Ponowny wybuch burzy wokół Trybunału Konstytucyjnego przypomniał mi stare powiedzenie: cnotę stracić, a rubelka nie zarobić. Nie wiem, jakim prawnikiem jest dr Maciej Berek. Nie znam go osobiście. Nie śledziłem jego dorobku naukowego, który krąży po dziedzinach niespecjalnie mnie interesujących, a jednocześnie rzadko potrzebnych w mojej praktyce. Ufam jednak, że dobrym. Odrzucając nieobcy prawnikom narcyzm, założę, że lepszym ode mnie, ale cicho – nie mówcie o tym nikomu.
Nie ma to jednak żadnego znaczenia. Jeżeli idziemy do wyborów z hasłem odpolitycznienia Trybunału Konstytucyjnego, to nie możemy do niego wybierać osoby, która jest czynnym politykiem. Pomysłodawcy tej kandydatury cnotę więc stracili.
Czytaj więcej
Blisko 60 proc. Polaków uważa, że wybór Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego uderza w niezależność sądownictwa i prowadzi do dalszego upolity...
Co różni Macieja Berka od Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza?
Nie zmienią tego również argumenty, jakie padają na poparcie tego wyboru. Krystyna Pawłowicz oraz Stanisław Piotrowicz też byli czynnymi politykami. Oczywiście, ale na tym miała polegać różnica, że obecna koalicja rządząca stosuje wyższe standardy.
Pojawia się jednak inny argument, któremu chciałem poświęcić ten tekst. Argumentem tym jest – w skrócie – konieczność wprowadzenia do Trybunału Konstytucyjnego silnego człowieka, który zrobi w nim porządek. Czy to jednak argument trafiony?
Abstrahując od nasuwającego skojarzenia tej argumentacji z postacią Bogdana Święczkowskiego, który – można odnieść wrażenie – też został wysłany do Trybunału Konstytucyjnego z misją zaprowadzenia w nim porządku, oczywiście nieco innego, to motywacja ta jest błędna u samego zarania.
Czytaj więcej
Nie ma takiego celu, który legitymizowałby politycznie motywowaną obsadę sądu konstytucyjnego.
Wiemy już, że Trybunał Konstytucyjny przestał funkcjonować. Musimy jednak zrozumieć, że nie zacznie on funkcjonować, nawet w razie zmian personalnych, czy – tym bardziej – w razie próby jego siłowego przejęcia (na kształt przejęcia mediów publicznych) lub powołania „konkurencyjnego” Trybunału Konstytucyjnego. Jedyną możliwością przywrócenia do życia Trybunału Konstytucyjnego jest depolaryzacja i polityczny kompromis.
W każdym innym przypadku, w razie zmiany większości parlamentarnej, kolejne orzeczenia Trybunału będą traktowane tak jak teraz i tak, jak na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości, tj. niepublikowane i ignorowane.
Dlaczego? Polscy politycy, ale też część prawników, a na pewno część dziennikarzy i społeczeństwa przejawia pewien model magicznego myślenia o prawie. Ich zdaniem, wystarczy czegoś zakazać, żeby przestało istnieć. Jeżeli to nie wystarczy, to wystarczy zaostrzyć kary. Jeżeli i to nie wystarczy, to należy jeszcze bardziej je zaostrzyć. I co? Jazda pod wpływem alkoholu, jak była, tak jest. Oszustwa VAT-owskie, jak były, tak są.
Prawo, oprócz samego systemu nakazów i zakazów oraz sankcji, wymaga dla swojego funkcjonowania czegoś jeszcze, a mianowicie dwóch elementów. Egzekucji oraz pewnego minimalnego poziomu akceptacji społecznej.
Jeżeli ryzyko poniesienia kary będzie niewielkie, a na dodatek daleko odroczone w czasie, to skłonność do popełniania danego typu przestępstw lub innych naruszeń będzie dużo większa, niezależnie od wysokości grożącej kary.
Wybory do TK. Obecna koalicja rządząca cnotę już straciła
Podobnie jest, jeżeli pewien zakaz lub nakaz jest uznawany przez społeczeństwo za bezsensowny lub pozostaje sprzeczny z potrzebami społecznymi. Nie wierzycie? To przypomnijcie sobie handel bimbrem w melinach czasów PRL albo nielegalny handel mięsem w tym samym okresie lub w okresie II wojny światowej. Pomimo ryzyka z tym związanego, oba zjawiska występowały niemal powszechnie.
Nie inaczej jest z wyrokami sądów i trybunałów. Jeżeli nie będą one uznawane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, a zwłaszcza znaczną część środowiska sędziowskiego, to w istocie Trybunał Konstytucyjny nie będzie funkcjonował, nawet jeżeli jego orzeczenia będą publikowane. Potwierdza to zresztą okres lat 2015-2023, kiedy część jego orzeczeń była ignorowana przez pewną grupę sędziów (zresztą zmienną w czasie).
Innymi słowy, misja dr Macieja Berka w Trybunale Konstytucyjnym jest z góry skazana na porażkę. Musimy pogodzić się z tym, że instytucja ta nie funkcjonuje i funkcjonować nie będzie dopóty, dopóki nie nastąpi polityczny kompromis. Tylko wtedy bowiem orzeczenia trybunalskie uzyskają ten niezbędny minimalny poziom akceptacji społecznej.
W rezultacie, na skutek tej kandydatury, obecna koalicja rządząca cnotę już straciła, a rubelka i tak nie zarobi.
Autor jest dr. nauk prawnych, adwokatem, redaktorem naczelnym „Palestry. Pisma Adwokatury Polskiej”, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej
Czytaj więcej
Pchając Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, premier Donald Tusk dowiódł, że KO w praktyce nie różni się od PiS-u. Tylko czym w takim razie...