Reklama

Jan Kuzawiński, prezes Krajowej Izby Odwoławczej: Boję się fali odejść

Członkowie Izby z każdym rokiem zarabiają relatywnie coraz mniej. Porównywałem kwotę bazową i od 2017 r. dla członka KIO wzrosła ona o kilkaset złotych. Tymczasem dla sędziego w tym samym okresie ponad dwukrotnie. To powoduje, że frustracja narasta – mówi „Rzeczpospolitej” Jan Kuzawiński, prezes Krajowej Izby Odwoławczej.
Siedziba Urzędu Zamówień Publicznych i Krajowej Izby Odwoławczej

Siedziba Urzędu Zamówień Publicznych i Krajowej Izby Odwoławczej

Foto: PAP/Jacek Turczyk

W styczniu został pan powołany na kolejną kadencję prezesa KIO. Zdecydował się pan objąć funkcję chyba w najtrudniejszym dla Izby momencie. Na wyrok czeka się dziś miesiącami, choć przepisy przewidują termin 15 dni. Nie boi się pan?

Sytuacja, tak jak pan mówi, jest zła, można powiedzieć, że kryzysowa, ale też z drugiej strony z uwagi na to, że kieruję działalnością Izby od kilku lat, to jestem w pewien sposób przygotowany, by się z tą sytuacją zmierzyć. Znam jej genezę i sposoby wyjścia na prostą. Oczywiście wyzwanie jest ogromne, ale ponieważ problemy zaczęły się za mojej pierwszej kadencji, to wypada po sobie też posprzątać. Nawet przez myśl mi więc nie przyszło, żeby zostawić Izbę w takiej sytuacji. Znajomość mechanizmów i procedur, które nie są nigdzie spisane, tylko przez lata wypracowane, będzie bez wątpienia pomocna, tylko prezes i wiceprezes Izby wiedzą, jak to działa. Wiem, że łatwo nie będzie, ale wiem też, co trzeba zrobić i widzę światełko w tunelu.

Czytaj więcej:

Prawo w firmie UZP zapowiada podwyższenie wpisu od odwołań do KIO. Eksperci są za

Pro

Jak długo dziś czeka się na rozstrzygnięcie przed KIO?

Zazwyczaj niestety od miesiąca do dwóch. Oczywiście są sprawy, które kończą się wcześniej, ale są też na tyle skomplikowane, rozpoznawane na wielu rozprawach, w których na wyrok czeka się jeszcze dłużej.

Sprawy skomplikowane zdarzały się zawsze. Teraz zaś tygodniami czeka się na wyznaczenie samego terminu.

Z czego to wynika?

Widzi pan tę górkę teczek na moim biurku? Jest stosunkowo mała, to 26 spraw przekazanych mi przez Biuro Odwołań Urzędu Zamówień Publicznych. Trafiają one do mnie po wprowadzeniu danych do systemu i po wstępnej kontroli, po sprawdzeniu czy są braki formalne, czy nie. Dopiero gdy dostanę je na biurko, mogę wyznaczyć skład orzekający, a potem skład wyznacza termin.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Agnieszka Olszewska, prezes UZP: Odwołania w przetargach będą droższe

Problemem jest to, że dostaję te sprawy na biurko dopiero po powiedzmy 15 dniach od ich wpłynięcia, a w czasie największego kryzysu dostawałem nawet po miesiącu. Wynika to z tego, że system, zarówno ludzie, jak i narzędzia, którymi dysponujemy, nie był przygotowany na tak radykalny wzrost liczby odwołań. W 2025 r. było ich dwa razy więcej niż w 2019 r. Sytuacja kadrowa i techniczna w Biurze Odwołań UZP powoduje, że członkowie Izby widzą te sprawy dopiero po 15-20 dniach. A gdy już dostaną, to z kolei brakuje sal i protokolantów. To wszystko są naczynia połączone.

Czyli głównym problemem jest wzrost liczby odwołań i braki kadrowe oraz techniczne do ich obsłużenia?

Brakuje też orzekających. Bo kiedy członek Izby dostaje sprawę, to może mieć najbliższe, prawdopodobnie dwa, trzy tygodnie zajęte w swym grafiku. Przy szczególnie skomplikowanych sprawach wyznaczane są składy trzyosobowe, a więc trzeba skoordynować terminy z grafikami trzech osób. A przecież jeszcze należy się z każdą sprawą dogłębnie zapoznać i po zamknięciu rozprawy też przeanalizować. Mamy teoretycznie pięć dni na ogłoszenie wyroku po rozprawie, które powinniśmy poświęcić choćby na analizę złożonych w trakcie postępowania dokumentów. Ale jednocześnie trzeba kontynuować inne sprawy.

Czytaj więcej

Budimex na cenzurowanym. Chodzi o precedensowy wyrok i samooczyszczenie

Jaka jest więc recepta na poprawę tej sytuacji?

Pewne rzeczy już się dzieją. Przede wszystkim w Biurze Odwołań UZP, gdzie zmieniany jest proces zarządzania wpływem, który wcześniej wykształcił się niejako samodzielnie, a dzisiaj jest właściwie zarządzany. Dodatkowo wprowadzamy narzędzia elektroniczne do wpisywania i przekazywania spraw, bo dotychczas wszystko odbywało się na papierze. Narzędzie do rozpraw zdalnych pozwoli na półautomatyczne zawiadamianie o rozprawach, co znacznie odciąży BO. Także przygotowane przez UZP formularze do składania odwołań przyspieszą cały proces. Widzimy już przyspieszenie w przekazywaniu spraw do Izby, zaległości są coraz mniejsze.

Tylko czy teraz korek nie utworzy się po stronie KIO? Choćby z powodu wspomnianego braku wystarczającej liczby sal?

Wystąpiliśmy już wraz z UZP o dwie dodatkowe sale i mamy nadzieję, że niebawem zostaną zorganizowane. Z UZP pracujemy też nad narzędziem do lepszego wykorzystania obecnych zasobów – sal i protokolantów. Ale ostatecznie rozładowanie tego korka sprowadzi się do tytanicznej pracy orzeczników.

Reklama
Reklama

Te dodatkowe sale będą w budynku, w którym mieści się KIO czy rozrzucone po Warszawie? Pytam, bo to ważne dla stron, przyjeżdżających do Warszawy z całej Polski.

Plan jest taki, żeby sale mieściły się w tym budynku, aczkolwiek zmieniane jest również rozporządzenie, które dzisiaj wymaga takiego właśnie umiejscowienia. Bo z tym też jest problem, gdyż nie możemy wynająć większej sali w innym miejscu, gdy sytuacja, chociażby ze względu na dużą liczbę uczestników postępowania, tego wymaga. A w budynku przy ul. Postępu 17a wystarczająco dużych sal nie ma.

Czytaj więcej:

Inwestycje Przebudowa Rail Baltica. Kara na 15 tys. zł zaważyła w przetargu na miliardy

Pro

Dodatkowo wprowadzamy kolejne rozwiązania, jak choćby przekazywanie uzasadnień odwołań w postaci elektronicznej, żeby odpisy wyroków nie szły już pocztą. To zmniejszy obciążenie kolejnych osób, które dzisiaj muszą je kserować, kopertować, pieczętować…

UZP proponuje też podwyższenie wpisu, jaki muszą składać wykonawcy, by ich odwołanie zostało rozpoznane, co ma zmniejszyć liczbę odwołań. Jest pan zwolennikiem tego pomysłu?

Tak, choćby ze względu na inflację. Wpis nie był zmieniany bodajże od 16 lat, a i wtedy nie został podwyższony, tylko… obniżony. Zdarzają się nam sprawy, gdzie oferta odwołującego jest tańsza niż wpis, gdy są to oferty częściowe składane w przetargu. To pokazuje, że ten wpis jest dziś wyjątkowo niski.

Przy czym osobiście jestem za jak najszerszym dostępem do środków ochrony prawnej i uważam, że wysokość wpisu nie powinna tego dostępu blokować. Byle jednak były to środki ochrony prawnej, a nie środki gry procesowej czy sposób na zarobek dla kancelarii prawnych. Przy wyznaczaniu wysokości wpisu trzeba na pewno pamiętać o małych i średnich przedsiębiorcach, by także oni mieli możliwość rozpoznania sprawy przez KIO.

Różne są możliwości ustalania wpisu. Może być stały, może być procentowy. Za jakim rozwiązaniem pan by się opowiadał?

Jestem za systemem, nazwijmy go, dwuliniowym. Przy czym musi on być też prosty, tak by orzekający nie tracili czasu na rozstrzyganie samej wysokości wpisu. Do pewnej wartości zamówienia pozostawiłbym wpis określony kwotowo, zaś tylko przy największych określał go procentowo, oczywiście z jakimś limitem.

Reklama
Reklama

Powróćmy do wspomnianych przez pana braków kadrowych. Ilu członków liczy w tej chwili Izba?

