Rozmowa zaczyna się od mocnej diagnozy politycznej rzeczywistości. – Polexit nasz powszedni – mówi Michał Płociński, wskazując, że temat ten będzie powracał aż do wyborów. W jego ocenie to właśnie stosunek do Unii może stać się osią politycznego sporu.
Czy naprawdę powinniśmy bać się polexitu?
Estera Flieger nie ukrywa obaw związanych z takim scenariuszem. – Bardziej niż polexitu boję się kampanii opartej o ten temat – podkreśla. Jej zdaniem „w znerwicowanej demokracji” dyskusja o członkostwie w Unii może bardzo łatwo wymknąć się spod kontroli. Flieger nawiązuje do głośnego tekstu Konrada Szymańskiego z magazynu „Plus Minus”, weekendowego wydania „Rzeczpospolitej”. Historia brexitu pokazuje, że nawet politycy, którzy nie chcą radykalnych rozstrzygnięć, mogą zostać przez nie „poniesieni”. W rozmowie pojawia się też refleksja nad tym, jak przez lata prowadzono debatę o Unii Europejskiej. – Ja się bardzo boję obecności słowa „polexit” w debacie publicznej – mówi Flieger. Jej zdaniem częste używanie tego pojęcia mogło uśpić czujność opinii publicznej. Jednocześnie rozmówcy zwracają uwagę, że krytyka Unii nie zawsze była dopuszczalna w ramach mainstreamowej poprawności politycznej. – Ta dyskusja o Unii Europejskiej przez bardzo wiele lat właśnie była w ten sposób kształtowana, że nie można było skrytykować tak naprawdę Unii – zauważa Flieger. To – jak podkreśla – stworzyło przestrzeń dla radykalnych narracji.
Prawica zakładnikiem polexitu
Ważnym wątkiem jest także sposób, w jaki Polacy postrzegają integrację europejską. – Unia przez bardzo wiele lat była taką, moim zdaniem, źle opowiedzianą historią, bo ona była sprowadzana do bankomatu – mówi publicystka. Tymczasem jej znaczenie wykracza daleko poza kwestie finansowe. Płociński wskazuje z kolei na błędy polityczne prawicy. – Sama prawica stała się zakładnikiem radykałów – mówi o narracji polexitowej. Jego zdaniem konflikty z Brukselą i presja radykalnych środowisk doprowadziły do sytuacji, w której samej prawicy trudno dziś prowadzić wyważoną debatę.
Koalicja rządząca niepotrzebnie wszystko nazywa polexitem
Nie mniej krytycznie oceniana jest strategia drugiej strony sporu. – Uważam w ogóle za błąd ustawienie tej narracji w taki sposób, że skoro prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy o SAFE, to jest to jednoznaczne z intencją wyjścia z Unii Europejskiej – podkreśla Flieger. Jej zdaniem takie uproszczenia tylko zaostrzają konflikt. W finale rozmowy pojawia się ostrzeżenie przed niekontrolowaną eskalacją sporu. – Pewnych dżinów, jeśli się je wypuści z butelki, już nie da się wepchnąć z powrotem – mówi Flieger. To metafora politycznej dynamiki, która może doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków. Choć scenariusz polexitu wciąż wydaje się odległy, rozmówcy są zgodni, że wiele zależy od jakości debaty publicznej. – Nikt nie będzie chciał wyprowadzić Polski z Unii Europejskiej, a na końcu się może okazać, że mimo to wychodzimy – ostrzega Flieger. Dlatego – jak podkreśla – to moment próby dla polityków, dziennikarzy i całej opinii publicznej.