Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób afera w państwowej agencji lotniczej, dotycząca fałszywego CV i wysokich zarobków, doprowadziła do dymisji rządu.
- Jaką rolę w skandalu odegrały osoby spokrewnione z prezydent Mołdawii i jak na oskarżenia zareagował obóz rządzący.
- Dlaczego ujawniony skandal jest, zdaniem ekspertów, zaledwie „kroplą w morzu” problemów z korupcją w państwie.
- Jakie konsekwencje dla proeuropejskich aspiracji Mołdawii może mieć obecny kryzys polityczny.
– Nie mogę dłużej kontynuować swojej misji w zgodzie z moimi zasadami i przekonaniami – stwierdził w krótkim wpisie w serwisie X Munteanu.
Jest doświadczonym ekonomistą i miał gruntownie reformować kraj, torując Mołdawii drogę do UE, ale w poniedziałek stwierdził, że otrzymał propozycję współpracy z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku i zamierza udać się z wykładami do USA. Wraz z nim, w świetle prawa mołdawskiego, do dymisji podaje się cały rząd. W Kiszyniowie nikt nie ma jednak wątpliwości, że kluczem do zrozumienia sytuacji jest afera korupcyjna, która od tygodni zatruwa obóz rządzący.
Afera w Mołdawii. Od fałszywego CV do dymisji
W połowie czerwca dziennikarze śledczy ze znanego portalu Ziarul de Gardă (ZdG) ujawnili aferę, w centrum której znalazł się nieznany dotychczas szerszej opinii publicznej Dumitru Vangheli – prezes najważniejszej państwowej instytucji odpowiedzialnej za zarządzanie ruchem lotniczym i kontrolą przestrzeni powietrznej, MoldATSA. Na stanowisko trafił już po wygranych przez ugrupowanie prezydent Mai Sandu, PAS, wyborach. Dziennikarzom nie chodziło tylko o to, że podniósł m.in. sobie wynagrodzenie do 110 tys. lejów mołdawskich (równowartość 23 tys. zł) w kraju z niemal dziesięciokrotnie niższą średnią krajową pensją. Okazało się, że człowiek, który zarządzał przestrzenią powietrzną, skłamał w swojej oficjalnej biografii, twierdząc, że zdobył wykształcenie oraz doświadczenie pilota w Air Canada. Tam dziennikarze usłyszeli zaprzeczenie tym informacjom. Nie widziano go też we wskazanej przez niego kanadyjskiej szkole lotniczej. Vangheli został zdymisjonowany i pociągnął za sobą polityków koalicji rządzącej, którzy rekomendowali go na to stanowisko.
Czytaj więcej
Kiszyniów zaczął proces formalnego opuszczania prorosyjskiej Wspólnoty Niepodległych Państw. Prezydent Maia Sandu mówi, że głosowałaby nawet za poł...
Przez to deputowany PAS Radu Marian zrezygnował z funkcji przewodniczącego parlamentarnej Komisji Gospodarki, Budżetu i Finansów. Stanowisko stracił też Roman Cojuhari, który jako szef Agencji Własności Publicznej (APP) miał nadzorować proces rekrutacji do zarządu MoldATSA.
Kuzynka prezydent w centrum skandalu
Prawdziwe trzęsienie ziemi w Kiszyniowie wywołał Dragoș Galbur, który stoi na czele nacjonalistycznej i opowiadającej się za zjednoczeniem z Rumunią Mołdawskiej Partii Narodowej. Ujawnił, że Anastasia Taburceanu, kuzynka prezydent Mai Sandu, również jest zatrudniona w MoldATSA i pobiera wynagrodzenie w wysokości 120 tys. lejów mołdawskich (ponad 25 tys. zł), czyli niemal sześciokrotnie wyższe niż pensja spokrewnionej z nią przywódczyni państwa mołdawskiego. Taburceanu również podała się do dymisji i tłumaczyła, że większość jej wynagrodzenia stanowiły dodatki i premie, które obiecała zwrócić. Oprócz tego była też zatrudniona przy rządowych projektach finansowanych przez UE. Prezydent odcięła się od swojej kuzynki i przekonywała, że nie wiedziała, gdzie była zatrudniona. – Niestety, w każdej albo prawie każdej rodzinie jest przynajmniej jedna osoba, która robi głupstwa i sprawia kłopoty – komentowała.
Czytaj więcej
Mołdawian najwyraźniej wystraszyła wizja totalnego chaosu i wojny z Ukrainą. Dają drugą szansę partii Mai Sandu.
Dziennikarze zdążyli jej zaś wyciągnąć to, że jej brat stoi na czele jednej z filii państwowej spółki energetycznej, ale tam już wydano oświadczenie, że pracuje w branży od niemal trzydziestu lat. Prześwietleniem zarządów spółek państwowych miał zająć się rząd Munteanu, ale podał się do dymisji.
Cień korupcji nad integracją z UE. Ekspert: To, co wyszło na jaw, jest jedynie kroplą w morzu
– Dymisja rządu jest skutkiem nagromadzonych problemów i jednym z nich jest afera z udziałem krewnych prezydent Mai Sandu. Korupcja niestety wciąż zatruwa mołdawskie społeczeństwo, przedsiębiorstwa państwowe i cały system zarządzania krajem. To, co wyszło na jaw, jest jedynie kroplą w morzu. Podobna sytuacja jest niemal w każdej spółce państwowej – mówi „Rzeczpospolitej” Alexei Tulbure, kiszyniowski politolog i były ambasador Mołdawii przy ONZ. Jak twierdzi, służby antykorupcyjne nie „reagują jak należy” i „oglądają się na partię rządzącą”.
– Gdy pięć lat temu PAS objął władzę w kraju, Maia Sandu powiedziała, że „wszystko będzie inaczej”. Myśleliśmy, że będzie reforma systemu zarządzania krajem i odpolitycznienie instytucji antykorupcyjnych, tak jak to było w Polsce czy państwach bałtyckich. Niestety nic się nie zmieniło. To cios w naszą integrację europejską – dodaje.
Czytaj więcej
Wielu ludzi oddało swój głos nie partii rządzącej, lecz Unii Europejskiej – mówi „Rzeczpospolitej” Alexei Tulbure, kiszyniowski politolog i były am...
Uważa, że władze w Kiszyniowie jak najszybciej, we współpracy z instytucjami międzynarodowymi, muszą zdecydować się na utworzenie służby antykorupcyjnej całkowicie niezależnej od polityków.
– W przeciwnym wypadku może to źle się skończyć dla proeuropejskich sił w Mołdawii. Alternatywy nie mamy, bo pozostają partie prorosyjskie i zwolennicy zjednoczenia z Rumunią, na co nie ma zgody większości społeczeństwa – twierdzi Tulbure.
W przeszłości korupcja już doprowadzała do upadku proeuropejskiego rządu w Mołdawii (za czasów premiera Vlada Filata), a gdy w kraju wybuchła afera stulecia (związana z wyprowadzeniem z systemu bankowego miliarda dol.), kraj w rankingu Transparency International pod względem korupcji był na poziomie Etiopii i Dominikany. W zeszłorocznym zestawieniu Mołdawia co prawda wyprzedziła Węgry i Bułgarię, ale nadal ma przed sobą daleką drogę do poziomu Polski czy państw bałtyckich, nie wspominając już o Skandynawii czy Europie Zachodniej.