Zdecydowanie za mało. Jest ich obecnie 55, podczas gdy we wspomnianym 2019 r., gdy liczba odwołań była dwukrotnie mniejsza, było to 49 osób, a więc niewiele mniej niż teraz. Obecne obłożenie sprawia, że ludzie pracują ponad siły. Czas po pandemii, podczas której przez kilka miesięcy sprawy nie były rozpoznawane, a mimo wszystko udało się wyjść na prostą, pokazał, że jesteśmy w stanie się zmobilizować. Tyle że odbywa się to ogromnym wysiłkiem, który na dłuższą metę nie jest możliwy do utrzymania. Ludzie pracują w weekendy, wieczorami i nocami, więc też łatwo o pomyłkę, a każda pomyłka u nas może być liczona w setkach milionów złotych, bo w sprawach o takich wartościach orzekamy. Brakuje też czasu na dyskusje, narady, a nawet szkolenia. Liczba członków Izby musi więc się zwiększyć, o co już wystąpiliśmy. W tej chwili czekamy na ogłoszenie kolejnego naboru.

Na ile etatów?

Na 10 i czekamy na odpowiedź, czy znajdą się środki na kolejnych sześć. Chcielibyśmy, żeby Izba liczyła co najmniej 70 członków, przy czym optymalnie powinno ich być 100.

Problem w tym, że sądząc po ostatnich naborach nie ma zbyt dużego zainteresowania pracą w Izbie.

To prawda, nawet jeśli już zgłosi się większa liczba kandydatów niż jest miejsc, to część odpada ze względów formalnych, część z jakichś względów nie przystępuje do konkursu, a część nie przechodzi procedury kwalifikacyjnej. I ostatecznie powołanych zostaje mniej członków Izby, niż przewidziano w ogłoszeniu o naborze.

Kiedy ja startowałem w konkursie w 2017 r. było bodajże blisko 100 kandydatów na 20 miejsc i była to procedura konkurencyjna, rywalizowaliśmy między sobą i ostatecznie decydowała liczba uzyskanych punktów. Dziś wystarczy zdać – jakkolwiek bardzo trudny – egzamin, by zostać członkiem Izby.

Nie brzmi to optymistycznie. Jaki jest powód mniejszego zainteresowania?

Na pewno liczba chętnych zmniejszyła się po wprowadzeniu wymogu radcowsko-adwokackiego. Gdy ja przystępowałem do konkursu większość kandydatów nie była radcami prawnymi czy adwokatami. Można było mówić o pewnej alternatywnej ścieżce kariery.

Reklama
Reklama

Czy to oznacza, że powinniśmy zrezygnować z tego wymogu?

Nie, skoro już poprzeczka została podniesiona, to nie powinno się jej obniżać. Tyle że za jej podwyższeniem powinny też iść większe pieniądze. Tymczasem członkowie Izby z każdym rokiem zarabiają relatywnie coraz mniej. Porównywałem kwotę bazową i od 2017 r. dla członka KIO wzrosła ona o kilkaset złotych, z 1,8 tys. zł do 2,3 tys. zł. Tymczasem dla sędziego w tym samym okresie kwota bazowa wzrosła z lekko powyżej 4 tys. do prawie 9 tys. zł, czyli ponad dwukrotnie. To powoduje, że frustracja w KIO narasta. Mówiąc wprost, boję się fali odejść.

To ile zarabia członek Izby?

Na początku, gdy nie ma jeszcze dodatku stażowego, jest to 9,15 zł netto. Przypomnę, że mówimy o adwokacie lub radcy prawnym. Który na dodatek, jako członek Izby, nie może też podejmować w zasadzie żadnych zajęć dodatkowych, bo choć teoretycznie możliwa jest praca na uczelni, to zgodnie z obecną interpretacją, tylko na podstawie umowy o pracę, a takich umów nikt osobom nauczającym dodatkowo nie daje.

Jest też kwestia kariery, której ścieżka dziś kończy się w samej KIO. Wystąpiliśmy już do ministra sprawiedliwości i komisji kodyfikacyjnej, by członkowie Izby mogli ubiegać się o wolne stanowiska sędziowskie. Bo dziś mogą to robić adwokaci i radcowie prawni, a my nie. Choć orzekamy w sprawach o wartości niejednokrotnie większej niż te, których dotyczy większość spraw w sądach okręgowych, a zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej KIO jest sądem.

