Europa nie potrzebuje kolejnych raportów o tym, że traci konkurencyjność. Nie potrzebuje też następnych strategii. Potrzebuje decyzji, które zmniejszą bariery, uproszczą przepisy i pozwolą europejskim gospodarkom szybciej rosnąć. A w konsekwencji „realnie poprawią codzienne życie Europejczyków”, o czym pisał w „Rzeczpospolitej” premier Micheál Martin.
Irlandia nie jest przypadkowym rzecznikiem tej agendy. To kraj, który dobrze zrozumiał znaczenie otwartej gospodarki, inwestycji, konkurencji, dostępu do jednolitego rynku i przyjaznego otoczenia dla firm. Nazywana niegdyś „celtyckim tygrysem” Irlandia ma za sobą okres szybkiego rozwoju, możliwy dzięki wolnościowym fundamentom. Irlandczycy powinni o tych lekcjach pamiętać, a Unia się nimi inspirować.