Reklama

„Domek na prerii”: Dawno temu na pograniczu

Rzecz przyjemna, ale do bólu zachowawcza, poprawna, skierowana do jak najszerszej publiczności.
„Domek na prerii”, prod. Rebecca Sonnenshine dystr. Netflix

„Domek na prerii”, prod. Rebecca Sonnenshine dystr. Netflix

Foto: mat.pras.

Emitowany między 1974 a 1982 r. serial „Domek na prerii”, będący (wraz z kilkoma telewizyjnymi filmami) luźną adaptacją cyklu powieściowego Laury Ingalls, wypracował sobie równie kultowy status i wychował całe pokolenie widzów. A może nawet więcej niż jedno, bo podczas pandemii przyciągnął nową grupę fanów. Co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że oferuje barwną, ciepłą i krzepiącą ucieczkę od rzeczywistości.

Nie powinno też dziwić, że streamingowy gigant Netflix postanowił zreinterpretować tego klasyka. Współcześnie takie decyzje oznaczają zazwyczaj albo podkręconą brutalność i realizm, albo znaczące uwspółcześnienie historii i jej wydźwięku. Okazuje się jednak, że twórcy postanowili znaleźć równowagę między atmosferą oryginału i wprowadzeniem nowych perspektyw: z jednej strony wciąż mamy do czynienia z ciepłą, rodzinną, pełną optymizmu produkcją, która nie próbuje ani znacząco modyfikować, ani krytykować czy wyśmiewać klasyka. Z drugiej – nie ignoruje niewygodnych kwestii, na które oryginał pozostawał ślepy (m.in. wysiedlenia rdzennych mieszkańców, masowa grabież ziem).

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama