Korespondencja z Nowego Jorku

Tradycjonaliści pozywają władze i prowadzą działania lobbingowe, aby przywrócić pomniki generałów Konfederacji, Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych oraz europejskich odkrywców. Wiele z tych monumentów zniknęło z placów miejskich i innych przestrzeni publicznych podczas protestów przeciwko przemocy policyjnej i rasizmowi, które wybuchły w czasie pandemiipo zabójstwie George’a Floyda w 2020 r.

Columbus, stolica stanu Ohio, nazwana na cześć Krzysztofa Kolumba, usunęła wówczas sprzed ratusza mierzący około 6,7 metra wysokości i ważący 3 tony pomnik swojego patrona. Władze miasta uznały, że podarowany w 1955 r. przez partnerskie włoskie miasto Genuę monument zaczął symbolizować „patriarchat, ucisk i podziały”. – Nie będziemy już żyć w cieniu naszej brzydkiej przeszłości – powiedział wówczas burmistrz Andrew Ginther, przedstawiciel Partii Demokratycznej. 

Czytaj więcej

Chaos ogarnął Amerykę po śmierci George'a Floyda

Usunięcie pomnika sprzed ratusza zwieńczyło lata debaty nad dziedzictwem patrona, które krytycy wiążą z brutalnym podbojem i podporządkowaniem rdzennych cywilizacji obu Ameryk. W 2018 r. miasto zmieniło nazwę Dnia Kolumba na Dzień Ludów Rdzennych. Park imienia Kolumba został przemianowany na Warren Square Park, od nazwy ulicy Warren, przy której się znajduje. W czerwcu 2020 r. Columbus State Community College też usunął ze swojego kampusu pomnik Kolumba. 

Pomnik Kolumba należący do miasta Columbus leży obecnie na plecach, owinięty od stóp do głów w żółtą taśmę, na terenie ogrodzonego magazynu. W kwietniu koalicja organizacji włosko-amerykańskich złożyła pozew do sądu federalnego, twierdząc, że usunięcie pomnika było niezgodne z prawem, i domagając się jego przywrócenia. – Milcząca większość zaczyna zabierać głos. Doszliśmy do punktu, w którym te wszystkie rzeczy są człowiekowi narzucane na siłę i tylko do pewnego momentu można je znosić – powiedział Jack Conte, organizator pozwu w wywiadzie dla „Wall Street Journal”.

Administracja Trumpa pomaga

Administracja Donalda Trumpa patronuje ruchowi przywracania pomników. W październiku ub. roku na Judiciary Square w stolicy kraju ponownie stanął posąg generała Konfederacji Alberta Pike’a, który został usunięty przez protestujących i podpalony w czerwcu 2020 r. Administracja Donalda Trumpa zarządziła przywrócenie go. – Jest to zgodne z obowiązkami władz federalnych wynikającymi z przepisów dotyczących ochrony zabytków, a także z niedawnymi rozporządzeniami wykonawczymi nakazującymi upiększanie stolicy kraju oraz ponowne ustawienie wcześniej istniejących pomników – podał National Park Service.

Czytaj więcej

Bohaterowie przeszłości muszą odejść

W marcu administracja ustawiła w pobliżu Białego Domu pomnik Krzysztofa Kolumba – replikę monumentu, który demonstranci zatopili w porcie Inner Harbor w Baltimore podczas protestów w 2020 r. Replika została podarowana przez Conference of Presidents of Major Italian-American Organizations. Jej przewodniczący, Basil Russo – były polityk z Cleveland – stwierdził, że Kolumb stał się kozłem ofiarnym obwinianym za zachodni kolonializm. W liście z podziękowaniami do Russo Donald Trump nazwał Kolumba „pierwszym amerykańskim bohaterem oraz jednym z najbardziej odważnych i wizjonerów, jacy kiedykolwiek stąpali po ziemi”. 

