Powstanie kiedyś z pewnością (a od siebie dodam tylko: im szybciej, tym lepiej) słownik terminów przeinaczonych, zbiór wypaczonych sensów, jakie zagnieździły się w naszym języku. Obok wielu innych przykładów, takich jak „miłość”, „godność”, „humor” czy „cnota” nie może zabraknąć miejsca dla słowa „oryginalność”. Jemu, a więc i nam, którzy się nim posługujemy, wyrządzono niepowetowaną krzywdę. Nabrało pstrokatych barw, irytująco mętnego tonu i nade wszystko: posmaku zupełnie zbędnego wysiłku. Wytężone starania bycia innym niż każdy poprzedni. Pierwszym swego imienia, oryginalnym.