Jakże pięknie prezentuje się defilada z okazji uroczystego święta. Obojętnie czy na Wisłostradzie, czy morska na gdyńskiej redzie. Nawet generał... (ze świątecznej okazji nie ujawnię który) miał sylwetkę prawie jak Rambo, a przestarzałe postamerykańskie fregaty wyglądały prawie jak nowiutkie z US Navy.
Chrzęst gąsienic, ryk silników... Publika to kocha
Jeszcze straszniejszy wrak, jakim jest postsowiecki podwodny ORP „Orzeł”, w ogóle się nie załapał. Defilady są przecież po to, aby wyglądać prawie jak... Dlatego kocha je publika, zapominając, że rację ma niezapomniana reklama piwa „Żywiec”, która powiada: „prawie” robi wielką różnicę... Istniały wszak całkiem pokaźne i pięknie umundurowane armie, które służyły jedynie do defilad; wyprowadzone na pole chwały, brały tam w skórę, jako źle uzbrojone i jeszcze marniej dowodzone. Nie wykluczam, że istnieją one nadal. Defiladowy krok podkutych buciorów ma oszałamiać swoją rytmiką, chrzęst gąsienic na stołecznym asfalcie ma uwodzić swoją potęgą, a ryk silników – zagłuszać zdrożne myśli. Dlatego publika je kocha... i tak dalej, i tak dalej.
Bez dostępu do technologii i nade wszystko bez własnych wynalazków nie poprawimy cywilnej produkcji, która nam służy i którą usiłujemy sprzedać na światowych rynkach
Ale nam wszystkim potrzebna jest prawda. Zwłaszcza teraz, kiedy ponad 170 mld zł z programu SAFE zostało wpompowane w nasze siły zbrojne i to nie zamiast, ale obok dotychczasowych zakupów. Każdy, kto choć trochę otarł się o gospodarkę, wie, że jednym z najważniejszych motorów innowacji technicznych we wszystkich jej dziedzinach są właśnie zbrojenia, oparte na własnym przemyśle, nie o kupno gotowego sprzętu; na defiladach nikt nie pyta o transfer technologii. Bez niego – już za 30-40 lat – trzeba będzie znowu kupić to samo, tylko pewnie droższe.
W wojsku jest inaczej niż w demokracji
Bez dostępu do technologii i nade wszystko bez własnych wynalazków nie poprawimy cywilnej produkcji, która nam służy i którą usiłujemy sprzedać na światowych rynkach. Przez dłuższy czas ograniczaliśmy się do tego, co można kupić z arsenału mocarstw i co ładnie prezentuje się na defiladach. Teraz przyszedł czas na coś więcej; czy Polska ma być tylko dostawcą taniej siły roboczej i miejsca pod uciążliwe fabryki? Niespodziewana kariera polskiej lekkiej rakiety przeciwlotniczej „Piorun”, która zdała egzamin na wojnach w Gruzji i w Ukrainie i którą – w tej samej procedurze SAFE – ma wkrótce zakupić kilka państw UE – stanowi dowód, że jest to możliwe.
Czytaj więcej
Wielka defilada z okazji Święta Wojska Polskiego za nami. Na niebie i ziemi zobaczyliśmy potęgę modernizacji: od F-35 po czołgi K2. Jednak za impon...
Czy, wytwarzając lepszą broń, będziemy też mieli lepsze lodówki, samochody i elektronikę? No i kto nam to powie? W wojsku jest inaczej niż w demokracji, tu obowiązuje przesławne „tak jest!”, a potem milczenie. Tutaj gadanie nie jest głupotą, jest zdradą; wciąż czyha na to potencjalny przeciwnik. Dlatego tak ważne jest zaufanie i odpowiedzialność, ale czy ich wystarczy?