Prawnicy otwarcie mówią już o zapaści w polskim sądownictwie, a najczęściej wymienianym objawem tego kryzysu są niewydolne sądy. Opinie praktyków potwierdzają statystyki. W ubiegłym roku na wyroki czekało się średnio o miesiąc dłużej niż w 2024 r. i blisko pół roku dłużej niż w 2011 r. Są też kategorie spraw, jak choćby sprawy upadłościowe, w których postępowania, i to tylko w pierwszej instancji, trwają średnio ponad cztery lata. Eksperci wskazują na dwie zasadnicze przyczyny tej zapaści: kryzys ustrojowy oraz braki kadrowe w sądach.

Brakuje tysiąca sędziów w polskich sądach. Etaty sędziowskie na wagę złota

Przed blisko rokiem Krajowa Rada Sądownictwa alarmowała, że w sądach może być już ponad 1 tys.. wakatów. Te braki mogą się jeszcze pogłębiać. Jak wynika bowiem z ministerialnych danych, w sądach orzeka obecnie 9129 sędziów, czyli o 15 orzeczników mniej niż przed rokiem. W 2015 r. w sądach powszechnych orzekało 9935 sędziów, czyli ponad 8 proc. więcej niż dziś. Coraz więcej sędziów przechodzi też w stan spoczynku.

Czytaj więcej

Miało być szybciej, a jest wolniej. Ile czekało się na wyrok sądu w 2025 r.

W konsekwencji referaty sędziów puchną, a w sądach robią się zaległości, za które płaci państwo. I to niemało. W 2025 r. za przewlekłość postępowań zasądzono ponad 7,5 mln zł odszkodowań, a w ostatnich 15 latach łącznie 82,4 mln zł.  W tej sytuacji każdy etat sędziowski jest na wagę złota. Część sędziów jednak nie orzeka, ale w ramach delegowania pełni funkcje administracyjne, m.in. w Ministerstwie Sprawiedliwości. Co ważne, mowa nie tylko o sędziach, ale także o: referendarzach, kuratorach, asystentach sędziów oraz urzędnikach sądowych, którzy również otrzymują delegacje do resortu.

Za czasów rządów PiS liczba sędziów delegowanych do resortu, a także pracowników sądów znacznie wzrosła, co, jak stwierdziła w raporcie NIK, było całkowicie nieuzasadnione. Miało się to zmienić po zmianie władzy. Po półtora roku od objęcia rządów przez obecną koalicję o blisko 20 proc. spadła liczba sędziów delegowanych do resortu. Tylko w pierwszych dniach w fotelu szefa MS Waldemar Żurek pożegnał się z 9 osobami delegowanymi do pracy w ministerstwie, a w następnym czasie z kolejnymi.

Więcej sędziów pracuje w ministerstwie, mniej sędziów orzeka w sądach. Rekordziści od 20 lat na delegacji

Jak się okazuje, ten chwalony trend niestety się odwrócił. Z najnowszych danych wynika, że liczba osób delegowanych z sądów do ministerstwa wzrosła. Jest ich obecnie 391, a przed rokiem było 382. Co istotne zwiększyła się też liczba sędziów na delegacji w resorcie z 114 do 124. Oznacza to wzrost o 9 proc. Mniej jest jednak tzw. długotrwałych delegacji. Jak ustaliliśmy, 23 sędziów przebywa na delegacji od 5 do 10 lat, 31 – powyżej 10 lat. Sześciu rekordzistów, czyli o jednego więcej niż przed rokiem, jest delegowanych do resortu od co najmniej 20 lat.

124 sędziów

jest obecnie delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości

Od sierpnia ubiegłego roku zakończyły się 23 delegacje sędziowskie do MS. W tym czasie jednak do resortu delegowano 27 sędziów. Co ważne, zniknęło zjawisko awansowania sędziów w trakcie delegacji. W ubiegłym roku żaden delegowany do resortu sędzia nie otrzymał awansu na wyższe stanowisko sędziowskie.

Wzrosła też nieco liczba asystentów sędziów delegowanych do ministerstwa z 57 do 61. Mniej jest za to w resorcie kuratorów i referendarzy sądowych. Nadal na dość wysokim poziomie – 112 – utrzymuje się liczba oddelegowanych do ministerstwa urzędników sądowych.