Departament Spraw Wewnętrznych niedawno ustawił w waszyngtońskim Freedom Plaza pomnik Cesara Rodneya, sygnatariusza Deklaracji Niepodległości ze stanu Delaware i właściciela niewolników. Monument został usunięty ze swojego miejsca w Wilmington w stanie Delaware w 2020 r. i trafił do magazynu. – Albo świętuje się 250. rocznicę i historyczne postacie oraz wydarzenia, wchodząc w dramat heroicznych wyborów dokonanych przez pokolenie rewolucjonistów albo pozostawia się to tym, którzy chętnie zniekształcają naszą historię i wykorzystują ją jako narzędzie polityczne – powiedział cytowany przez „Wall Street Journal” Vince Haley, doradca prezydenta ds. inicjatyw związanych z rocznicą.

Debata o pomnikach wciąż trwa

Pomniki, które w 2020 r. z wielkim zapałem były usuwane, a teraz z niemałym entuzjazmem przez część społeczeństwa przywracane, nie przestają dzielić Amerykanów.  – Chcą przywrócić wartości, które omal nie zniszczyły naszego kraju podczas wojny secesyjnej, które omal nie zniszczyły go podczas ruchu praw obywatelskich, a także w ciągu ostatnich dziesięciu lat – zwłaszcza od śmierci George’a Floyda – i które nadal niszczą ten kraj – powiedział w wywiadzie dla NBC News Jason Carter, jeden z organizatorów protestu w 2020 r. Jego zdaniem, przywrócenie pomnika to „część niepokojącego trendu”.

Czytaj więcej

#BlackLivesMatter. Wyrok na białą cywilizację?

Podobne głosy słychać w wielu innych miejscach w kraju. W grudniu w Marion Square w Charleston w Karolinie Południowej niespodziewanie pojawił się kamienny znacznik drogowy upamiętniający Roberta E. Lee, generała Konfederacji. Ustawiono go przy jednej z głównych arterii miasta, w miejscu będącym centrum pikników i lokalnych uroczystości. Wilmot Fraser, jedyny czarnoskóry członek miejskiej komisji historycznej, nazwał pomnik „potwornością”. Stwierdził, że organizacja Fourth Brigade of the South Carolina Militia będąca właścicielem skwerku „spiskuje, by wskrzesić Konfederację” i że pomnik powinien stanąć na cmentarzu Konfederatów, bo to „bardziej odpowiednie miejsce dla niego”. Natomiast prezes Fourth Brigade stwierdził, że zadaniem jego organizacji jest „bronić wojskowej historii Karoliny Południowej, a zwłaszcza Charlestonu – i właśnie temu służy ten pomnik”. 

W marcu drużyna baseballowa Texas Rangers ogłosiła w mediach społecznościowych powrót do przestrzeni publicznej pomnika „One Riot, One Ranger”. Licząca około 3,7 metra rzeźba z brązu przedstawiająca funkcjonariusza Texas Rangers została usunięta z lotniska Dallas Love Field w 2020 r. po pojawieniu się zarzutów, że były funkcjonariusz, który posłużył jako model do stworzenia pomnika opowiedział się po stronie przeciwników desegregacji szkoły średniej w 1956 r. 

Pod internetowym wpisem pokazały się setki komentarzy. – No i świetnie! Trzeba przywrócić całą naszą historię, którą schowano do magazynów – napisał jeden z komentujących. – Rasistowski, nietolerancyjny i cofający nas wstecz krok ze strony Texas Rangers – odpowiedział inny. – Celebrowanie dziedzictwa osoby związanej z blokowaniem integracji rasowej nie jest zachowywaniem historii. To gloryfikowanie niesprawiedliwości – napisał kongresman Marc Veasey, Demokrata z Teksasu.

Nicole Moore, prezes National Council on Public History, organizacji zrzeszającej historyków i administratorów muzeów, również uważa, że niektóre pomniki nie powinny wracać do przestrzeni publicznej. – Ludzie są skomplikowani. Ale rasizm nie jest skomplikowany. Ludobójstwo nie jest skomplikowane. Kiedy znamy historię, musimy zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcemy celebrować tę osobę? – powiedziała w wywiadzie dla „Wall Street Journal”.