że najlepszymi wskaźnikami do zrozumienia sytuacji są deficyt i inflacja. – Są na kursie, by podwoić deficyt, jaki mieli w 2025 r., a ten był już dwa razy większy niż w 2024 r. – prognozuje Lichfield, podkreślając obniżone przychody energetyczne kraju, mimo wyższych cen paliw kopalnych w ostatnich miesiącach. – Jeśli chodzi o inflację, udało im się sprowadzić ją zasadniczo do celu 4 proc. pod koniec ubiegłego roku, co było dużym osiągnięciem, biorąc pod uwagę wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne presje inflacyjne, ale wygląda na to, że to nie potrwa długo – dodaje Lichfield.

Czytaj więcej

Rosyjska giełda ma dość wojny Putina. Największe spadki od czterech lat

Elina Ribakova, analityczka w Peterson Institute for International Economics, jest przekonana, że sytuacja ekonomiczna Rosji obecnie nie skłoni Putina do zakończenia wojny. – Musi być znacznie gorzej. Jeśli przez następny rok ceny ropy będą na poziomie 35 lub 40 dol., to może zdecydują się na zakończenie konfliktu. Ale w tej chwili, zwłaszcza biorąc pod uwagę wojnę między Izraelem i USA a Iranem, jest to mało prawdopodobne – uważa Ribakova.

Rosyjski ekonomista ostrzega przed kryzysem społecznym

Przedstawiciele rosyjskich elit finansowych nie są też jednak szczególnie przekonani o „świetlanej przyszłości” swojego kraju. Andriej Klepacz, główny ekonomista rosyjskiego banku WEB, został zwolniony kilka dni po tym, jak rosyjskie media doniosły o jego miażdżącej przemowie wygłoszonej w maju. Stwierdził on wówczas, że Rosja „pozostaje w tyle” za Chinami i USA pod względem gospodarczym, a „w niektórych aspektach także za Ukrainą”. Powiedział również, że presje na gospodarkę Rosji wynikające z wojny nieuchronnie doprowadzą do „kryzysu społecznego”, który wybuchnie „kiedy nikt się szczególnie tego nie spodziewa”. Stwierdził również, że oczekiwania na rychły upadek gospodarki ukraińskiej są błędne, a przedłużająca się konfrontacja z Ukrainą nie doprowadzi do zwycięstwa Rosji.

Czytaj więcej

Wildberries ucieka z Rosji. To może być koniec giganta e-commerce

– Nie wygramy tej konkurencji w wojnie na wyczerpanie z Ukrainą. Mamy złudzenie, że wszystko tam się zawali. Nie zawaliło się i się nie zawali. Nasze koszty rosną – mówił wówczas Klepacz.

Jego wystąpienie wyraźnie nie spodobało się władzom. Niezależny rosyjski portal The Bell poinformował, że Klepacz został zwolniony na rozkaz Kremla i że jego dymisja była bezpośrednio powiązana z jego majowym wystąpieniem.

Wygląda więc na to, że decydenci z Kremla są wciąż przekonani, że uda im się rzucić Ukrainę i Zachód na kolana, choć postępy na froncie są mizerne i osiągane dużym kosztem, a wrogie drony atakują cele położone coraz głębiej na terytorium Rosji. Nie takie kryzysy jednak Rosja przetrwała…