Reklama

Niemiec już nie stać na ich państwo opiekuńcze. Będą zmiany

Gruntowana reforma całego systemu państwa opiekuńczego powinna pomóc wydostać się naszym sąsiadom z zapaści gospodarczej ostatnich lat.

Publikacja: 02.02.2026 04:30

Kanclerz Friedrich Merz

Kanclerz Friedrich Merz

Foto: Damian Lemanski/Bloomberg

 

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego reforma systemu państwa opiekuńczego w Niemczech jest obecnie konieczna?
  • Jakie wyzwania stoją przed niemieckim rządem w kontekście restrukturyzacji świadczeń socjalnych?
  • Jakie są planowane kroki mające na celu zmniejszenie biurokracji w Niemczech?
  • Co utrudnia podniesienie wieku emerytalnego do 70 lat w Niemczech?
  • Jakie są główne argumenty za i przeciw zachowaniu systemu Bürgergeld?
  • Jak zmiany demograficzne i kwestie zatrudnienia wpływają na niemiecki model państwa opiekuńczego?

Niemiec nie stać na utrzymanie państwa opiekuńczego w obecnej postaci – twierdzi kanclerz Friedrich Merz.  Przyczyny są dla wszystkich od dawna znane. Nieokiełznana biurokracja, za dużo nieefektywnych instytucji państwowych, powielanie zadań i brak koordynacji. To wszystko przy ogromnych kosztach przekraczających niebotyczną sumę 1,4 bln euro, czyli niemal jedną trzecią PKB, jeżeli liczyć wszystkie wydatki państwa na cele socjalne instytucji centralnych oraz landowych, świadczenia emerytalne, zdrowotne oraz inne. To trzy razy więcej niż tegoroczny budżet państwa. W dodatku katastrofalnie brzmią prognozy demograficzne. Propozycje już są. Stąd cała lista reform państwa socjalnego zaproponowana przez powołaną przez rząd specjalną komisję.

Podniesienie wieku emerytalnego do 70 lat jest politycznie niemożliwe

– Celem jest powiązanie i lepsza koordynacja świadczeń socjalnych, zmniejszenie biurokracji dla obywateli i instytucji rządowych oraz przyspieszenie cyfryzacji – mówi „Rzeczpospolitej” Holger Schäfer, ekonomista z kolońskiego Instytutu Gospodarki Niemieckiej (IW). Przypomina, że w kraju funkcjonuje ponad 500 różnych programów socjalnych, źle skoordynowanych. Ta liczba ma ulec redukcji z korzyścią dla obywateli. Korzyść dla państwa to spodziewane zmniejszenie wydatków. To sprawa jednak dość dalekiej przyszłości. Sama dyskusja nad propozycjami komisji zajmie cały rok, zanim pojawić się mają konkretne projekty. W dodatku konieczna jest nowelizacja ustawy zasadniczej w punkcie dotyczącym podziału kompetencji pomiędzy rządem centralnym a władzami landów. W tym samym czasie trwać będą obrady specjalnej komisji do spraw reformy świadczeń emerytalnych. To w sumie 400 mld euro rocznie w ubiegłym roku, z czego niemal 130 mld pochodzi z dopłat z kasy państwowej.

Czytaj więcej

Ile landów powinny mieć Niemcy? Reforma federalizmu nie do przeforsowania
Reklama
Reklama

Sytuację poprawić mogłoby podniesienie wieku emerytalnego z 67 do 70 lat, ale byłoby to równoznaczne z samobójstwem politycznym partii promującej takie rozwiązanie. Nie wiadomo, jak rozwiązać ten dylemat. Tym bardziej, że Niemcy pracować nie lubią. Niemal jedna trzecia pracujących jest zatrudniona w niepełnym wymiarze godzin. Dotyczy to niemal połowy pracujących kobiet. Płacą niższe składki na ubezpieczenia społeczne, ale korzystają z nich tak jak inni. – Jest to szczególny lifestyle – mówi kanclerz Merz. Równocześnie z danych niemieckiego Urzędu Statystycznego wynika, że obywatele RFN pracują przeciętnie zaledwie 34,3 godz. tygodniowo, czyli o 2,5 godz. mniej niż średnia UE i 5,6 godz. mniej niż Polacy. Mniej nawet niż Francuzi, co przeczy popularnej anegdocie, że Francuzi pracują, aby żyć, a Niemcy żyją, aby pracować. 

Większe zatrudnienie ma ułatwić utrzymanie wszystkich systemów socjalnych na odpowiednim poziomie. Tym bardziej, że starzenie społeczeństwa następuje w szybkim tempie, co dodatkowo nadwyręża model państwa opiekuńczego. Tak samo jak rzesza uchodźców i imigrantów, których automatycznie obejmuje system opieki zdrowotnej bez względu na to, czy wnoszą coś do systemu, czy nie. 

Oszczędności na razie będą symboliczne

Dlatego związki pracodawców domagają się likwidacji prawa zatrudnionych do świadczenia pracy w niepełnym wymiarze godzin. Miałoby to zmniejszyć ich koszty, jak i złagodzić niedobór rąk do pracy. – Nie wiadomo, która z licznych obecnie dyskutowanych propozycji uzdrowienia niemieckiego modelu państwa opiekuńczego zostanie ostatecznie zaakceptowana przez rząd. Co i raz pojawiają się nowe reformatorskie pomysły, które jednak w sumie stymulują do działania – mówi prof. Thomas Poguntke z Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie. 

Czytaj więcej

Niemcy biją się w piersi. „Odejście od atomu okazało się kosztownym błędem”

Reformy państwa opiekuńczego rząd Merza rozpoczął od zaostrzenia przepisów dotyczących systemu Bürgergeld, czyli świadczenia obywatelskiego dla bezrobotnych, niezdolnych do pracy czy zarabiających zbyt mało na godne życie. Chodziło o uszczelnienie systemu obejmującego obecnie 5 mln beneficjentów. Był on wykorzystany przez uchodźców z Ukrainy czy pracowników z krajów środkowej i wschodniej Europy, w tym oczywiście Polski. Jest to system niezwykle hojny. Bezrobotny singiel ma prawo do 563 euro miesięcznie. Małżeństwo bez pracy liczyć może na 1012 euro. Do tego dochodzą świadczenia dla dzieci, przykładowo 471 euro dla nastolatka. Przy tym państwo przejmuje rachunki za czynsz oraz pokrywa koszty ogrzewania. System nie jest dobrze widziany przez ogół społeczeństwa przekonanego, że prowadzi do licznych nadużyć. Dlatego łatwo go było zreformować, ale oszczędności tu są raczej symboliczne – mówi prof. Poguntke. 

Niemcy zawsze byli dumni ze swego państwa socjalnego, czyli państwa, które dba o wszystkich obywateli, zwłaszcza tych najsłabszych. W końcu to w Niemczech powstało pierwsze na świecie państwo opiekuńcze pod koniec XIX wieku. Nie zawsze jednak starczało środków na jego utrzymanie. Ponad dwie dekady temu, kiedy Niemcy nazywano chorym człowiekiem Europy, kanclerz Gerhard Schröder został zmuszony do drastycznego obniżenia świadczeń w celu zmuszenia wielu bezrobotnych do pracy. To się udało. Od tego czasu wydatki na państwo opiekuńcze wzrosły dwukrotnie, ale też rósł PKB. Od kilku lat niemiecka gospodarka jest w stagnacji, do czego walnie przyczyniła się utrata tanich źródeł energii z Rosji oraz przemiany geopolityczne. Wnioski nasuwają się same. 

Społeczeństwo
Polscy turyści utknęli na Dominikanie. Przewoźnik szuka dla nich miejsc w hotelach
Społeczeństwo
W kilku miastach w Finlandii wykryto substancje radioaktywne. Stanowią zagrożenie?
Społeczeństwo
WHO wydała komunikat. Chodzi o ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa Nipah
Społeczeństwo
Po śmierci mężczyzny Donald Trump sugeruje wycofanie agentów z Minneapolis. „Nie lubię strzelania”
Społeczeństwo
Rusłan Szoszyn: Czy Rosja zmieni się po odejściu Putina? Niekoniecznie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama