„Kanzlertausch”, czyli wymiana kanclerza, jest od kilku dni gorącym tematem niemieckich mediów. Ich zdaniem w CDU rośnie niezadowolenie z powodu niskich ocen szefa rządu federalnego i obawa przed utratą władzy. Friedricha Merza miałby zastąpić energiczny premier Nadrenii Północnej-Westfalii, najludniejszego landu Niemiec, Hendrik Wüst (CDU).
Nowa twarz w urzędzie kanclerskim miałaby odwrócić tendencję spadkową nie tylko notowań partii, ale i ułatwić wprowadzenie niepopularnych, a koniecznych reform.
Czytaj więcej
Gruntowana reforma całego systemu państwa opiekuńczego powinna pomóc wydostać się naszym sąsiadom z zapaści gospodarczej ostatnich lat.
Granice niemieckiego państwa opiekuńczego
Taka operacja byłaby zgodna z konstytucją. Ale zdaniem większości obserwatorów jest obecnie nierealna. Panuje przekonanie, że jedynie konsekwentna polityka reform wyprowadzić może Niemcy ze ślepego zaułka, w którym obecnie się znalazły. I to po raz drugi w swej niedawnej historii. Ćwierć wieku temu kanclerzowi Gerhardowi Schröderowi (SPD) udało się przeforsować Agendę 2010, czyli pakiet wysoce niepopularnych reform rynku pracy. Terapia okazała się skuteczna i Niemcy przestały być nazywane chorym człowiekiem Europy.
– W następnych latach, za czasów Angeli Merkel wszystko toczyło się własnym torem i w przekonaniu polityków nie było potrzeby ingerencji – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Poguntke, politolog z Uniwersytetu w Düsseldorfie.
Rezultat jest taki, że Niemcy doświadczają od lat stagnacji gospodarczej. Cień nadziei na odbicie pojawił się jesienią ubiegłego roku wraz z programem reform, lecz wojna w Iranie zniweczyła te oczekiwania. Przyspieszyła inflacja i pogorszyły się prognozy wzrostu gospodarczego, który w tym roku ma wynieść zaledwie pół proc. PKB.
Prawdziwym hamulcem są problemy strukturalne niemieckiej gospodarki. Za dużo wydatków socjalnych, zbyt mała zdolność adaptacyjna niemieckiej gospodarki – taki wniosek nasuwa się z niedawnego raportu prestiżowej Niemieckiej Rady Ekspertów Ekonomicznych. Przez dekady eksport samochodów, dóbr inwestycyjnych, produktów przemysłu farmaceutycznego czy chemicznego zapewniał Niemcom rozwój i dobrobyt. To się kończy, gdyż niemieckie firmy stają się coraz mniej konkurencyjne.
W budżecie powstaje coraz większa luka. Uzdrowić sytuację mogą cięcia w wydatkach socjalnych. Dokładnie to stara się wcielić w życie Friedrich Merz.
Czytaj więcej
Kolejny przywódca w Europie jest osłabiony. Kanclerz Friedrich Merz słabnie wyjątkowo szybko i to w wyjątkowym momencie dla Ukrainy i całego kontyn...
Reformy prowadzone przez Friedricha Merza kością niezgody
Chodzi o reformę podatkową, emerytalną oraz systemu zdrowia. Mowa jest o podniesieniu progów podatkowych, likwidacji wspólnego rozliczania się małżonków, a nawet o podniesieniu VAT. Cięcia w systemie zdrowia zostały już zresztą dokonane poprzez ograniczenie zakresu świadczeń, jak i podniesienie jednorazowych opłat za konsultacje lekarskie. Krążą pogłoski o podniesieniu wieku emerytalnego do 70. roku życia (teraz 66). To wszystko nie może się podobać obywatelom. Także reforma Bundeswehry i związane z tym obawy powrotu do obowiązkowej służby.
