Nie ma już wątpliwości, że po tym, jak 1 lipca Rada Najwyższa przyjęła przedstawioną przez prezydenta Zełenskiego ustawę, Panteon Narodowy w Ukrainie powstanie. I cokolwiek byśmy na ten temat myśleli, do ukraińskiego Panteonu trafią osoby, których nazwiska będą budzić w Polakach dreszcz negatywnej emocji. Co więcej, powinniśmy się z tym pogodzić, bo każdy – a jest panteonów w Europie (zarówno skodyfikowanych jak i nie) wiele – bardziej dzieli, niż łączy. Narodowe panteony są bowiem najczęściej pisane atramentem krwi i narodowych egoizmów. A na zaszczytne miejsce w panteonach zasługują zwykle najdzielniejsi z dzielnych, wodzowie, przywódcy, choćby i zbrodniarze.
Napoleon Bonaparte – dla Polaków i Francuzów bohater, dla Hiszpanów zbrodniarz
Przykłady? Pominę wodzów europejskich krucjat (XI- XIII wiek), którzy w naszej kulturze są szlachetnymi obrońcami chrześcijaństwa, a dla muzułmanów sprawcami rzezi i masakr. Spójrzmy na Napoleona Bonaparte; we francuskim panteonie to postać centralna, z grobowcem pod złotą kopułą Kościoła Inwalidów, a dla Hiszpanów to brutalny rzeźnik, topiący walkę narodowowyzwoleńczą w rzece krwi. Nie jest też kochany w Polsce cesarz bohaterem Niemców; sporo ich wyrżnął, zanim ostatecznie uległ Wellingtonowi i Blücherowi pod Waterloo. A skoro Bonapartem, to może warto wspomnieć o naszym Janie Leonie Kozietulskim? Czy zasługuje na miejsce w polskim panteonie? Chyba tak. Tyle że dla Hiszpanów to kat, który morderczą szarżą otworzył Francuzom drogę na Madryt.
Czytaj więcej
Gdyby Niemcy wylądowali na Księżycu, opletliby go siecią instytucji. Polacy otworzyliby tam Żabki. Historyczny spór z Ukrainą pokazuje, jak bardzo...
Ale skoro o Francji, to wspomnijmy jeszcze postać Ludwika Świętego; ów średniowieczny wzorzec chrześcijańskiego władcy. Ten sam monarcha dwukrotnie wybierał się z krucjatami na wschód, powodując śmierć kwiatu francuskiego rycerstwa i dziesiątek tysięcy broniących się przed najazdem muzułmanów. Przez granicę z Francją zajrzyjmy do Belgii. Tam wciąż stoją pomniki twórcy „potęgi” kolonialnej Belgii, króla Leopolda II Koburga, odpowiedzialnego za śmierć 10 mln mieszkańców Konga zamienionego w prywatny folwark. Hiszpania? Proszę bardzo, do dziś czci się tam konkwistadorów w typie Corteza czy Pizarra – sprawców holokaustu ludów pierwotnych obu Ameryk. Włosi czczą pamięć Garibaldiego, który uchodził w kręgach kościelnych XIX wieku za diabła. Niemcy Bismarcka, który o Polakach nie wypowiadał się najlepiej i był zwolennikiem ich wynarodowienia. Polacy? Cóż, Wiśniowiecki, wprawdzie Rusin, ale katolik, został wprowadzony do polskiego panteonu ręką pisarza Sienkiewicza; na Ukrainie nie uchodzi za wzorzec cnót. Rosję zostawię, bo tam kult rzeźników w stylu Suworowa czy Paskiewicza, a później Lenina czy Stalina – przybiera formy iście azjatyckie.
