Czas na pytania do Merkel

Najważniejsi niemieccy politycy złożyli już samokrytykę za krótkowzroczną i naiwną politykę wobec Rosji. Kolej na byłą kanclerz.

Publikacja: 07.06.2022 19:32

To w czasie rządów Angeli Merkel budowano Nord Stream. Wtedy Rosja napadła na Gruzję, Ukrainę, anekt

To w czasie rządów Angeli Merkel budowano Nord Stream. Wtedy Rosja napadła na Gruzję, Ukrainę, anektowała Krym

Foto: AFP

Na samoocenę miała szansę w wtorek wieczorem na scenie teatru Berliner Ensamble, gdzie zgodziła się odpowiadać na pytania tygodnika „Der Spiegel”. Do tej pory milczała i zdobyła się jedynie na stwierdzenie, że agresja na Ukrainę to moment przełomowy, unikając wszelkich ocen mogących mieć, jak twierdziła, cechy oceny obecnego rządu.

Tymczasem w Niemczech daje się wyczuć pewne oczekiwanie na krytyczne podsumowanie przez samą Angelę Merkel jej relacji z Władimirem Putinem. Miałby to być swego rodzaju ostatni akcent przełomu Berlina w relacjach z Moskwą, który ogłosił tuż po rosyjskiej inwazji kanclerz Olaf Scholz. Można odnieść wrażenie, że tylko szczere przyznanie się do błędów przez Merkel mogłoby nieco zrelatywizować blamaż ze wszech miar naiwnej polityki Niemiec wobec Rosji ostatnich dwóch dekad.

Czytaj więcej

Pierwszy wywiad Angeli Merkel po odejściu ze stanowiska kanclerza: Nie obwiniam się, że zrobiłam za mało

Rządem sterowało lobby przemysłowe

– Nie należy się spodziewać przyznania do błędów. Na pewno nie teraz, może dopiero w przygotowywanej autobiografii, ale przyznanie się do winy oznaczałoby, że bierze na siebie odpowiedzialność za całą niemiecką elitę polityczną, która stała murem za utrzymywaniem z Rosją ścisłych więzi, zwłaszcza gospodarczych – mówi „Rzeczpospolitej” nasz rozmówca z kręgów berlińskiego MSZ. Jego zdaniem Merkel była zdecydowanie bardziej krytyczna wobec Putina niż jej poprzednik na stanowisku szefa rządu Gerhard Schröder, ale uległa wpływom potężnego lobby gospodarczego, czego efektem była zgoda na projekt Nord Stream 2, i to po aneksji Krymu. W Urzędzie Kanclerskim panowało wtedy całkowicie mylne przekonanie, że na tym kończą się rewindykacyjne dążenia rosyjskiego autokraty, i nie słuchano nielicznych głosów, że to dopiero początek.

Czytaj więcej

Małe szanse na samokrytykę Merkel

Bijąc się z tego powodu w piersi, Angela Merkel musiałaby przyznać się do politycznej naiwności i pójść w ślady prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera, głównego architekta niemieckiej polityki wobec Rosji Putina z czasów Schrödera, którą realizowała bez większych korekt jego następczyni.

Przez 16 lat swych rządów z żadnym z przywódców państw na świecie Merkel nie spędziła na rozmowach w cztery oczy tyle co z Putinem. Z nikim nie przeprowadziła setek rozmów telefonicznych, jak z kremlowskim autokratą. Mogła się z nim porozumiewać bez barier językowych, co pozwala na głębszy wgląd w psychikę rozmówcy. – Stracił kontakt z rzeczywistością. Jest w innym świecie – w taki sposób miała ocenić Putina w rozmowie z Barackiem Obamą po zajęciu Krymu przez „zielone ludziki” sterowane z Moskwy. Nie powstrzymało jej to od wsparcia projektu Nord Stream 2. Ale wtedy takiego kroku nikt nie kwestionował. Nieśmiałe poszukiwania motywów działań Merkel, prowadzących do zwiększenia energetycznej zależności Niemiec od Rosji, rozpoczęły się dopiero po agresji na Ukrainę.

– Koniec końców jej cała polityka wschodnia okazała się wielką katastrofą – ocenia w niemieckich mediach prof. Stephen Bierling z Uniwersytetu w Ratyzbonie.

Kontynuacja jako idea

– Z wyjątkiem decyzji o odejściu od energii atomowej Merkel kontynuowała politykę poprzednich rządów, zwłaszcza w relacjach z Rosją. Niczego nowego nie zaproponowała. Można mieć o to do niej dzisiaj pretensje, ale taka postawa była udziałem niemal całej niemieckiej elity politycznej – tłumaczy „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Pogundtke, politolog z Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie. Jego zdaniem brak nowych idei w polityce Merkel jest dzisiaj widoczny w całej ostrości w katastrofalnym stanie Bundeswehry czy zapuszczonej infrastruktury w całym niemal kraju. To także dziedzictwo pani kanclerz, która przez niemal całe 16 lat była najbardziej popularnym niemieckim politykiem.

Mimo to nie widać specjalnej chęci niemieckich mediów do rozliczeń niedawno minionej epoki. Nie ma jej też w elicie partyjnej. CDU i CSU krytykują wprawdzie ostro kanclerza Scholza za wstrzemięźliwość w dostawach broni dla Ukrainy, ale milczą w sprawie niedoborów sprzętu wojskowego Bundeswehry, którą zarządzali ministrowie tych partii przez cały czas rządów Merkel.

SPD nie pali się do krytyki Merkel, z którą współrządziła trzy kadencje, a jej politycy byli gorącymi zwolennikami polityki wschodniej. Liberałowie z FDP także byli partnerami koalicyjnymi w rządzie Merkel.

Jedynie Zieloni mają czystą kartę, przynajmniej w sprawie polityki wschodniej.

Na samoocenę miała szansę w wtorek wieczorem na scenie teatru Berliner Ensamble, gdzie zgodziła się odpowiadać na pytania tygodnika „Der Spiegel”. Do tej pory milczała i zdobyła się jedynie na stwierdzenie, że agresja na Ukrainę to moment przełomowy, unikając wszelkich ocen mogących mieć, jak twierdziła, cechy oceny obecnego rządu.

Tymczasem w Niemczech daje się wyczuć pewne oczekiwanie na krytyczne podsumowanie przez samą Angelę Merkel jej relacji z Władimirem Putinem. Miałby to być swego rodzaju ostatni akcent przełomu Berlina w relacjach z Moskwą, który ogłosił tuż po rosyjskiej inwazji kanclerz Olaf Scholz. Można odnieść wrażenie, że tylko szczere przyznanie się do błędów przez Merkel mogłoby nieco zrelatywizować blamaż ze wszech miar naiwnej polityki Niemiec wobec Rosji ostatnich dwóch dekad.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Marine Le Pen poprowadzi Francję ku bankructwu?
Polityka
Lider partii Le Pen skrytykował Kyliana Mbappe
Polityka
Putin w Korei Północnej. Tą wizytą łamie własne sankcje
Polityka
Poparcie za obronę przeciwlotniczą. Między Holendrem a fotelem szefa NATO stoi Rumunia
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Polityka
Partia Marine Le Pen z apelem do Francuzów. "Dajcie nam to, wtedy obniżymy VAT"
Polityka
Zjednoczenie Narodowe chce sprywatyzować media publiczne. „Potrzebują wolności"