W swoim pierwszym poważnym wystąpieniu publicznym po opuszczeniu stanowiska kanclerza,  Angela Merkel w rozmowie z dziennikarzem Alexandrem Osangiem w Berliner Ensemble powiedziała, że atak na Ukrainę nie ma żadnego uzasadnienia.

- Wojna jest brutalnym atakiem naruszającym prawo międzynarodowe, dla którego nie ma usprawiedliwienia - powiedziała Merkel.

Przyznała, że 24 lutego, dzień początku rosyjskiej inwazji, był "punktem zwrotnym, który bardzo ją niepokoi".

Nie uważam, że porozumienia mińskie były czymś złym i nie będę za nie przepraszać.

Merkel oceniła, że za jej rządów nie było możliwe wypracowanie takiej architektury bezpieczeństwa, która zapobiegłaby obecnej sytuacji.

Jednocześnie broniła aspektów swojej polityki, które są obecnie krytykowane – takich jak porozumienia mińskie. - Czy można było zrobić więcej, aby zapobiec takiej tragedii – już tę sytuację uważam za wielką tragedię – czy można było temu zapobiec? Oczywiście wciąż zadaję sobie te pytania - mówiła. - Jednak nie obwiniam się, że zrobiłam za mało - dodała.

Czytaj więcej

Czas na pytania do Merkel

Merkel odrzuca oskarżenia, że porozumienia mińskie były swego rodzaju polityką ugodowości wobec Rosji. - Gdyby nie doszło wówczas do podpisania tych porozumień, sytuacja eskalowałaby jeszcze bardziej - mówiła. - Nie uważam, że porozumienia mińskie były czymś złym i nie będę za nie przepraszać - kontynuowała.

Merkel powiedziała, że ​​przez całą swoją kadencję martwiła się konsekwencjami rozpadu Związku Radzieckiego. W 2007 roku podczas wizyty w Soczi prezydent Rosji Władimir Putin powiedział jej, że upadek ZSRR był największą katastrofą XX wieku. Ona z kolei odpowiedziała, że było ​​to jej największe szczęście, bo potem miała swobodę robienia tego, co jej się podobało.

Merkel dała do zrozumienia, że ​​stosunki z Putinem uległy znacznemu pogorszeniu po aneksji Krymu w 2014 roku. – To było ostre cięcie – powiedziała.