Czytaj więcej:

Biznes Rozprawy przed Krajową Izbą Odwoławczą na nowych zasadach

Pro

To nie jest mój pierwszy wywiad z prezesem KIO i mam déjà vu. Od lat słyszę o brakach kadrowych, niesatysfakcjonujących płacach, trudnych warunkach. Podobnie jak o potrzebie zmiany statusu Izby, która dzisiaj jest podporządkowana administracyjnie UZP. Ten status, pana zdaniem, wymaga zmiany?

Usytuowanie Izby jest mocno kłopotliwe, gdyż nawet w drobnych sprawach jest ona uzależniona od decyzji prezesa UZP. Zakup nowych laptopów, organizacja szkoleń, nawet to, czy za rok uda nam się zorganizować konferencję jubileuszową – to wszystko zależy od dobrej woli prezesa UZP. W tej chwili tej dobrej woli nie brakuje, ale przecież różnie może być w przyszłości. Obawy są tym większe, że do przepisów wprowadzono możliwość powołania prezesa KIO spoza członków Izby.

Reklama
Reklama

Jestem jednak realistą i zdaję sobie sprawę, że w tej chwili nie ma szans na całkowitą odrębność. Zresztą byłoby to nieekonomiczne choćby ze względu na konieczność powielania obsługi informatycznej, kancelarii tajnej, ogólnie dublowania kadr.

Jednak sytuacja, w której Izba nie jest pracodawcą jej członków i ja, jako jej prezes, nawet urlopów udzielam na podstawie upoważnienia prezesa UZP, jest dziwna. Nie mogę choćby zobowiązać pracownika IT do naprawy czegoś. Dlatego za pewne minimum uznaję wyodrębnienie budżetu Izby oraz zwiększenie jej decyzyjności, na zasadzie podobnej do tej, jaka funkcjonuje w sądach, gdzie naczelnik wydziału ma chociażby wpływ na pracę sekretariatu. W dalekiej perspektywie Izba powinna zostać wpisana w system sądownictwa, przy zachowaniu kadr.

Co jeszcze powinno się zmienić?

Prawo zamówień publicznych. Przede wszystkim przepisy dotyczące rażąco niskiej ceny, które dziś są przywoływane w 40 do 60 proc. odwołań. W zasadzie w każdej sprawie taki zarzut można postawić, z czego strony korzystają. Dlatego zgłosiliśmy postulaty legislacyjne w kierunku większej swobody po stronie zamawiającego, jeśli chodzi o ocenę wyjaśnień rażąco niskiej ceny i odstąpienie od obligatoryjnego wzywania do tych wyjaśnień przy różnicy wynoszącej 30 proc. między ceną ofertową a wartością zamówienia, a także dookreślenie lub usunięcie pojęcia „istotnych części składowych”.

To ciekawe, bo wydawałoby się, że im większa będzie swoboda zamawiającego, tym więcej będzie podstaw do odwołań?

Gdyby jednak dać zamawiającemu więcej swobody, tak jak to jest przewidziane w unijnych dyrektywach, w których mowa bardziej o dialogu niż o wzywaniu do wyjaśnień, to wykonawcy mieliby większą szansę przedstawienia swych racji. Zamawiający zaś powinien móc uznać nawet niedoskonałe wyjaśnienia, gdy na podstawie wyjaśnień jest przekonany, że wykonawca jest zdolny wykonać zamówienie – lub wie to z doświadczenia. Ponadto postulujemy zmianę ciężaru dowodu – jeśli wykonawca twierdzi, że cena oferty innego wykonawcy jest nierealna, powinien tego dowieść.

Jakie jeszcze zmiany w przepisach proponuje KIO?

Doprecyzowanie przesłanki wykluczenia z art. 109 ust. 1 pkt 7 prawa zamówień publicznych. Dotyczy ona wykonawców, którzy nie wykonali lub w znacznym stopniu nie wykonali należycie umowy. Jest to mocno niedookreślone i wywołuje liczne spory. Tymczasem np. w Bułgarii prawo określa, jakiego proc. wartości umowy to nienależyte wykonanie może dotyczyć. Z góry więc wiadomo, że jeśli nie osiągnięto określonego pułapu, to nie ma po co składać odwołania.

Prawo drogowe
Sąd: za brak biletu parkingowego za szybą nie można karać dodatkową opłatą
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Konsumenci
Sąd: staruszka nie musi spłacać kredytu po zmarłym synu. Co zaważyło?
Praca, Emerytury i renty
Przez wojnę nie możesz wrócić z urlopu? Co na to prawo pracy
Ubezpieczenia i odszkodowania
Odwołane loty w obliczu wojny z Iranem. Kto ma szansę odzyskać pieniądze?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama