Dla jednych paraliżujący słuszne działania władzy „wetomat”, dla drugich – głos rozsądku wobec niedbałego lub wręcz szkodliwego prawa, przygotowywanego przez parlament. Dla nielicznych zaś po prostu człowiek, piastujący niejasną ustrojowo, konstytucyjną funkcję, którą w latach 90. XX wieku ukształtowano jako niezbyt udolną hybrydę modelów prezydenckiego i parlamentarno-gabinetowego. Kim jest Karol Nawrocki, a czym, mówiąc szerzej, pozycja prezydenta w III RP?
Prof. Zoll o Karolu Nawrockim: „Uważa się za trzecią izbę parlamentu”
Narracja o roli prezydenta przeszła w ostatnich trzech latach diametralną przemianę. Z Pałacu odszedł Andrzej Duda, oskarżany przez nieprzychylnych mu o bycie „długopisem” i pozbawionym sprawczości podnóżkiem prezesa, a jego miejsce zajął Karol Nawrocki. Po drodze, jesienią 2023 roku, zmieniła się także władza ustawodawcza. Wówczas okazało się, że prezydent aktywnie stosujący prawo weta i łączący je z prawem do składania własnych projektów ustaw dla tych samych osób jest równym, jeśli nie większym problemem.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki skieruje do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta,...
Przykładowo, prof. Andrzej Zoll, były prezes TK, zarzucił Karolowi Nawrockiemu coraz mocniejsze wchodzenie w rolę zarezerwowaną dla władzy ustawodawczej.
– Mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją, że pan prezydent chce się i uważa się za trzecią izbę parlamentu, bo do tego żeśmy doszli – zaznaczył w rozmowie z „Faktem”. – Wetowanie z politycznych przesłanek jest właściwie, moim zdaniem, niedopuszczalne – dodał.
Odniósł się przy tym do ostatniej decyzji prezydenta ws. ustawy „lex szarlatan”, skierowanej przezeń do Trybunału Konstytucyjnego. Niemniej, Nawrocki argumentował wówczas, że proponowany kształt ustawy nie zakłada wystarczającej ochrony dla uczciwych osób i firm, zajmujących się np. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną, wrzucając te osoby do jednego worka z szarlatanami, których działania zagrażają zdrowiu i życiu ludzi. Do TK trafiła ustawa, a do Sejmu – podobny projekt autorstwa Kancelarii Prezydenta, regulujący tę kwestię.
– Dlatego ogłaszam dzisiaj moją własną inicjatywę legislacyjną przeciw szarlatanom. Przygotowałem projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który jest realnym, skutecznym i przede wszystkim bezpiecznym dla demokracji rozwiązaniem problemu szarlatanów – poinformował wówczas prezydent.
Takie podejście do legislacji prof. Zoll nazwał patologią – jego zdaniem wetowanie lub kierowanie ustaw do TK (który prawdopodobnie uzna ustawę za niekonstytucyjną, gdyż TK zdaniem Zolla „jest instrumentem, który tylko przyklepuje to, co chce uzyskać prezydent”), przy jednoczesnym składaniu własnych projektów, to próba nadania prezydentowi funkcji zbliżonej do trzeciej izby parlamentu.
Czytaj więcej
Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował w piątek, że prezydent Karol Nawrocki złożył do Sejmu projekt nowelizacji ustawy, „żeby śc...
Jest to zresztą poniekąd zbieżne z zapowiedziami szefa KPRP z sierpnia 2025 roku.
– To skrót myślowy, ale prezydent jest trochę trzecią izbą parlamentu. Jeśli rząd chce, by jego ustawy były przyjęte sprawnie, musi konsultować je z Nawrockim wcześniej albo ryzykuje wetem – mówił wówczas Zbigniew Bogucki.
Tymczasem korzyści, utracone przez budżet państwa w wyniku zaledwie sześciu wet Karola Nawrockiego, nie są małe. Z wyliczeń resortu finansów, przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”, wynika, że odmowa podpisu pod m.in. ustawami o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, akcyzie na alkohol czy systemie SENT w obrocie betonem oznacza rezygnację z ponad 8 mld zł wpływów do budżetu (kolejno: 3,8 mld, 1,8 mld i 1,2 mld zł w 2027 roku). Wobec takich liczb ciężko więc bronić decyzji Nawrockiego.
Czytaj więcej:
Tylko sześć wet Karola Nawrockiego może oznaczać w tym roku ponad 8 mld zł mniejszych wpływów do budżetu – wynika z wyliczeń Ministerstwa Finansów...
Pro
Prezydent w ustroju III RP. Nawrocki korzysta z tego, co dały mu polityczne elity lat 90. XX wieku
Sęk jednak w tym, że działania Karola Nawrockiego w tym konkretnym obszarze stanowią pełne wykorzystywanie konstytucyjnych funkcji prezydenta, jakie powierzone mu zostały w ramach Konstytucji z 1997 roku. Jak wiadomo od niespełna 30 lat, prezydent „wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach” (art. 126 ust. 3 Konstytucji). Do tych zadań należy zaś m.in. podejmowanie się inicjatywy ustawodawczej, podpisywanie i odmawianie podpisania (wetowanie) ustaw (art. 144 ust. 3 pkt. 4 i 6).
Tak więc, łączenie kompetencji do odmowy podpisania ustawy z możliwością składania własnych projektów wydaje się na gruncie obecnej konstytucji niejako naturalne. Wynika przede wszystkim z normatywnego kształtu, jaki nadały ustawie zasadniczej elity polityczne w latach 90. XX wieku – przepychające się i przechylające projekt nowej konstytucji w kierunku to modelu prezydenckiego, to modelu parlamentarno-gabinetowego. Nie mamy tu do czynienia z rozpychaniem się łokciami we własnych kompetencjach, z ich falandyzacją i jawnym wykraczaniem poza nie, co m.in. wielokrotnie zarzucano prezydenturze Lecha Wałęsy, opartej jeszcze na tzw. małej konstytucji z 1992 roku. Nie jest to jednak także prezydentura bierna, nastawiona na bycie „długopisem” w przypadku Andrzeja Dudy, czy też „strażnikiem żyrandola”, jak nazywano Bronisława Komorowskiego.
Czytaj więcej
Po paleosędziach, neosędziach i niesędziach przyszła kolej na kolejne kategorie: w Trybunale Konstytucyjnym zasiądą bowiem sędziowie belwederscy, s...
Prezydentura Nawrockiego często określana jest przez jego zwolenników jako „aktywna” (podobnie mówiono o urzędowaniu Wałęsy). W przypadku zaś podpisywania, wetowania i kierowania do Sejmu własnych projektów, jest jak najbardziej zgodna z Konstytucją – tą, która stwierdza zresztą, iż prezydent jest nie tylko gwarantem ciągłości władzy państwowej, ale też strażnikiem suwerenności i niepodzielności terytorium kraju, a także czuwa nad przestrzeganiem ustawy zasadniczej (art. 126). Prawo do powstrzymania konkretnych ustaw przed wejściem w życie i zaproponowania własnych projektów nie wydaje się więc kompetencją nieadekwatną do powagi jego ustrojowej funkcji. To kompetencja nieporównywalna z, przykładowo, prawem do wydawania dekretów z mocą ustawy, jakim dysponuje prezydent Francji.
Nie zmienia to jednak faktu, że w innych dziedzinach konstytucyjność działań prezydenta Nawrockiego budzi rzeczywiste wątpliwości. Przytoczmy chociażby odebranie ślubowania od zaledwie dwojga z sześciorga sędziów TK wybranych przez Sejm – nie znajduje ono bowiem oparcia w kompetencjach prezydenta i jest ich nadużyciem. Podobnie zresztą, jak późniejsze „ślubowanie” sędziów TK w Sejmie nie miało większego związku z konstytucyjną instytucją ślubowania sędziego Trybunału. Duch falandyzacji i wykraczania poza kompetencje, jak się okazuje, jest wiecznie żywy – zarówno w pałacu prezydenckim, jak i w gmachu przy Wiejskiej.