Przyjrzyjmy się trzem manipulacjom prawicy, które wywołały zupełnie niepotrzebny spór wokół pomocy dla Ukrainy. Tak jak wcześniej Ukraina niepotrzebnie sprowokowała spór wokół zbrodni UPA.
Manipulacja pierwsza. Kto naprawdę rozbroił polską obronę przeciwlotniczą?
Manipulacja pierwsza polega na tym, że PiS zarzuca obecnie rządzącym rozbrajanie polskiej obrony przeciwlotniczej, podczas gdy on tę obronę wzmacniał. W rzeczywistości wyglądało to jednak nieco inaczej.
W 2022 r. podstawę polskiego systemu obrony przeciwlotniczej stanowiły zmodernizowane, poradzieckie systemy takie jak NEWA SC, KUB, OSA i częściowo WEGA. W wojskach pancernych i zmechanizowanych wykorzystywano także zestawy ZSU-23-4 „Szyłka” (niektóre takie zestawy nadal są w służbie), częściowo zmodernizowane do standardu Biała (wymieniono w nich m.in. elektronikę, która pierwotnie oparta była jeszcze na lampach, tak jak w starych telewizorach). Nowoczesne systemy krótkiego zasięgu, jak polskie Grom/Piorun, Poprad czy Pilica, dopiero wchodziły do służby. Rakiety Patriot i CAMM przechodziły dopiero pierwsze testy i były – jak to się mówi – „nieoperacyjne”.
Spójrzmy teraz na listę sprzętu przekazanego Ukrainie przez rząd Zjednoczonej Prawicy, w którym szefem MON był Mariusz Błaszczak, który z zapałem wartym większej sprawy stara się być obecnie głównym recenzentem tego, co robi nowy szef resortu Władysław Kosiniak-Kamysz. Co na niej mamy?
Otóż znajdziemy na niej: zestaw WEGA S-200 (SA-5), wyrzutnie NEWA S-125SC (SA-3), zestawy ZSU-23-4 „Szyłka” oraz ZSU-23-2, zestawy OSA wraz z rakietami, rakiety do zestawów KUB. Zanim zdołaliśmy przebudować swoją obronę przeciwlotniczą, większość tego, co broniło wówczas polskiego nieba, zostało przekazane Ukrainie. Czy zatem pytanie, kto bardziej rozbroił Polskę: PiS przekazując większość starych, ale nadal sprawnych systemów przeciwlotniczych, co wówczas osłabiło obronę przeciwlotniczą, czy obecna koalicja przekazując – jak twierdzi – kilka rakiet Patriot PAC-3, jest chyba uzasadnione. Zaś odpowiedź, moim przynajmniej zdaniem, oczywista.
Czytaj więcej
Wiceszef MON Cezary Tomczyk przekazał, że Polska „umówiła się” z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte i USA, że za przekazanie Ukrainie „kilku...
Manipulacja druga. Czy PiS przekazywał Ukrainie tylko niepotrzebne uzbrojenie?
Manipulacja druga. PiS twierdzi dziś, że w przeciwieństwie do obecnie rządzących nie przekazywał Ukrainie nowoczesnego uzbrojenia, a jedynie stare poradzieckie wyposażenie. Owszem, większość uzbrojenia przekazanego Ukraińcom to był sprzęt poradziecki. Bo i jaki miał być, skoro w większości przypadków innego w Wojsku Polskim nie było. Abramsy i pierwsze czołgi K2 PiS zamówił dopiero po donacjach. Choć zamówił, to też swoisty eufemizm, bo w większości przypadków starczyło mu czasu na zawarcie jedynie umów ramowych, których realizacją (słusznie skądinąd) zajął się dopiero Kosiniak-Kamysz.
Nie jest jednak tak, że w ręce Ukraińców trafiało wyłącznie „stare” i do tego „radzieckie” uzbrojenie. Co słusznie politykom prawicy wytknął w czasie konferencji prasowej nowy szef MON. Na liście donacji znalazły się przecież także polskie Kraby czy Rosomaki oraz drony Warmate i FlyEye, których polskie wojsko jakoś przesadnie dużo nie posiadało. W ramach pomocy dla Ukrainy trafiły także polskie karabinki GROT i nowoczesne Pioruny. To nie było przestarzałe uzbrojenie tylko najlepsze, co mieliśmy podówczas na składzie.
Manipulacja trzecia. Co Polska może jeszcze dać Ukrainie?