Ukraińcy, jak każdy naród, potrzebują mitów
Czy wystarczy już przykładów postaci z panteonów, które bardziej dzielą niż łączą? Z jednej strony jest więc kult historii. Musimy się do tego przyzwyczaić; w państwach narodowych, choćby i multietnicznych jest i będzie. Możemy tego nie lubić, buntować się przeciwko nadmiernemu eksponowaniu roli historii w relacjach między narodami, ale tego nie zmienimy. Będą zawsze, bo ludzie, społeczeństwa, narody potrzebują mitów. Tacy już jesteśmy.
Nikomu nad Renem nie przyszło do głowy, by do narodowego panteonu wprowadzać generałów Rommla, czy Guderiana; wybitnych niemieckich wojskowych, którzy nie zostali uznani za zbrodniarzy wojennych. W Bonn, a później w Berlinie rozumiano, że taka nobilitacja kogoś mogła zaboleć.
Osobną jednak sprawą jest to, czy słuszne jest, aby mitologia determinowała każdy aspekt relacji między społecznościami. Tu wracamy do Wołodymyra Zełenskiego. Suwerenna państwowość Ukrainy bywała w sensie historycznym epizodyczna. Dziś, po trzech dekadach niepodległości, wciąż się kształtuje. Ukraińcy potrzebują mitów i Zełenski świetnie to rozumie. Dlatego tworzy panteon. Ukraiński Panteon Narodowy ma stać na straży tożsamości narodowej, spajać ją, nadawać jej kierunek, sens i orientację. Być instrumentem kreowania narodowej dumy i poczucia godności. To naturalny krok w procesie narodotwórczym. Nie tak dawno temu byliśmy świadkami tego samego w Izraelu. Aksjologiczne fundamenty tamtego państwa też niekoniecznie nas cieszą i nie zawsze podzielamy dominujące w nim poglądy. A jednak nikt nie buntuje się przeciwko wyborom, których dokonano w Tel Awiwie.
Czytaj więcej
Po przyjęciu przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawy o utworzeniu Panteonu Narodowego głos zabrał szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki. Oceni...
Wracając do Kijowa i Zełenskiego, jeśli czegoś naprawdę można wymagać od niego, jako konstruktora ukraińskiej mitologii, to mądrości i rozsądku. Poplątane nici losów sąsiadujących narodów mogą łączyć albo dzielić. Mogą zacieśniać relacje albo je utrudniać. Zwłaszcza kiedy patrzy się w przyszłość. Dokładnie to wydarzyło się w latach powojennych między Niemcami i ich sąsiadami. Pomijając fakt, że historię piszą zwycięzcy, a nie przegrani, nikomu nad Renem nie przyszło do głowy, by do narodowego panteonu wprowadzać generałów Rommla czy Guderiana; wybitnych niemieckich wojskowych, którzy nie zostali uznani za zbrodniarzy wojennych. W Bonn, a później w Berlinie rozumiano, że taka nobilitacja kogoś mogłaby zaboleć.
Dylematy Wołodymyra Zełenskiego ws. Panetonu Narodowego
Dziś ten sam dylemat stoi przed Zełenskim. Musi dokładnie przemyśleć, jaką tradycję mitologizować, by kwestie historyczne nie przysłoniły realnych interesów i stosunków dobrosąsiedzkich Ukrainy. Histeryczna reakcja Warszawy na nobilitację UPA musiała mu dać do myślenia; nie jest przecież idiotą i rozumie geografię. Musi z tego wyciągnąć wnioski. Zapowiedź przyjazdu do Warszawy ministra Andrija Sybihy i wprowadzenia do ukraińskiego Panteonu Narodowego bohaterskiego generała Marka Bezruczki, to krok w dobrą stronę. Jeśli znajdzie się tam obok kawalera Orderu Orła Białego hetmana Iwana Mazepy, powinniśmy się cieszyć. To krok – z perspektywy Warszawy w dobrą stronę.
Pewnie w ukraińskim panteonie będą też inne nazwiska. Mniej przez Polaków lubiane. Ale nie reagujmy histerycznie. Patrzymy w przyszłość. I pomyślmy o stosunku Hiszpanów – do Napoleona. Można się wiele nauczyć.