Cóż za cudowny zbieg okoliczności. 17 lipca 2026 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników. Rozszerzyła ona faszystowskie zasady odpowiedzialności zbiorowej nabywcy towaru lub usługi za zaległości podatkowe sprzedawcy w przypadku, gdy podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego. Grozi za to zresztą nie tylko konieczność zapłaty zapłaconego już podatku, ale także więzienie.

Dlaczego firma ma odpowiadać za nieuczciwego kontrahenta?

W demokratycznym państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, którym – zgodnie z art. 2 Konstytucji – jest Rzeczpospolita Polska, można pójść siedzieć za to, że nasz kontrahent nie odprowadził do urzędu skarbowego podatku VAT, który my mu zapłaciliśmy.

W sumie nic nowego. Rozkaz o zakładnikach (Geiselbefehl), który 16 września 1941 r. wydał szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu feldmarszałek Wilhelm Keitel, nakazywał masowy odwet na ludności cywilnej za każdy akt oporu na terenach okupowanych. Za jednego zabitego niemieckiego żołnierza należało rozstrzelać od 50 do 100 podejrzanych.

Podejrzani byli wtedy wszyscy. Teraz przedsiębiorcy są podejrzani. Ta odpowiedzialność de facto zbiorowa, nazywana „solidarną” dla uniknięcia skojarzeń z niemiecką okupacją (to znaczy z „nazistowską” oczywiście), będzie miała zastosowanie, jeżeli kwota należności ogółem wynikająca z faktury przekracza 15 tys. zł lub jej równowartość w walucie obcej.

Czytaj więcej:

Zmiany w przepisach podatkowych Nadchodzą zmiany dla podatników VAT. Sejm zdecydował

Pro

Ale ja czepiam się ministra nie za to, komu co przyznał, ale za to, że on się czepia przedsiębiorców, którzy nie mają żadnych służb specjalnych do sprawdzania, czy ich kontrahenci nie zostali wciągnięci w łańcuch dostawców przez oszustów dla zamazania rzeczywistego obrazu rynku.

Kwestia koordynacji działań różnych służb, instytucji i organów to zresztą odrębne zagadnienie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że nikomu nie zależy na koordynacji. Bo przecież umówmy się: miliard dotacji to nie dostaje nikt dlatego, że ma jakiś dobry projekt. I ktoś tę dotację „wychodził”. Dopiero wtedy ktoś inny wypuścił informację na temat tego, komu tę dotację przyznano. A teraz, jak nie zostanie ona przekazana, temu, komu została przyznana, to pewnie zostanie przyznana komuś innemu. Skoro projekt był taki dobry! Nieprawdaż?

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego