Obniżka, którą wszyscy zobaczą, ma się odbyć przez podwyższenie pierwszego progu podatkowego i objęcie części dochodów z obecnego drugiego progu ze stawką 32 proc., nowym progiem ze stawką 24 proc. Ale ci sami podatnicy zapłacą de facto więcej poprzez podwyższenie podatku dochodowego od osób prawnych dla dużych firm z obecnych 19 proc. do 24 proc. Jak wiadomo, wszystkie podatki są przecież przerzucalne, co udowodniły banki po wprowadzeniu tak zwanego „podatku bankowego” oraz Orlen z Lotosem po wprowadzeniu opłaty paliwowej.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Trybunał Konstytucyjny trzeba zlikwidować

Napisałem „Ministerstwo Podatków”, bo finansami, to ministerstwo się nie zajmuje. Tylko podatkami właśnie. Dlatego ciekawe są działania tegoż ministerstwa w sprawie innych podatków.

Redukcja negatywnych skutków społecznych

Na przykład akcyzy od napojów alkoholowych. Ministerstwo Podatków twierdzi, że „podwyższenie stawek akcyzy na wszystkie napoje alkoholowe ma na celu przede wszystkim ograniczenie spożycia tych napojów, a w konsekwencji redukcję negatywnych skutków społecznych, wiążących się z ich spożywaniem”.

Cel szczytny. No ale… Ja z wina do kolacji nie zrezygnuję. Może spożycie alkoholu ograniczą inni. Tylko że wzrosła właśnie o ponad 5 proc. wysokość tak zwanej renty alkoholowej, czyli wypłacanej przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych renty z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej długotrwałym nadużywaniem alkoholu. Od 1 marca 2026 r. alkoholicy dostaną prawie 100 zł więcej na wódkę. Łącznie prawie 2 tys. zł.

Gdyby rzeczywiście o zdrowie społeczeństwa i ograniczenie spożycia alkoholu chodziło, to czy ministerstwo upierałoby się na utrzymywaniu niższej akcyzy na niektóre napoje alkoholowe – jak piwo? A  tymczasem browarnicy z Ministerstwa Podatków twierdzą, że muszą dbać o „tradycję spożywania piwa jako napoju o walorach smakowych, a nie źródła tanich procentów”.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Wspólne działanie POPiS-u na szkodę obywateli

Wino, które pijam, tanie nie jest, ale w upalne lato, zwłaszcza po jakichś robotach w obejściu, zdarza mi się sięgnąć po ten napój „tradycyjny”. Tradycję rzeczywiście mamy. Wzmianki o warzeniu piwa w Polsce pochodzą z XI w. A o produkcji wódki dopiero z początku XV w. Ale to też już 600 lat. No i mowa jest o „warzeniu”. Znalezienie takiego, co ma walory smakowe, łatwe nie jest. Masowo sprzedają się właśnie te, które żadnych walorów nie mają. Produkowane przez koncerny, które odkupiły polskie browary od doktora Kulczyka, który wcześniej kupił je od państwa. I odsprzedał z odpowiednią „kupiecką marżą”, jak państwo, od którego  je kupił, pozwoliło na reklamę piwa i zmieniło sposób obliczania akcyzy na nie. Dzięki czemu jest tanie. I to są chyba te „tanie procenty”, o których wspomina ministerstwo. Zwłaszcza w przypadku tych „piw”, które z piwem nie mają nic wspólnego. Ale za to miewają 17 proc. alkoholu. Więcej nawet niż wino! Bo w Polsce nie ma ustawowej definicji piwa. Jest definicja wódki. Jest definicja wina. Do butelki z napisem „piwo” można lać co się chce. I co wyborcy (to znaczy konsumenci) łykną (to znaczy zaakceptują). A kierują się… ceną.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Co wolno ministrowi, to nie tobie przedsiębiorco

Preferencyjna stawka dla wody słodzonej zagęszczonym sokiem

Skoro jednak Ministerstwo Podatków tak dba o zdrowie Polaków i uważa, że cena napoju ma istotny wpływ na wybory konsumentów (a musi tak uważać, skoro pisze, że podwyższenie podatków „ma na celu ograniczenie spożycia”), to jak wytłumaczyć obniżanie podatków na napoje bezalkoholowe słodzone zagęszczonymi sokami? Taka preferencja podatkowa to przecież jawna zachęta do zwiększania ich spożycia. A niewątpliwie obserwujemy cały szereg „negatywnych skutków społecznych, wiążących się z ich spożywaniem”. Otyłość, próchnica, cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca. Na ich leczenie państwo wydaje więcej niż na leczenie alkoholików. Prawda, że ciekawe?

PS Rozwiązanie zagadki sprzed tygodnia: Wojciech Sadurski.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego