Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kulisy zniknięcia i tajemniczego odnalezienia pięciu teczek operacyjnych z tajnego wydziału KSP.
  • Jakiego rodzaju informacje zawierały zaginione akta i dlaczego mogły one stanowić gratkę dla przestępców.
  • Dlaczego policjanci nieoficjalnie sugerują możliwy związek zaginięcia dokumentów z głośnymi aktami sabotażu w kraju.
  • Jaki jest związek „afery teczkowej” z zatrudnieniem w tej samej jednostce kontrowersyjnej sierżant „Doris”.

Z tajnego, szczególnie chronionego policyjnego obiektu, naszpikowanego kamerami i wejściówkami zginęło pięć teczek. Nikt nie wie na jak długo przepadły, w czyje ręce mogły się dostać i do czego posłużyć, zanim ktoś je z powrotem podrzucił. Wszystko to bada teraz prokuratura – ustaliła „Rz”.

- Śledztwo dotyczy niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy Policji z Wydziału Techniki Operacyjnej KSP poprzez utratę dokumentów niejawnych o klauzuli „poufne”, czym działano na szkodę interesu publicznego, tj. o czyn z art. 231 par. 1 kodeksu karnego – odpowiada nam prok. Bartłomiej Świderski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. I zaznacza: – Postępowanie ma na celu wyjaśnienie okoliczności związanych z zaginięciem dokumentacji, a także jej możliwym ujawnieniem lub udostępnieniem osobom nieuprawnionym.

Sprawa jest niezwykle zagadkowa, a dotyczy wydziału, który ze względu na specyfikę pracy, powinien funkcjonować w absolutnej ciszy – ale niedawno było o nim głośno ze względu na zatrudnienie tam Doroty K., ps. Doris, znanej z kontrowersyjnych zachowań i imprezowego trybu życia, która dopiero złapana z mefedronem, w atmosferze skandalu została wydalona z policji. Teraz wychodzi na jaw „afera teczkowa”.

Czytaj więcej

Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki

Pięć teczek i 22 dokumenty o klauzuli „poufne”

WTO to najbardziej zakamuflowany wydział w Stołecznej Policji. Nawet funkcjonariusze z innych pionów kryminalnych nie wiedzą, gdzie ma siedzibę, na budynku nie ma szyldu, a pracujący tam policjanci muszą posiadać certyfikaty bezpieczeństwa, bo na co dzień stykają się z materiałami niejawnymi o różnych klauzulach. Zakładają podsłuchy, śledzą i wieloma innymi sposobami inwigilują przestępców. Dlatego tym groźniejsze jest to, że właśnie w tym wydziale zaginęło pięć teczek, które zawierały w sumie – co potwierdza nam prokuratura – 22 dokumenty o klauzuli „poufne”.

Po prostu w pewnym momencie zorientowano się, że nie ma kilku teczek z prowadzonych obserwacji. Czas, w jakim zaginęły, jest bliżej nieokreślony, ale według naszych źródeł, brak dostrzeżono na przełomie maja i czerwca 2024 r. 

Początkowo miano szukać na własną rękę, licząc, że materiały np. podpięły się pod inne czy chowając je pomylono szafy. – Przetrząśnięto wydział, wszystkie pomieszczenia, a potem cały budynek, a nawet śmietniki, ale akt nigdzie nie było – wskazują nasi rozmówcy. Kierownictwo wydziału w końcu powiadomiło przełożonych, powołano komisję i ponownie, już komisyjnie zaczęto poszukiwania. – Budynek został dwukrotnie „wywrócony do góry” – słyszymy.

Aż nieoczekiwanie na początku marca 2025 r. teczki się odnalazły – na innym piętrze, w innym gabinecie, u byłego funkcyjnego policjanta, który nie miał pojęcia skąd się u niego wzięły (prawdopodobnie mu je podrzucono). – Przedmiotowe dokumenty, czyli 5 teczek zawierających w sumie 22 dokumenty o klauzuli „poufne”, odnalazły się. Zostały ujawnione w jednym z pokoi służbowych Wydziału Techniki Operacyjnej KSP w torbie na laptopa – odpowiada nam prok. Bartłomiej Świderski.

W styczniu tego roku wszczęto śledztwo. – To skutek sprawozdania sporządzonego przez pełnomocnika Komendanta Stołecznego Policji ds. Ochrony Informacji Niejawnych – wyjaśnia nam prok. Świderski.

Obecnie postępowanie toczy się w trzech wątkach: niedopełnienia obowiązków przez policjantów z WTO KSP „poprzez utratę dokumentów niejawnych o klauzuli „poufne”, czym działano na szkodę interesu publicznego”, w sprawie ujawnienia przez funkcjonariuszy tego wydziału osobie nieuprawnionej informacji „poufnych”, „co mogło narazić na szkodę prawnie chroniony interes”, a także w sprawie „ukrywania dokumentów o klauzuli „poufne” przez osoby, które nie miały prawa nimi wyłącznie rozporządzać”. – Nie ustalono dokładnej daty, kiedy przedmiotowe teczki zaginęły – mówi prok. Świderski.

Z oficjalnego zawiadomienia do prokuratury wynika, że fakt ich zaginięcia stwierdzono w połowie lutego 2025 r., a odnalazły się na początku marca 2025 r.

Pierwsza z dat wynika z przeprowadzenia formalnej inwentaryzacji. Jednak rzeczywista „nieobecność” teczek – według naszych źródeł – była znacznie dłuższa, ponieważ nieformalne poszukiwania akt ruszyły już w maju lub czerwcu 2024 r., a to oznaczałoby, że teczki zniknęły na ponad osiem miesięcy.

Sprawa jest tym bardziej zagadkowa, że obiekt posiada monitoring – na zewnątrz i w środku, jest chroniony przez specjalną służbę wartowniczą, bez kart dostępu nie można się ani dostać, ani poruszać po budynku. Czyli intruz tam nie wejdzie, a pracujący policjanci są pod nadzorem kamer. – Innymi słowy nikt nie mógł niepostrzeżenie dostać się do budynku i wynieść teczki, ani potem ich wnieść – uważają nasi rozmówcy. Według naszych źródeł, ówczesnemu kierownikowi sekcji zginęły cztery teczki, jego zastępcy – jedna.

Czytaj więcej

Chersoński ślad podpalaczy z ulicy Marywilskiej

Co mogły zawierać zaginione tajne teczki?

Wszystkie teczki miały dotyczyć prowadzonych obserwacji. Co mogły zawierać? – W tego typu materiałach zazwyczaj jest udokumentowany każdy ruch tzw. figuranta, jego kontakty, znajomości, to gdzie się poruszał – czy poszedł do restauracji czy do kasyna, jak się zachowywał, z kim się spotkał. To skarbnica wiedzy o inwigilowanym przestępcy lub osobie podejrzewanej, ale też o „kuchni” operacyjnej, czyli metodach i środkach zastosowanych przez funkcjonariuszy. To gratka dla środowisk przestępczych – zauważa jedno z naszych „źródeł”.

Źle, jeśli teczki zniknęły na ok. trzy tygodnie – gdy przyjąć oficjalną datę stwierdzenia braku, ale jeszcze gorzej, jeśli „wyparowały” na kilka miesięcy – oceniają nasze źródła.

W WTO pojawiły się spekulacje i domysły, czy zostały wyniesione na zewnątrz oraz komu i do czego mogły się przydać. Pojawiły się także obawy o dekonspirację funkcjonariuszy, prowadzących obserwację.

Jeśli prawdziwa jest nieoficjalna wersja, że zaginięcie teczek zauważono już w połowie 2024 r., to – jak słyszymy – jest to czas pojawienia się nowego typu przestępczości: aktów sabotażu w postaci podpaleń. W tym najbardziej spektakularnego podpalenia hali przy ul. Marywilskiej 12 maja 2024 r. W zabezpieczanie śladów i ustalanie sprawców zaangażowani byli stołeczni policjanci, według naszych rozmówców – także ci z WTO. Kogo i czego dotyczyły materiały z pięciu teczek – nie wiemy, i to wiedza poufna, jak i to, czy mogło chodzić o czynności związane z ustalaniem sabotażystów.

Sami policjanci nieoficjalnie przyznają, że dla środowisk przestępczych czy np. obcych służb, cenna jest już sama wiedza o procedurach i metodach, czyli tajnikach prowadzenia działań operacyjnych.

Czytaj więcej

Nie będzie kodeksu pracy operacyjnej. Rząd wprowadza obostrzenia dla służb przez rozporządzenia

„Kac moralny” po obecności sierżant Doris we wrażliwym wydziale

Dla WTO czas „afery teczkowej” był fatalny również z innego powodu – to okres, kiedy w wydziale pracowała osławiona sierżant Doris, czyli Dorota K., opisywana przez „Rz”, która została przyjęta do najtajniejszego wydziału mając dwuletni policyjny staż i na koncie udział – jako czynna policjantka – w patozawodach polegających na klepaniu się po pośladkach.

Dalsze losy sierżant „Doris” pokazały, że jej angaż do wydziału był chybiony – przyszła do WTO w 2023 r., a w maju 2025 r. wpadła z mefedronem (miała go przy sobie i w mieszkaniu) i do dziś nie wiadomo, kto ją ściągnął w tak newralgiczne miejsce (miały zdecydować jej „indywidualne predyspozycje”) – według naszych rozmówców była w dobrej zawodowej relacji z ówczesnym naczelnikiem WTO.

Kiedy w lipcu ubiegłego roku pisaliśmy o „Nietykalnej sierżant Doris”, w środowisku policyjnym już krążyły pogłoski o zaginionych dokumentach, a ówczesny rzecznik KSP odpowiadał nam, że „ta sprawa nie ma absolutnie żadnego związku ze zwolnioną policjantką z tego wydziału”. – Dziś zastanawiamy się skąd w stosunkowo spokojnym wydziale tyle dziwnych wpadek – komentują nasi rozmówcy.

Śledztwo siedleckiej prokuratury prowadzone jest w sprawie, a tym samym nikomu nie zostały przedstawione zarzuty. – Postępowanie jest w toku, realizowane są zaplanowane przez prokuratora referenta czynności, w tym m.in. przesłuchiwani są świadkowie, jak również gromadzona jest kluczowa dla śledztwa dokumentacja. Do chwili obecnej przesłuchano ośmiu świadków – mówi prok. Bartłomiej Świderski.

Po aferze zmieniono kierownictwo Wydziału Techniki Operacyjnej, a dwaj funkcjonariusze, którym zaginęły poufne akta (szef sekcji i zastępca) zostali ukarani dyscyplinarnie karą nieprzydatności do służby na dotąd zajmowanym stanowisku. Jeden z nich złożył w tej sprawie odwołanie.