Zapytaliśmy resort sprawiedliwości, dlaczego coraz więcej sędziów pracuje w ministerstwie, a nie w sądach? – Praca w Ministerstwie Sprawiedliwości wymaga często bardzo specjalistycznej wiedzy i dużej praktyki w wykonywaniu pewnego rodzaju zadań. Co więcej, niektóre stanowiska w resorcie zgodnie z przepisami, mogą obejmować wyłącznie osoby posiadające status sędziego czy prokuratora. Stąd tak wysoka ich liczba – wyjaśnia wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart.

Przekonuje przy tym, że niezależnie od tego resort konsekwentnie wzmacnia kadry w wymiarze sprawiedliwości. – Chociażby w tym roku wzmocniliśmy sądy dodatkowymi 881 etatami, w tym – 150 etatów asesorskich, 325 asystenckich oraz 406 dla urzędników sądowych. Co więcej, po przywróceniu funkcjonowania legalnej KRS minister sprawiedliwości ogłosił już ponad 100 konkursów na stanowiska sędziowskie, które są właśnie przez KRS procedowane – wylicza wiceszefowa resortu.

Czytaj więcej

Mniej sędziów delegowanych do resortu Waldemara Żurka. Rekordziści tkwią na delegacji ponad 20 lat

Miejsce sędziego jest w sądzie, a nie w ministerstwie. Rząd chce ograniczyć delegacje sędziów

Te tłumaczenia nie przekonują sędziego Piotra Mgłośka z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. – To wygląda raczej na blankietową odpowiedź, a nie na merytoryczne wyjaśnienie wątpliwości, skąd bierze się wzrost liczby delegowanych sędziów do ministerstwie, skoro zakres wykonywanych tam przez nich czynności nie zmienił się w ostatnim czasie – mówi sędzia Mgłosiek.

Podkreśla przy tym, że delegowanie sędziego do ministerstwa wiąże się ze zwiększeniem obciążenia pracą innych sędziów. – W ubiegłym tygodniu do ministerstwa oddelegowana została sędzia z naszego sądu. Jej referat został podzielony na sędziów z wydziału karnego. Innymi słowy sędziowie ci, w tym ja, będą musieli zająć się sprawami, które ta sędzia miała rozpatrzyć. Poza tym zgodnie z procedurą postępowania w tych sprawach trzeba będzie prowadzić od nowa. A zdecydowana część spraw, które trafiły do mnie, jest już na końcowym etapie. Oznacza to, że będę musiał niebawem poinformować strony, że po kilku latach postępowania procesy będą musiały toczyć się od nowa – tłumaczy sędzia Mgłosiek.

Jego zdaniem ponad setką sędziów, którzy pracują obecnie w ministerstwie, można byłoby obsadzić w pełni dwa polskie sądy. – Dziesięciu sędziów więcej w ministerstwie to dziesięć wakatów w sądach i setki albo i tysiące spraw obywateli, które muszą czekać dużo dłużej na rozpatrzenie. Uważam, że delegacje pozaorzecznicze sędziów powinny być ostatecznością, a ich miejsce jest w sądzie, a nie w ministerstwie. Nadzór administracyjny nad sądami powinien zostać przekazany z resortu do Sądu Najwyższego. Dzięki temu wszelkie delegacje do MS zniknęłyby, a nadzór nad sądami nie będzie w rękach instytucji politycznej – mówi Mgłosiek.

Co ważne, liczba sędziów delegowanych do MS wzrosła, mimo że rząd zamierza ukrócić sędziowskie delegacje pozaorzecznicze. To jeden z celów rządowego projektu noweli prawa o ustroju sądów powszechnych, który trafił już do Sejmu. Proponowane w projekcie zmiany ograniczają czas trwania delegacji pozaorzeczniczych sędziego do czterech lat. Kolejna tego typu delegacja będzie mogła nastąpić zaś dopiero po upływie okresu równego okresowi delegowania, ale nie wcześniej niż po roku od zakończenia delegacji. Przy każdym delegowaniu sędziego do czynności administracyjnych trzeba też będzie uwzględniać wpływ delegacji na pracę sądu, w którym on orzeka. Proponowane przepisy eliminują też możliwość delegowania sędziego do Kancelarii Prezydenta, MSZ oraz Kancelarii Premiera.