Polski system środków ochrony prawnej w przetargach opiera się na szybkim rozstrzyganiu sporów. Krajowa Izba Odwoławcza, zgodnie z ustawowym terminem, powinna wydać wyrok w ciągu 15 dni od wpłynięcia odwołania, właśnie po to, by nie blokować planowanych inwestycji. Przez wiele lat termin ten był dochowywany. Dziś na rozstrzygnięcie czeka się jednak znacznie dłużej. Średnio jeden–dwa miesiące, ale zdarzają się sprawy rozpoznawane z jeszcze większym opóźnieniem.
Powód? Radykalny wzrost liczby odwołań. W 2025 r. wykonawcy wnieśli ich prawie 6 tys., podczas gdy jeszcze w 2019 r. było ich niespełna 2,7 tys. W 2026 r., według szacunków, liczba odwołań może dojść do 7 tys. Oczywiste jest, że obecny skład KIO (dzisiaj to 55 orzeczników) nie jest w stanie poradzić sobie z tak lawinowym wzrostem liczby spraw. Dlatego organizowane są nabory na dodatkowych członków Izby. Tyle tylko, że ostatnie dwa nie pozwoliły nawet na obsadzenie tylu etatów, na ile zorganizowano konkursy.
Czytaj więcej
Nawet 150 tys. zł będzie musiała zapłacić firma, by rozpoznano jej odwołanie w sprawie dużego przetargu budowlanego. Jest projekt nowelizacji przep...
W 2025 r. konkurs miał wyłonić 13 nowych orzeczników. Udało się zatrudnić jedynie sześciu. Właśnie trwa kolejny nabór na dziewięciu nowych członków. Wpłynęło 17 zgłoszeń, co mogłoby napawać optymizmem. Jednak nie napawa, bo wcześniejsze doświadczenia pokazują, że część kandydatów nie spełnia nawet wymagań formalnych, część ostatecznie nie przystępuje do egzaminu i nie wszyscy wreszcie go zdają. W 2025 r. z 16 początkowo chętnych na egzamin stawiło się osiem osób, a zdało go sześć.
Orzecznicy KIO zarabiają mniej niż referendarze w sądach rejonowych
Zdaniem prezesa KIO powodem braku zainteresowania jest niskie wynagrodzenie orzeczników KIO. Na początku swej kariery dostają oni na rękę ok. 9 tys. zł, przy czym warto pamiętać, że każdy z nich musi być adwokatem lub radcą prawnym.
– W tej chwili referendarz sądu rejonowego zarabia więcej niż doświadczony orzecznik Izby rozstrzygający skomplikowane spory, liczone nierzadko w setkach milionów czy nawet miliardach złotych. Jak pokazało niedawne sprawozdanie szefa służby cywilnej nawet naczelnik wydziału w ministerstwie osiąga większe zarobki – mówi Jan Kuzawiński, prezes KIO.
– Frustracja wśród członków KIO narasta. Dotychczas nie było masowych odejść, ale jeśli sytuacja się nie zmieni, to i tego również można się spodziewać – dodaje.
Czytaj więcej:
Nowelizacja przepisów o zamówieniach publicznych ma sprawić, że prawo będzie interpretowane w sposób bardziej jednolity. Eksperci obawiają się jedn...
Pro
Masowych odejść nie było, ale pojedyncze już jak najbardziej.
– Wysokość wynagrodzenia była jednym z powodów podjęcia decyzji o odejściu z Izby – przyznaje Magdalena Grabarczyk, radca prawny, była wiceprezes i wieloletnia orzecznik KIO, dzisiaj of counsel w kancelarii 4K Legal.
– Zarobki członków Izby zupełnie nie przystają ani do wartości, ani społecznego i gospodarczego znaczenia rozstrzyganych spraw. Mówimy przecież o zamówieniach publicznych, ważnych w skali kraju lub przynajmniej dla lokalnych społeczności – przekonuje.
Rada Zamówień Publicznych alarmuje
Na złą sytuację KIO zwróciła uwagę w niedawnej uchwale Rada Zamówień Publicznych.
„Aktualnie stabilność funkcjonowania całego systemu środków ochrony prawnej jest zagrożona ze względu na zwiększoną liczbę spraw odwoławczych, a także przez ryzyko kolejnych rezygnacji z pełnienia funkcji członka KIO ze względu na nieadekwatne wynagrodzenie przysługujące członkom Izby w stosunku do nakładu pracy, odpowiedzialności i wagi rozpatrywanych spraw przez Izbę, w sytuacji gdy kolejne nabory do składu osobowego Izby nie dają oczekiwanych rezultatów” – można przeczytać w tym dokumencie.
Czytaj więcej
Członkowie Izby z każdym rokiem zarabiają relatywnie coraz mniej. Porównywałem kwotę bazową i od 2017 r. dla członka KIO wzrosła ona o kilkaset zło...
Rada postuluje przyjęcie jako podstawy do ustalenia wysokości pensji orzeczników Izby wynagrodzenia należnego sędziom delegowanym do Ministerstwa Sprawiedliwości, co stanowiłoby o „adekwatności wynagrodzenia członków KIO w stosunku do powierzonych im do realizacji (…) zadań”. Dziś wysokość zarobków wylicza się na podstawie mnożnika kwoty bazowej wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. Jak mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes KIO, w praktyce oznacza to, że orzecznicy rozstrzygający spory publiczne z każdym rokiem zarabiają relatywnie mniej. Od 2017 r. ich kwota bazowa wzrosła o ok. 500 zł, podczas gdy sędziów o ponad 4 tys. zł.
Alternatywą wobec powiązania pensji członków KIO z wynagrodzeniem sędziów może być podwyższenie mnożnika kwoty bazowej, o które co roku zabiega prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Od wielu lat niestety bezskutecznie.
Zagrożenie dla środków z KPO i SAFE
Brak wystarczającej liczby orzeczników Izby nabrał aktualnie szczególnego znaczenia. Do zamówień finansowanych ze środków krajowych dochodzą bowiem zakupy finansowane z KPO oraz programu SAFE. W nich czas odgrywa szczególną rolę.
Liczbę odwołań ma ograniczyć przygotowany przez UZP projekt nowelizacji ustawy – Prawo zamówień publicznych. Przewiduje on skokowy wzrost wysokości wpisu, jaki wykonawcy muszą wpłacić, by spór trafił na wokandę KIO. Przy najdroższych przetargach budowlanych ma on wynieść nawet 150 tys. zł. Zdaniem praktyków, bez wzmocnienia kadrowego nie poprawi to jednak znacząco statystyk Izby.