Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile miliardów euro będzie kosztować Europę tegoroczny splot zjawisk klimatycznych i geopolitycznych.
  • Dlaczego fale upałów i rekordowo niskie stany wód zmuszają operatorów do wyłączania elektrowni jądrowych.
  • W jaki sposób susza paraliżuje kluczowe szlaki transportowe i zagraża łańcuchom dostaw w przemyśle.
  • Jakie są prognozy dla rynku gazu przed zimą i co czeka konsumentów w sezonie grzewczym.

Długa jest lista niedogodności wymuszonych przez zmiany klimatu i wojnę na Bliskim Wschodzie oraz nowe cła nałożone na Donalda Trumpa czy ostrą konkurencję ze strony firm chińskich rozpychających się na europejskim rynku. Coraz częściej władze są zmuszone do ograniczenia dostaw energii elektrycznej. Ale totalnych blackoutów nie będzie.

Pierwsze wyliczenia strat

Węgrzy lada dzień mogą zostać zmuszeni do wyłączenia elektrowni jądrowej, bo poziom wody w Dunaju jest zbyt niski, by bezpiecznie można było stamtąd pobierać wodę do chłodzenia. Rumuni nawet takiego komfortu nie mają, a państwowy operator Nuclearelectrica wyłączył dopływ energii ze swojego atomu. Jak podał Reuters, władze w Bukareszcie ogłosiły stan wyjątkowy obowiązujący do końca sierpnia i zaapelowały do firm i prywatnych konsumentów o wprowadzenie drastycznych oszczędności. Przed podobnym wyzwaniem stanęli Francuzi, którzy borykają się już nie tylko z masowymi pożarami, ale i kolejnymi falami upałów. Już wiadomo, że tegoroczne zbiory będą mniejsze od ubiegłorocznych, co oznacza również podwyżkę cen żywności.

Jak wyliczył holenderski Triodos Bank, ten splot niekorzystnych czynników i zjawisk będzie w tym roku kosztował europejską gospodarkę 180 mld euro, czyli w przybliżeniu 1 proc. unijnego PKB. „Do wszystkich niekorzystnych zjawisk dochodzi jeszcze niższa efektywność pracy spowodowana upałami oraz koniecznością wprowadzania przerw produkcji. To z kolei ma niekorzystny wpływ na wyniki rolnictwa, branży energetycznej oraz transportowej” – czytamy w opracowaniu Triodos Banku.

Czytaj więcej

Widmo paraliżu elektrowni w Paksu. Węgry podnoszą poziom Dunaju

Zdaniem analityków tej instytucji w najtrudniejszej sytuacji znalazły się Francja, Wielka Brytania i Szwecja, które przechodzą właśnie przez kolejną szóstą falę wyjątkowo wysokich temperatur.

Nie wybronimy się przed podwyżkami cen

Europejczycy także nie wybronią się przed podwyżkami cen energii podczas zbliżającej się zimy, głównie z powodu drożejącego gazu, który w tej chwili kosztuje tyle, co tuż po ataku Stanów Zjednoczonych na Iran, kiedy na rynku zapanowała panika. I nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja na Bliskim Wschodzie szybko miała się unormować, bo dostawy z tego kierunku są niepewne i nieregularne, uzależnione głównie od irańskich kaprysów. Tymczasem już teraz upały, które nękają Europę spowodowały gwałtowny wzrost popytu na schładzanie pomieszczeń.

I nie bardzo jest możliwe napełnienie magazynów paliwami kopalnymi, tak aby zabezpieczyć się na zimę. „Rynek gazu naturalnego w krajach Unii Europejskiej wygląda bardzo niepewnie, kiedy patrzymy z perspektywy zimowego popytu. Zapasy w magazynach są w tej chwili na poziomie najniższym od 10 lat” – napisał Kieran Tompkins, ekonomista z Capital Economics.

