Gdy przed 20-30 laty ktoś potrzebował pieniędzy na szlachetny cel, był zdany na organizacje charytatywne albo własną siłę przekonywania. Mógł obdzwonić pięćdziesięciu znajomych, stanąć z kapeluszem w ręku pod kościołem albo wślizgnąć się do gabinetu prezesa wielkiej firmy, by błagać go o wsparcie.
Czytaj więcej
Skarbówka twierdzi, że anonimowe wpłaty na dobroczynne zbiórki nie są darowiznami. Trzeba je więc rozliczyć zgodnie z ustawą o PIT, co oznacza koni...
Dziś, dzięki publicznym platformom zbiórkowym, zrobiło się łatwiej. Można szybko dotrzeć do społeczności potencjalnych darczyńców znacznie liczniejszej niż uczestnicy niedzielnej mszy czy krąg własnych znajomych. Tak z tysiąca drobnych datków można uzbierać miliony złotych, by kogoś wyleczyć czy uratować walący się zabytek. Można też przed kamerą budować piramidę z hamburgerów i inkasować datki od masowej internetowej publiczności, najwyraźniej zachwyconej taką twórczością.
Swego czasu pewien spryciarz uzbierał przez internet sporą sumę, by wynagrodzić Sebastianowi Kościelnikowi utratę fiata seicento. Tak, tego zniszczonego w zderzeniu z potężnym wozem kolumny rządowej wiozącej premier Beatę Szydło. Pieniądze uzbierał, ale użył na swoje potrzeby. Bez nowoczesnych internetowych narzędzi taka kradzież by się nie udała.
Czytaj więcej
Fiskus upiera się, że anonimowe wpłaty dla internetowych twórców to nie darowizny. Nie korzystają więc ze zwolnienia z ustawy o podatku od spadków...
Internetowe zbiórki. Jaki podatek?
Zostawmy jednak na boku patologie. Gdy ktoś skutecznie zbiera pieniądze na bardziej lub mniej szczytne potrzeby, to tak czy inaczej przybywa mu – choćby na chwilę – bogactwa w kieszeni. Nic więc dziwnego, że interesuje się tym fiskus. Jeśli zbiórkę organizuje fundacja charytatywna, to pół biedy, bo prawo gwarantuje zwolnienie zebranych pieniędzy z podatków. Jeśli jednak zbierający taką organizacją nie jest, to musi się liczyć z tym, że fiskus uzna datki za darowizny albo potraktuje jak każdy inny zarobek. To drugie podejście jest korzystniejsze dla państwowej kasy, bo opodatkowanie dochodu jest wyższe niż darowizn.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie ma dziś w prawie podatkowym jednoznacznych reguł, jak traktować datki od wielu anonimowych darczyńców. Fiskus zmieniał swoje stanowisko w tej sprawie. Sądy próbują to różnie interpretować. Problem jednak istnieje, bo technika wyprzedziła prawo. Przydałyby się jasne reguły dla „podatku od datku”. Bo zbierający datki być może nawet taki podatek uczciwie zapłaci. Ważne, by wiedział, ile ma zapłacić i na jakich zasadach. Inaczej znów sądy będą obciążone długimi i kosztownymi dla wszystkich sporami.