– Dialog o połączeniu z Rumunią nie może być więcej tematem zakazanym – powiedział Mihai Popsoi. Przyznał, że na ewentualnym referendum zjednoczeniowym głosowałby „za”, bowiem ma podwójne obywatelstwo – rumuńskie oprócz mołdawskiego. Okazał się kolejnym, po pani prezydent Mai Sandu i premierze Aleksandru Munteanu, kiszyniowskim politykiem z rumuńskim obywatelstwem.
Posiadanie dokumentów sąsiedniego kraju jest w Mołdawii bardzo popularne. Oba kraje łączy język i kultura, choć dzieli historia.
Większość Mołdawian ma obywatelstwo Rumunii, ale wcale nie chce zjednoczenia
Mołdawia przez cały XIX wiek (jako gubernia besarabska) należała do Rosji. Po rozpadzie caratu przyłączyła się do Rumunii, ale Związek Sowiecki nigdy tego nie uznał. Na sowieckich mapach oznaczana była jako „strefa rumuńskiej okupacji”.
Mołdawia
Stalin anektował Mołdawię po pakcie Ribbentrop-Mołotow. Z imperium Kiszyniów wydostał się w 1991 roku. Ale wraz z prezentem od Stalina. Dołączył on do niej „Mołdawską Republikę Socjalistyczną”. Wcześniej kazał ją utworzyć na terenie Ukrainy jako przyczółek do ekspansji właśnie na Mołdawię. Był to pas ziemi na wschodnim brzegu Dniestru, na którym obecnie istnieje separatystyczne Naddniestrze.
Czytaj więcej
Władimir Putin chce decydować o losie Mołdawii, Ukrainy czy Gruzji, a przynajmniej siedzieć przy stole, przy którym decydują się losy Europy. Osiąg...
– Czynnik rumuński stał się częścią codziennego życia w Mołdawii: w republice wydają rumuńskie paszporty, działają programy wymiany na studia na rumuńskich uniwersytetach. Między obu krajami do tej pory nie podpisano umowy o granicy państwowej, za to działa wspólna kontrola graniczna na niej – opisuje sytuację jeden z rosyjskich analityków.
Obecnie w Mołdawii na 2,4 mln mieszkańców około 1,5 mln posiada rumuńskie obywatelstwo. Mimo to jednak, i mimo powszechnego poczucia wspólnoty językowej i kulturowej, jedynie ok. 30 proc. Mołdawian opowiada się za zjednoczeniem z Rumunią. Przeciwnych jest ponad połowa.
Kreml przeciwny integracji Mołdawii z Rumunią, ale przede wszystkim z Europą
Odwrotnie jest w przypadku wstąpienia do Unii Europejskiej: niewielka większość Mołdawian dość stabilnie i od lat jest za tym. – Naszym strategicznym celem jest zjednoczenie się w wielkiej, europejskiej rodzinie, w tym z naszymi braćmi zza rzeki Prut (po której biegnie granica z Rumunią–red.) – mówił szef dyplomacji Popsoi.
Ale od chwili ogłoszenia niepodległości przez Mołdawię w 1991 roku. Kreml jest przeciwny jej zjednoczeniu z Rumunią, a teraz i Unią Europejską. Wykorzystuje do tego separatystyczne Naddniestrze, w którym stacjonują jego oddziały. Większość z ok. 2 tys. żołnierzy rosyjskiej armii stanowią miejscowi mieszkańcy. Na wschodnim brzegu Dniestru bowiem – inaczej niż na zachodnim – około 200 tysięcy z pół miliona ludności ma obywatelstwo rosyjskie.
Obecnie będzie ich więcej, ponieważ Władimir Putin podpisał dekret umożliwiający przyznawanie rosyjskiego obywatelstwa w Naddniestrzu „w sposób uproszczony”. – Widać, że rosyjskie władze wzięły kurs na dalsze wchłanianie Naddniestrza. A to przecież tył ukraińskiego frontu. Plus jest to region, który nie pozwala Mołdawii normalnie zintegrować się z Unią – wyjaśnia emigracyjny rosyjski politolog Iwan Preobrażenski.
Czytaj więcej
Kiszyniów zaczął proces formalnego opuszczania prorosyjskiej Wspólnoty Niepodległych Państw. Prezydent Maia Sandu mówi, że głosowałaby nawet za poł...
Ponadto istnienie separatystycznego terytorium uniemożliwiłoby ewentualne zjednoczenie z Rumunią. Przy tym jest to samonapędzający się mechanizm: wizja połączenia z Bukaresztem powoduje wzrost niechęci do Mołdawii wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców Naddniestrza. Boją się oni obcej kultury i języka, oraz statusu niewielkiej mniejszości w dwudziestokilkumilionowym państwie (po ewentualnym zjednoczeniu).
Władimir Putin nadal sądzi, że może podbić ukraińską Odessę i otworzyć lądową drogę do Naddniestrza
Jeszcze w zeszłym roku, próbując rozwiązać problem separatystów blokujących drogę przede wszystkim do Unii, prezydent Maia Sandu mówiła o możliwości „stopniowej reintegracji” Naddniestrza. Ale głównym problemem jest „pozbycie się rosyjskiej armii pokojowym sposobem”. Prezydent Rumunii Nicusor Dan zaś proponował, by w przypadku przyjęcia Mołdawii do UE Naddniestrzu nadać „status względnej autonomii”.
Obie wypowiedzi wywołały wściekłość rosyjskich imperialistów. – Spójrzmy na przykład Azerbejdżanu, gdzie przed ostatnią wojną mówiono, że Górski Karabach będzie miał znaczną autonomię w jego składzie. A teraz widzimy, że Baku samą nazwę Górski Karabach usuwa z przestrzeni publicznej – mówił jeden z nich Konstantin Zatulin.
Jednak Azerbejdżan wygrał dwie wojny z ormiańskim Karabachem, gdy tymczasem Mołdawia nie zamierza walczyć. Wręcz przeciwnie, to ona sama jest obiektem rosyjskiej „hybrydowej agresji”, której bazą jest Naddniestrze.
Czytaj więcej
Rozmowy z dziennikarzami z Kiszyniowa pokazują, że oddawanie się tej pasji w Mołdawii to zawód wysokiego ryzyka. – Na szczęście nikogo z naszego ze...
W rezultacie w kwietniu Kiszyniów uznał za persona non grata dowództwo rosyjskiej grupy wojsk w Tyraspolu, zamykając je w separatystycznym regionie jak w klatce. Ze wschodu ma on granicę z Ukrainą przez którą nie mogą wyjechać, a co najwyżej poddać się i dostać do niewoli.
– Mołdawskie władze faktycznie pozbawiły ich legalnej możliwości przemieszczania się poza region. (…) Próbują w ten sposób wypchnąć z Naddniestrza naszą grupę wojsk – denerwował się były rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu.
– Rosja wcale nie porzuciła planów podbicia ukraińskiego wybrzeża Morza Czarnego, Odessy. I jeśli by to zrealizowała, wtedy pojawiłoby się lądowe połączenie z Naddniestrzem. (…) Na ile te plany są realne, czy generałowie powiedzą Putinowi że to niemożliwe, to już osobna historia. Ale w każdym razie sam Putin uważa, że tak – wyjaśnia Preobrażenski tłumacząc, do czego Kremlowi potrzebne są wojska w separatystycznym regionie Mołdawii.