Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej ocenił, że sytuacja w Naddniestrzu jest dramatyczna: występują przerwy w dostawach energii, gospodarka pogarsza się, poziom życia mieszkańców spada, a bezpieczeństwo rosyjskich obywateli jest zagrożone. Podkreślił również, że Rosja wykorzysta wszelkie dostępne środki, aby chronić swoich obywateli.

Nie wspomniał jednak, że w regionie władzę sprawuje Wadim Krasnosielski, który regularnie akcentuje historyczną rolę armii Imperium Rosyjskiego oraz współczesnych rosyjskich sił pokojowych w utrzymywaniu stabilności. Jego rządy są możliwe wyłącznie dzięki obecności rosyjskiego wojska.

Kreml próbuje przyłączyć Naddniestrze do Rosji

Jak informuje WP, na terenie Naddniestrza stacjonuje Grupa Operacyjna Wojsk Rosyjskich, licząca około 2–2,5 tys. żołnierzy. To pozostałość po konflikcie z początku lat 90., formalnie odpowiedzialna za ochronę magazynów amunicji oraz udział w siłach rozdzielających strony konfliktu. W praktyce jednak jej obecność od dawna nie ma uzasadnienia. Mimo to Rosja utrzymuje tam swoje oddziały, traktując je jako narzędzie wpływu w regionie.

Kreml wielokrotnie podejmował próby formalnego włączenia Naddniestrza do Federacji Rosyjskiej. Na początku XXI w. Władimir Putin proponował scenariusz, w którym Mołdawia miałaby połączyć się z Rumunią, a Naddniestrze zostać przyłączone do Rosji. Koncepcja ta upadła głównie z powodu sprzeciwu Mołdawian i Rumunów.

Czytaj więcej

Mołdawia kontra Rosja: Dyplomatyczna wojna z dala od ukraińskiego frontu

W marcu 2014 r., po decyzji władz Krymu o przyłączeniu do Rosji, parlament w Tyraspolu zwrócił się do Moskwy z analogicznym wnioskiem. Nie spotkał się on jednak z pozytywną reakcją Kremla. Latem 2015 r. Mołdawia i Ukraina zaostrzyły kontrolę graniczną z regionem, uderzając przede wszystkim w przemyt – jedno z kluczowych źródeł dochodów lokalnych elit. Kiszyniów dodatkowo ograniczył ruch pojazdów z naddniestrzańskimi tablicami rejestracyjnymi, powołując się na prawo międzynarodowe.

Dla rosyjskiego wojska sytuacja ta okazała się szczególnie problematyczna. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny na Ukrainie garnizon został całkowicie odcięty. Zarówno Ukraina, jak i Mołdawia obawiały się potencjalnego ataku z tego kierunku, dlatego nie tylko uszczelniły granice, ale również je ufortyfikowały. Po stronie ukraińskiej powstał pas umocnień, wzmocniony polami minowymi. W efekcie rosyjski kontyngent został uwięziony bez realnych możliwości zaopatrzenia.

Naddniestrze odcięte od Rosji

Naddniestrze nie graniczy bezpośrednio z Rosją, a po wybuchu wojny zostało odcięte od wsparcia. Ukraina zamknęła granicę i przestrzeń powietrzną, a Mołdawia nie wyraża zgody na rotację rosyjskich wojsk. W rezultacie kontyngent funkcjonuje jak izolowana reduta – bez możliwości wzmocnienia i bez łatwej drogi odwrotu.

To stawia Moskwę w trudnym położeniu. Każda próba przerzutu żołnierzy lub sprzętu oznaczałaby naruszenie przestrzeni powietrznej Ukrainy albo Mołdawii. Nieoficjalnie wskazuje się, że zaopatrzenie odbywa się dzięki lotom cywilnych samolotów zarejestrowanych w państwach trzecich.

Czytaj więcej

Naddniestrze: ofiara kremlowskiej walki z Ukrainą i Mołdawią

W skład Grupy Operacyjnej wchodzą m.in. 82. i 113. samodzielne bataliony strzelców zmotoryzowanych gwardii oraz 540. samodzielny batalion dowodzenia. Etatowo bataliony te powinny liczyć około 1200 żołnierzy i dysponować ponad setką bojowych wozów piechoty. W Kiszyniowie znajduje się również kompania czołgów, która według etatu powinna mieć 10 maszyn, choć faktyczny stan nie jest znany.

Problem polega jednak na tym, że zgromadzone tam zapasy są w dużej mierze przestarzałe i w złym stanie technicznym. Ich istnienie nie przekłada się na realną zdolność do prowadzenia operacji na większą skalę. Dodatkowo struktura personalna jednostek jest zróżnicowana – obok Rosjan służą tam także lokalni rekruci, co wpływa na poziom wyszkolenia i spójność oddziałów.

Czytaj więcej

Proeuropejska partia wygrywa w Mołdawii. Jest pierwszy komentarz Kremla

Jak podkreśla WP, wypowiedzi Szojgu należy traktować z dużym dystansem. Naddniestrze pozostaje dla Rosji narzędziem nacisku na Mołdawię, która w ostatnich latach wyraźnie zbliża się do Zachodu. Narracja o „ochronie ludności rosyjskojęzycznej” była już wykorzystywana wcześniej – zarówno w Gruzji, jak i na Ukrainie. Jednak w obecnych warunkach Rosja nie dysponuje ani siłami, ani środkami, by przełożyć te deklaracje na działania.

Obecnie Rosja nie ma więc możliwości przeprowadzenia skutecznej operacji wojskowej w „obronie rosyjskich obywateli Naddniestrza”. Wymagałoby to albo przełamania ukraińskiej obrony na południu, albo zgody Mołdawii na tranzyt wojsk – oba scenariusze pozostają dziś całkowicie nierealne.