Rezultat jest taki, że radykalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) wyprzedza CDU/CSU na niemieckiej scenie. Według ostatnich sondaży ośrodków INSA i YouGov AfD ma już przewagę 6-7 punktów proc.
Zgodnie z wskaźnikiem akceptacji 24 demokratycznie wybranych przywódców na świecie firmy Morning Consult, Merz zajmuje drugie miejsce od końca. Jedynie 19 proc. Niemców jest zadowolonych z jego pracy. Gorzej wypadł jedynie Emmanuel Macron. Dla porównania Donald Tusk cieszy się w tym ratingu poparciem 43 proc. obywateli, zajmując 9. miejsce. Na pierwszym miejscu jest premier Indii Narendra Modi.
W koalicyjnym rządzie Merza z udziałem SPD dochodzi stale do konfliktów, a obiecane reformy państwa idą jak po grudzie. Sam Merz stracił sporo charyzmy. Często nie panuje nad językiem, jak chociażby w sprawach dotyczących USA, które jego zdaniem dały się upokorzyć w wojnie z Iranem i są krajem, którego nie rekomendowałby swoim dzieciom jako miejsce nauki czy rozwoju kariery zawodowej. Wobec panujących nie od dzisiaj, delikatnie mówiąc, nastrojów amerykańskosceptycznych w RFN, powinno to właściwie spotkać się z pozytywnym odzewem w kraju. Ale w chwili, gdy Trump reaguje, podnosząc cła na niemieckie towary czy wycofując wojska z Niemiec, niezadowolenie społeczne idzie na konto Merza.
Czytaj więcej
Donald Trump wraca do groźby, którą formułował już pod adresem Niemiec w 2020 roku. Chodzi o redukcję liczby amerykańskich żołnierzy sąsiadujących...
Trudny początek rządów Friedricha Merza
Już sam start Merz miał fatalny. Przepadł w pierwszym głosowaniu w Bundestagu na kanclerza. Otrzymał konieczną większość dopiero w drugim podejściu. Wiele kosztują go także oczywiste błędy.
– Przed wyborami obiecał, że nie będzie wzrostu zadłużenia Niemiec, lecz jeszcze przed objęciem urzędu doprowadził w Bundestagu do zniesienia hamulca budżetowego. Miał też projekt, aby zachęcić firmy do wypłaty pracownikom 1000 euro specjalnej nieopodatkowanej premii. Sprawa upadła w Bundesracie (drugiej izbie parlamentu – przyp. red.) z powodu oporu także niektórych landów rządzonych przez CDU – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Poguntke.
W dodatku Merz rządzi w koalicji z socjaldemokratami z SPD, którzy nie mają określonej linii politycznej. Część opowiada się za reformatorskim kursem Merza, na wzór Schrödera, lecz druga grupa pragnie powrotu do socjalistycznych źródeł partii i widzi jej przyszłość jako obrońcy socjalnych przywilejów klasy pracobiorców.
– Problem w tym, że miejsce to jest zajęte przez AfD, która jawi się jako prawdziwa partia ludzi pracy, sprzeciwiająca się otwarcie kursowi kanclerza Merza – tłumaczy Poguntke.
W sytuacji otwartych sporów w koalicji pojawia się coraz więcej spekulacji o możliwości jej rozpadu i powstania rządu mniejszościowego CDU/CSU. W takim układzie Merz mógłby liczyć na poparcie części SPD oraz Zielonych. W takim układzie mógłby nadal funkcjonować Brandmauer, czyli polityczny mur przeciwpożarowy, powstrzymujący AfD przed objęciem władzy.
Wcześniej czy później mur ten legnie jednak w gruzach. Nie znaczy to, iż ekstremalna, relatywizująca nazistowską przeszłość Niemiec prawica automatycznie przejmie władzę. Z badań instytutu Forschungsgruppe Wahlen wynika, że 72 proc. Niemców postrzega AfD jako zagrożenie dla demokracji. Jedna czwarta Niemców ma odmienne zdanie.