Manipulacja trzecia polega na tym, że dziś zarówno PiS, jak i Konfederacja zarzucają rządzącym zbyt małą asertywność w relacjach z Ukrainą i oddawanie uzbrojenia za nic. Bez żadnej korzyści po polskiej stronie. Co dla każdego zdrowo myślącego rodaka ma zapewne oznaczać, że w czasach rządów PiS było inaczej. Kłopot polega jednak na tym, że to PiS oddał bez żadnych warunków mnóstwo polskiej broni Ukraińcom. I to ówczesna polska naiwność zbudowała w Ukraińcach przeświadczenie, że z Polską nie muszą się nadmiernie liczyć.
Bo i cóż Polska może im dziś jeszcze ofiarować? Na zamknięcie hubów logistycznych nie pozwolą Polsce zachodni sojusznicy. A na rozwiązanie kwestii członkostwa w Unii przyjdzie dopiero czas. Natomiast faktem jest, że obecna koalicja – jak zakładam nie bez przyczyny – nagłośniła spór z Ukrainą o myśliwce MiG-29, które mieliśmy Ukraińcom przekazać. Spór, który pokazuje wyjątkową asertywność ekipy Donalda Tuska i Kosiniaka-Kamysza w zabieganiu o polskie interesy.
Czytaj więcej
Wbrew temu, co deklarował wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, rząd nie ujawnia donacji sprzętu wojskowego dla Ukrain...
PiS dostarczył amunicji wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Szef PSL to wykorzystał
Po wszystkich tych uwagach trzeba zdać sobie jednak sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze: decyzja o przekazaniu zbrojenia Ukrainie była słuszna zarówno w czasach PiS, jak i jest słuszna obecnie. I dobrze, że Kosiniak-Kamysz wielokrotnie podkreślał, że decyzja PiS o przekazaniu uzbrojenia Ukrainie była decyzją dobrą. Polski interes narodowy przemawia za tym, by Ukraina w tej wojnie Rosji nie uległa. Z tego samego powodu, czy się nawzajem z Ukraińcami lubimy, czy nie lubimy, jesteśmy na siebie skazani jako polityczni partnerzy, sojusznicy i sąsiedzi. I to fakt, który powinien być dla nas oczywisty zarówno dziś, jak i w przyszłości, gdy oprócz bycia sojusznikami będziemy coraz częściej rywalizować otwarcie zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej.
Po drugie, nie czyniłbym PiS zarzutu z tego, że udzielił pomocy Ukrainie bezwarunkowo. O tym, że można było to zrobić lepiej, wiemy dopiero dziś, po doświadczeniach kilku lat trwania konfliktu za naszą wschodnią granicą i wspierania Ukrainy w jej walce z Kremlem.
I na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Zamieszanie polityczne wywołane przez PiS i Konfederację wokół przekazania Ukrainie rakiet PAC-3 to, moim zdaniem, dla szefa PSL (ale i dla Donalda Tuska) lepszy polityczny prezent niż ten, o którym w najśmielszych snach mógłby marzyć. I szef PSL ten prezent bezwzględnie wykorzystał. Bo chyba nikt nie wierzy, że konferencja zapowiadająca odtajnienie dokumentów o polskich donacjach dla Ukrainy wynika wyłącznie z zamiłowania szefa MON do transparentności.
Czytaj więcej
Najważniejszym celem Rosji przed szczytem NATO jest zatrzymanie zachodniej pomocy dla Ukrainy. Awantura o przekazanie Ukrainie rakiet do systemu Pa...
PiS zwyczajnie wystawił się na ciosy ze strony wicepremiera z PSL. I sam dostarczył mu amunicji, z której ten będzie mógł teraz do woli korzystać aż do wyborów. Twardego elektoratu PiS pewnie nie przekona. Ale ten mniej zdecydowany – kto wie. I po minie wicepremiera radość z tego faktu było wyraźnie widać.
Jest to jednak radość w dużym stopniu uzasadniona. Obecny szef MON zdecydowanie zrobił przez ostatnie dwa lata więcej, niż PiS udało się przez całe osiem lat rządów, nawet biorąc pod uwagę fakt, że część z tych dokonań wynika z działań rozpoczętych jeszcze przez poprzednią ekipę rządzącą. Zatem jak mawiała była premier Beata Szydło, taki prezent od losu mu się „po prostu należał”.