W czerwcu Urząd Zamówień Publicznych opublikował projekt nowelizacji prawa zamówień publicznych (p.z.p.). Wśród kilkudziesięciu zmian znalazło się uchylenie art. 224 ust. 2 p.z.p., czyli progu 30 proc., który dotąd wyznaczał moment obowiązkowego wezwania do wyjaśnienia ceny. Dla wykonawców ubiegających się o zamówienie publiczne oznacza to, że oferta konkurenta tańsza nawet o ponad jedną trzecią może nie zostać sprawdzona. Dla zamawiającego – konieczność samodzielnej oceny, kiedy powinien zażądać wyjaśnień.

Czytaj więcej:

Prawo w firmie Projekt zmian w zamówieniach publicznych. Eksperci: KIO może stracić niezależność

Pro

Badanie rażąco niskiej ceny

W aktualnym modelu zamawiający szacuje wartość zamówienia, następnie otwiera oferty i porównuje je z ustaloną wcześniej wartością oraz ze średnią cen wszystkich ofert. Jeżeli cena którejś jest niższa o co najmniej 30 proc., ma obowiązek zapytać wykonawcę, w jaki sposób ją obliczył – odstąpić może tylko wtedy, gdy różnica wynika z okoliczności oczywistych, które sam musi wykazać (sygn. akt: KIO 1006/23 i KIO 459/23). Wezwany wykonawca musi udowodnić, że cena jest realna, pod rygorem odrzucenia oferty. Próg 30 proc. nigdy nie definiował ceny rażąco niskiej, lecz był sygnałem uruchamiającym procedurę weryfikacji.

Czytaj więcej

Zapaść w Krajowej Izbie Odwoławczej może odbić się na przetargach

Projekt wykreśla cały ust. 2. Pozostaje natomiast ust. 1, zgodnie z którym zamawiający żąda wyjaśnień, gdy cena wydaje się rażąco niska albo budzi jego wątpliwości. Obowiązek badania ceny nie znika – od teraz zamawiający będzie musiał rozstrzygać, kiedy jest to konieczne. Dodatkowo nie będzie już odesłania do istotnych części składowych ceny, co przy rozliczeniu kosztorysowym zawęża pole do kwestionowania zaniżonych pozycji jednostkowych, a w art. 537 p.z.p. zmienia się ciężar dowodu w postępowaniach przed Krajową Izbą Odwoławczą.

Odciążanie Krajowej Izby Odwoławczej

UZP tłumaczy zmianę tak: rośnie liczba odwołań, w których zarzut rażąco niskiej ceny jest czysto formalny – wykonawca nie twierdzi, że konkurent nie zrealizuje zamówienia, tylko że zamawiający nie wezwał wykonawcy mimo przekroczenia progu. Skutkiem uwzględnienia odwołania jest nierzadko nakaz powtórzenia czynności badania i oceny ofert – w tym samego wezwania. Takie sprawy przepełniają Izbę. UZP w uzasadnieniu projektu wskazuje, że w 2025 r. tylko ok. 11 proc. odwołań rozpoznano w ustawowym 15-dniowym terminie.

Czytaj więcej

Krajowa Izba Odwoławcza będzie najdroższym sądem w Polsce

Próg 30 proc. zawsze działał jak sygnał ostrzegawczy. Zagadnienie jest poważne o tyle, że oferta skalkulowana poniżej realnych kosztów pociąga ze sobą w wielu przypadkach dotkliwe konsekwencje dla budżetu państwa oraz opóźnienia w realizacji inwestycji przez np. porzucenie kontraktu. Nasuwa się przy tym wniosek często poruszany w przestrzeni branżowej, że sama cena bywa chybionym miernikiem wiarygodności wykonawcy, któremu powierza się realizację zamówienia publicznego – i to właśnie praktyka najboleśniej to weryfikuje. Projekt jest już po konsultacjach.

Izba od lat czyta art. 224 ust. 1 p.z.p. twardziej, niż wynikałoby z jego miękkiego brzmienia. Jeżeli okoliczności sprawy obiektywnie wskazują, że wątpliwości u zamawiającego powinny się pojawić, wezwanie jest obowiązkowe – niezależnie od jego subiektywnej oceny (sygn. akt: KIO 2833/21). Przykładowo w jednej ze spraw próg 30 proc. nie został przekroczony, a mimo to Izba uznała, że cenę trzeba było zbadać, bo stawka ofertowa ocierała się o minimalne wynagrodzenie (sygn. akt: KIO 9/23). Zmienia się więc charakter ryzyka po stronie zamawiającego: dotąd przegrywał on głównie na uchybieniu formalnym, teraz musi liczyć się z przegraną merytoryczną, jeśli nie wytłumaczy, dlaczego cena wyraźnie odbiegająca od kosztorysu nie wzbudziła jego wątpliwości.

Dobrze widać to na przykładzie innego wyroku (sygn. akt: KIO 500/23). Zamawiający sformułował tam wezwanie ogólnikowo, a mimo to wykonawca obronił cenę odpowiedzią konkretną i spójną. Nie obronił jednak innego argumentu – powołania się na zadeklarowane, lecz jeszcze nie przyznane dofinansowanie do zatrudnienia osób niepełnosprawnych, które Izba uznała za zdarzenie przyszłe i niepewne. Zatem najistotniejsze jest wykazanie, że wykonawca oparł cenę na tym, co ma, a nie na tym, co ma mieć.

Sporów przetargowych nie musi być mniej

W przypadku prób podważania ceny konkurenta zmiany się kumulują. Znika próg, czyli najprostszy dotychczasowy zarzut, ale niekoniecznie oznacza to zmniejszenie się liczby sporów. Możliwy jest scenariusz odwrotny: skoro nie ma już jednoznacznego limitu, wykonawcy mogą częściej podnosić zarzut ogólniejszy, dotyczący wiarygodności ceny. To zaś może storpedować deklarowany cel nowelizacji, jakim jest odciążenie Izby.

Czytaj więcej:

ABC Firmy Spory o miliony złotych nie są rozpoznawane. „Rzeczpospolita” poznała przyczyny

Pro

Rośnie też kwota wpisu na każdym poziomie wartości zamówienia – najwięcej zapłacą najwięksi gracze przy zamówieniach powyżej 30 mln euro, ale podwyżkę z pewnością odczują również mniejsi przedsiębiorcy. Zmienia się także art. 537 p.z.p. – ciężar dowodu przy zaniechaniu odrzucenia oferty przechodzi na odwołującego. Wykonawca kwestionujący cudzą cenę będzie musiał postawić na merytorykę, bo samo zestawienie procentowe już nie wystarczy.

Uchylenie art. 224 ust. 2 p.z.p. nie oznacza końca kontroli cen rażąco niskich – oznacza koniec jej zautomatyzowanej wersji. Zamawiający zyskuje mniej gotowych wzorców, a więcej odpowiedzialności za własną ocenę. Wykonawca traci prosty argument formalny, ale zyskuje pole do sporu merytorycznego. To, czy zmiana rzeczywiście odciąży Izbę, czy raczej przesunie spory z pytania „czy powinno być wezwanie" na pytanie „czy cena naprawdę budzi wątpliwości", pokaże praktyka po wejściu przepisów w życie.

Autor jest prawnikiem w ZABOROWSKA Kancelaria Adwokacka, specjalistą od inwestycji budowlanych