Czytaj więcej

18 sierpnia dopiero „dniem wolności”. Tak szybko rosną wydatki państwa

Według danych Gas Infrastructure Europe magazyny gazu są w tej chwili zapełnione w 59 proc., czyli znacznie poniżej poziomu sprzed roku i jest to dokładnie tyle, ile było latem 2021 r., kiedy Rosjanie zaczęli ograniczać dostawy gazu do Europy. – Naprawdę jestem zaniepokojona, czy uda się je zapełnić. Dostawy są poważnie ograniczone, a przez Cieśninę Ormuz przepływa niewiele jednostek. I wszystkie kierują się do Azji – mówiła w CNN Anne-Sophie Corbeau z Columbia University’s Center on Global Energy Policy.

Wszystko wskazuje na to, że ta sytuacja szybko się nie zmieni. – Ale i nie grozi nam, aby miał się powtórzyć kryzys z 2022 r., kiedy to ceny gazu wystrzeliły po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Od tego czasu Europa naprawdę dużo zrobiła, aby uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji. Dodatkowo jeszcze dostawy energii ze źródeł odnawialnych umożliwiły ograniczenie popytu na gaz o dobre 20 proc. – mówił Christoph Halser, ekspert rynku gazowego w Rystad Energy.

Massimo Di Odoardo, wiceprezes odpowiedzialny za analizy rynku gazowego w Wood Mackenzie, zapewnia, że Europie nie zagrażają blackouty i że najgorsze scenariusze raczej się nie spełnią. Jego zdaniem opinie zapowiadające, że zabraknie gazu w Europie, są przesadzone. A nasz region jest w stanie zapewnić sobie dostawy ze źródeł alternatywnych, gdyby latem 2026 r. zaistniała taka potrzeba. Tyle że problemem może okazać się cena tak pozyskiwanego gazu. Ekspert przyznaje jednocześnie, że Europejczycy powinni znaleźć sobie wiarygodne kierunki dostaw, gdyby się okazało, że także zimą 2026/2027 Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta.

Wysychają wielkie rzeki

Sytuacja na Dunaju nie jest jedyną z krytycznych w Europie, która od dłuższego czasu borykała się z suszą. Wysycha także Ren, który dla Niemców jest ważną drogą transportową, zwłaszcza do przewozu stali i artykułów chemicznych. Zdaniem ekonomistów z ING Banku obecne kłopoty transportowe grożą uszczupleniem niemieckiego PKB o 0,3 pkt. proc. W sytuacji, kiedy prognozowany dla Niemiec PKB był na poziomie 1 proc., ta prognoza brzmi bardzo poważnie. Tym bardziej, że kolejne niemieckie flagowe firmy, jak chociażby BASF, już teraz ostrzegają, że nie będą w stanie wywiązać się z zakontraktowanych dostaw, ponieważ niski poziom wody w Renie uniemożliwił im odbiór surowców do produkcji.

– W tej sytuacji jesteśmy zmuszeni do korzystania z innych środków transportu, głównie ciężarówek i kolei – mówił w CNN przedstawiciel firmy. Tłumaczył również, że firma korzysta ze specjalnie zaprojektowanych płaskodennych barek przeznaczonych do operowania na płytkiej wodzie. Dodatkowo niemieckie władze zniosły letni zakaz jazdy w weekendy dla transportu drogowego, aby w ten sposób nie dopuścić do zerwania łańcuchów dostaw.

Komisja Europejska poinformowała ze swojej strony, że kraje członkowskie zobowiązały się do zainwestowania do 2050 r. po 70 mld euro rocznie, aby móc przystosować się do zmian klimatycznych.

Z drugiej strony na przykład rolnicy już teraz powoli przyzwyczajają się do zmienionego rytmu pracy. Choćby wychodzą na żniwa o 3 rano, bo tylko w ten sposób w obecnych warunkach są w stanie zapewnić odpowiednią wilgotność zbieranych zbóż, skoro nie mogą liczyć, że nawodnią je naturalne opady.