W oficjalnym programie szczytu w Ankarze na jego pierwszy dzień, czyli wtorek, Ukraina jest jedynym krajem wymienionym z nazwy. I to dwukrotnie. Jeden punkt dotyczy wspólnego wystąpienia sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego i prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, a drugi roboczej kolacji Rady NATO–Ukraina na poziomie ministrów spraw zagranicznych. 

W stolicy Turcji są też we wtorek przywódcy i ministrowie innych państw nienależących do sojuszu (w tym czterech monarchii Zatoki Perskiej oraz pozaeuropejskich krajów zaliczanych do szeroko pojętego Zachodu: Australii, Japonii, Korei Południowej i Nowej Zelandii), ale one nie zostały w ten sposób wyróżnione.

Czytaj więcej

Spójność NATO powinna zostać zachowana na szczycie w Ankarze

Dlaczego oczekiwania Ukrainy wobec szczytu NATO nie są duże?

Czego Kijów oczekuje po tym wyróżnieniu? – Szczerze? Ukraińcy w ogóle nie myślą o tym szczycie. I nie mają dużych oczekiwań. Problem polega na tym, że było już wiele szczytów, ale nie widzieliśmy po nich zmian sytuacji na polu walki – mówi „Rzeczpospolitej” Andrij Zahorodniuk, minister obrony Ukrainy w latach 2019-2020, a obecnie szef kijowskiego think tanku Centrum Strategii Obronnych (CDS).

– No, może są nadzieje, a nie oczekiwania, że prezydentowi Zełenskiemu uda się przekonać światowych przywódców, w szczególności prezydenta Trumpa, do zrobienia czegoś z pociskami do Patriotów. Właśnie w nocy, z niedzieli na poniedziałek był kolejny rosyjski atak na Kijów i wszyscy tu mówią, że wiemy, jak powstrzymać Rosję na froncie i robimy to całkiem dobrze, ale bez Patriotów nie wiemy, jak zatrzymać jej balistyczny terror. Rosjanie mówią, że atakują cele wojskowe, ale bombardują cele cywilne. Może liderzy rozważą danie nam licencji na Patrioty. To właściwie wszystko, czego byśmy oczekiwali – dodaje Zahorodniuk.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: List do NATO. Donald Trump nie od dziś błądzi w sprawie Ukrainy

Zełenski przewidział te nocne ataki. Kilka godzin wcześniej napisał na portalu X, że według danych wywiadowczych Rosja się do nich szykuje. 

– To typowe dla Putina: zaraz po obchodach amerykańskiego Dnia Niepodległości i tuż przed szczytem NATO w Ankarze Rosja chce uczynić więcej zła i zabić kolejnych ludzi – stwierdził ukraiński prezydent, przechodząc zaraz do apelu do „partnerów”: – Każde opóźnienie z pociskami dla naszej obrony powietrznej, pocisków do Patriotów, oznacza więcej zabitych, a to zachęca Rosję do kontynuowania wojny.

Osiemnaście lat temu liderzy sojuszu ustalili, że Ukraina zostanie członkiem NATO

Poprzedni szczyt, który odbył się w zeszłym roku w Hadze, zakończył się ogłoszeniem króciutkiej deklaracji, w której o Ukrainie jest mało i to w sposób sugerujący, że nie całe NATO ma wobec niej zobowiązania (jest mowa o „suwerennych zobowiązaniach” sojuszników w sprawie udzielania pomocy). 

Wcześniej, przed drugą kadencją Donalda Trumpa, deklaracje były kilka razy dłuższe. Ale w sprawie Ukrainy nie wyszły poza zapowiedź z 2008 r.,  jeszcze ze spotkania w Bukareszcie, że kraj ten, podobnie jak Gruzja, „zostanie członkiem NATO”. 

Zaraz po rozpoczęciu przez Rosję wielkiej wojny w 2022 r. Ukraina (i część sojuszników, zwłaszcza z naszego regionu), oczekiwała konkretów, potwierdzenia tego zapewnienia z Bukaresztu. Prezydent Zełenski nawet sugerował, że nie pojawi się na wileńskim szczycie w 2023 r., jeżeli ich nie będzie. A gdy już ruszył do stolicy Litwy, zamieścił gniewny wpis na portalu społecznościowym, co na późniejszej kolacji z przywódcami krajów NATO doprowadziło do oskarżania go o niewdzięczność. 

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Europa słyszy od USA „wystarczy”. Cwani Polacy nie wierzą

To był jeszcze (przedostatni) szczyt z udziałem prezydenta Joe Bidena. Już wtedy stało się jasne, że członkostwo w NATO nie jest możliwe w dającej się przewidzieć przyszłości, albo i nigdy. Teraz, w czasie konfliktów między Trumpem a europejskimi przywódcami, tym bardziej. Temat zniknął.

Finansowa odpowiedzialność za wspieranie Kijowa spada na Europę

Jest to też czas spychania Europy na dalsze miejsce na liście strategicznych interesów Stanów Zjednoczonych – za półkulę zachodnią oraz region Azji i Pacyfiku. Co wiąże się z mniejszą obecnością wojsk amerykańskich na naszym kontynencie i przekazywaniem Europejczykom odpowiedzialności za europejską obronę. Deklaracja po ankarskim spotkaniu, którą poznamy w środę, zapewne też nie będzie długa. 

Członkowie NATO

Członkowie NATO

Foto: PAP

Podczas szczytu G7 we Francji w połowie czerwca Donald Trump wykazał się przychylnością wobec Zełenskiego, podpisał się pod oświadczeniem, wspominającym o „niezachwianej pomocy” dla Ukrainy. A potem nawet zapewniał, że w zeszłym roku nie obiecał Władimirowi Putinowi, że w zamian za zawieszenie broni będzie mógł zaanektować cały obwód doniecki (którego część nadal kontroluje Kijów). Nie jest jasne, ile z tej przychylności dotrwało do Ankary. 

Jak na to przekładanie odpowiedzialności na Europę patrzy Ukraina? – Finansowa odpowiedzialność [za wspieranie Kijowa – red.] już przeszła na Europę. Od półtora roku USA nie dały Ukrainie ani grosza. Kupujemy za europejskie pieniądze amerykańską broń po cenach komercyjnych – mówi mi były ukraiński minister obrony. 

– Popieramy ideę większej autonomii Europy w sprawach bezpieczeństwa. Zresztą wiele krajów europejskich już ponosi większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Mentalna przemiana ku strategicznej autonomii już zachodzi – dodaje Andrij Zahorodniuk.