W wywiadzie przeprowadzonym w przeddzień szczytu NATO, Sikorski odniósł się do swoich wcześniejszych wypowiedzi ostrzegających o możliwych prowokacjach Rosji wobec Polski. Szef MSZ ocenił, że Rosja nie ma sił, by zaatakować NATO frontalnie, a gdyby miała taki zamiar, byłoby to widoczne po ruchach jej wojsk. Dodał jednak, że możliwa jest np. „operacja pod fałszywą flagą”.

Radosław Sikorski: Rosja planowała prowokację w 2022 roku. Nie zrobiła tego, bo amerykański wywiad zaczął przed nią ostrzegać

– To, do czego są zdolni, to jakiegoś rodzaju prowokacja z użyciem działań pod fałszywą flagą i dronów – być może ukraińskich dronów – i następnie udawanie, że odpowiadają na nasz fałszywy, nieistniejący atak – mówił szef MSZ. – Oni grają w takie gry, musimy być na to przygotowani. Musimy im powiedzieć, i to właśnie robimy, że wiemy, że zmierzają one do niczego dobrego – dodał.

Czytaj więcej

Szczyt NATO w Ankarze: Europa chce poznać plan Trumpa

Szef polskiej dyplomacji przypomniał ostrzeżenia amerykańskiego wywiadu z 2022 roku o tym, że Rosja szykuje prowokacje mające stanowić casus belli i usprawiedliwienie inwazji na Ukrainę. – To powstrzymało Rosjan od faktycznego zrobienia tego (fabrykowania fałszywego pretekstu – PAP) – powiedział Sikorski. – Mam więc nadzieję, że te ostrzeżenia oznaczają, że Putin nie naciśnie guzika prowokacji – dodał.

Radosław Sikorski o zmieniającej się roli USA w Europie. Stany Zjednoczone w roli „kawalerii zza wzgórza”

Szef polskiej dyplomacji zapewnił jednocześnie, że Warszawa nadal ufa amerykańskim gwarancjom bezpieczeństwa i domaga się drugiej (po bazie w Redzikowie) stałej bazy USA na terytorium Polski, mimo że – jak dodał – dalsze redukcje amerykańskich wojsk w Europie „wyraźnie nadchodzą”.

Zapytany, czy demonstracja jedności NATO jest w Ankarze możliwa w sytuacji, gdy prezydent USA publicznie atakuje przywódców sojuszniczych państw, Sikorski odpowiedział, że „można się kłócić o poziomy wydatków i wciąż być dobrymi sojusznikami”. Wicepremier przekonywał też, że Sojusz „jest silniejszy od czasu, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę”, wskazując na wejście Finlandii i Szwecji oraz na skokowy wzrost europejskich wydatków obronnych, częściowo pod presją prezydenta Trumpa.

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Foto: PAP

Prowadzący rozmowę dziennikarz wprost zapytał, czy Polska nie podziela wyrażanych w Europie wątpliwości co do wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. – Tak, mamy zaufanie  – odparł Sikorski. – Mamy amerykańskie wojska na naszej ziemi i prosimy o więcej, w tym o drugą stałą bazę. Mamy już bazę obrony przeciwrakietowej, która chroni głównie Amerykę, ale też Europę – dodał.

Do argumentu, że część sojuszników skarży się na brak konkretnych korzyści w zamian za rosnące wydatki, Sikorski odpowiedział pytaniem: – Jeśli ktoś naprawdę tak myśli, że mniej ufa USA, to powinien więcej wydawać na obronność, nie sądzi pan?

Odnosząc się do zapowiedzi szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha dotyczących kolejnych redukcji amerykańskiej obecności w Europie, Sikorski przyznał, że „redukcje wyraźnie nadchodzą”, a Stany Zjednoczone „wymagają od nas w Europie większych zdolności konwencjonalnych” – same natomiast pretendują do roli „kawalerii zza wzgórza”.

Zaznaczył przy tym, że nawet przy przesunięciu wojsk USA w inne regiony, Europa nadal będzie korzystać z amerykańskiej obecności i wsparcia, m.in. logistycznego czy wywiadowczego.