To kolejna próba Pedro Almodóvara zmierzenia się ze sobą jako z twórcą. Hiszpański mistrz pyta, czy artysta ma prawo wysysać z innych to, co ich boli, z czym nie mogą się uporać. Ale też co może wziąć z własnego życia i na ile obnażyć się przed publicznością. A wreszcie –  jaką cenę musi za ów psychiczny ekshibicjonizm zapłacić.

Reklama
Reklama

Film w filmie

„Gorzkie święta” rozgrywają się w dwóch planach czasowych. W pierwszym z nich Almódovar wraca do początku XXI wieku. Elsa jest reżyserką spotów reklamowych. Niedawno umarła jej matka. Kobieta nie może się po jej śmierci podnieść. Żeby zagłuszyć ból, rzuca się w wir pracy, planuje nakręcenie pierwszego filmu artystycznego. W nocnym klubie rolę w swojej nowej produkcji proponuje spotkanemu tam striptizerowi. Chłopak na co dzień pracuje jako strażak, w klubie dorabia. Parę połączy romans. Na ekranie pojawią się również dwie inne kobiety. Jedna z nich podejrzewa swojego męża o zdradę, druga – opłakuje śmierć syna. Po ciężkim ataku paniki Elsa wyjeżdża z jedną z przyjaciółek, Patricią, na Lanzarote. I tworząc scenariusz, zaczyna żerować również na jej życiu. Cała ta opowieść jest dość fragmentaryczna i zagmatwana, jakby wyciągana po kawałeczku z pamięci.

Bo też tak właśnie jest. Bohaterem współczesnej historii jest reżyser i scenarzysta Raul Rossetti, który przeżywa blokadę twórczą. Zaczyna jednak pisać. Właśnie historię Elsy. Czy Elsa jest jego alter ego? A przede wszystkim – czy artysta ma prawo wykorzystywać bolesne historie innych ludzi w swojej twórczości? Jego asystentka Monica właśnie wzięła trzymiesięczny urlop, by zaopiekować się przyjaciółką, która straciła syna. Ale zabrała ze sobą maszynopis szefa i teraz, po przeczytaniu jego fragmentów, jest do głębi oburzona. To również kawał jej życia. Artyści potrafią wysysać swoje otoczenie bez skrupułów.

Egoizm artysty

Ten temat powraca w twórczości wielu twórców. Nawet tych najwybitniejszych. Wystarczy przypomnieć choćby „Osiem i pół” Federico Felliniego, „Zwierciadło” Andrieja Tarkowskiego czy „Tam, gdzie rosną poziomki” Ingmara Bergmana. Albo nowszy, choć też mający już ponad ćwierć wieku film Woody’ego Allena „Przejrzeć Harry’ego”, gdzie bohaterowie książek znanego pisarza mieszali się z jego bliskimi, a granice rzeczywistości zacierały się. Ci prawdziwi mieli do Harry’ego pretensje. O to, że chcieli być ważni w jego życiu, a stali się ważni tylko w jego sztuce. Że posłużyli mu za laboratorium, dostarczając materiału do kolejnego opowiadania. Mają poczucie krzywdy, bo ktoś, komu ufali, sprzedał ich bez pardonu. Czy nie podobne jest w „Gorzkich świętach” oburzenie Moniki?

Almodóvar nigdy nie ukrywał, jak wiele czerpie z własnego świata. Dzieciństwo, drapieżna edukacja w katolickiej szkole, miłość do matki, homoseksualizm, samotność – wszystko to odbijało się w jego najciekawszych obrazach: w „Volver”, „Wszystko o mojej matce”, „Złym zachowaniu”, w wielu filmach, które mówiły o kondycji artysty, ale też o meandrach relacji społecznych, a czasem nawet politycznych świata wokół. 

Twórcza niemoc

Szczególne miejsce w filmografii Almodóvara zajmuje też „Ból i blask”. To osobista spowiedź, w tym filmie główny bohater, jak on, jest reżyserem, gejem, znaną postacią hiszpańskiego kina. A także histerykiem cierpiącym na „wszystko” – od refluksu po depresję. I artystą przeżywającym niemoc twórczą. Antonio Banderas nosił w tym filmie ubrania Almodóvara. Zdjęcia kręcone były w mieszkaniu, w którym reżyser żyje samotnie, wśród książek i tysięcy płyt DVD, w domu niedaleko dzielnicy Malasaña, która kiedyś była centrum Movida Madrileña.

Teraz, po siedmiu latach, jakie minęły od „Bólu i blasku”, Pedro Almodóvar znów opowiada o dopadającej go niemocy twórczej, samotności, bólu. W „Gorzkich świętach” pyta też o morale artysty, o ranienie ludzi, którzy znajdą się w jego orbicie, o próbie pokonania własnej niemożności bez liczenia się z ceną, jaką inni muszą za to zapłacić. Co ciekawe, może nie chcąc odwracać uwagi widza od meritum, rezygnuje tym razem ze swoich gwiazd. W głównych rolach dwójki reżyserów występują Barbara Lennie i Leonardo Sbaraglia, którzy wcześniej spotkali się z Almodóvarem na planie, grając u niego drobne epizody. Tutaj rozkwitają.

 Ryzykowna gra

„Gorzkie święta” to jeden z najbardziej ryzykownych projektów Almodóvara z ostatniego czasu. Film w filmie o filmie w filmie. Już na pierwszy rzut oka konstrukcja wydaje się niebezpieczna: reżyser pisze scenariusz o reżyserce, która pisze scenariusz. Elsa jest niejako alter ego Raoula. A kto jest ucieleśnieniem samego Almodóvara? Raoul? Elsa? A może oboje? Recenzent „Financial Times” pisał wręcz o „twórczym wampiryzmie”. 

Jestem zafascynowany związkiem między rzeczywistością a fikcją, tak jak jestem zafascynowany pochodzeniem kreatywności. I to pytanie stało się głównym tematem mojego filmu

Pedro Almodovar

Bo jest w „Gorzkich świętach” coś przerażającego. Raul, współczesne alter ego Almodóvara, zaczyna patrzeć na innych ludzi jak na gąbki, z których można wycisnąć bohaterów filmu. 

– Jestem zafascynowany związkiem między rzeczywistością a fikcją, tak jak jestem zafascynowany pochodzeniem kreatywności. I to pytanie stało się głównym tematem mojego filmu. Debata, jakie są granice czerpania faktów z otoczenia, wciąż powraca. Ale nie ma tu ograniczeń prawnych, to wyłącznie kwestia etyki – przyznaje hiszpański mistrz, dodając, że sam zawsze starał się nie krzywdzić osób ze swojego otoczenia, nigdy też nie przeżył takiej konfrontacji jak bohater „Gorzkich świąt”. 

Czytaj więcej

Belmondo i Godard wracają w „Nowej Fali". Film o powstawaniu „Do utraty tchu"

 A jednak mam wrażenie, że ostatni film Pedro Almodóvara, choć ciekawy, nie do końca się broni. Jest autotematyczny, skupiony na „drgnieniach duszy”. Sztuka nie musi przejmować roli dokumentu czy reportażu. Ale żyjemy w trudnym, niespokojnym świecie i przyznaję, że osobiście szukam na ekranie refleksji na temat kondycji człowieka uwikłanego w rzeczywistość, mierzącego się nie tylko ze sobą, lecz również z tym, co wokół niego. 

Być może sam Almodóvar też już to zauważył, bo zapowiada, że kończy z filmami autotematycznymi i planuje czarną komedię, w której chce wejść w „inne uniwersum”. Ciekawe, w którą stronę pójdzie.