Momentem konstytucyjnym zwykło określać się sytuację, gdy dokonują się głębokie przeobrażenia systemowe, które sprawiają, że obowiązujący model rządów przestaje być funkcjonalny, a jednocześnie pojawia się społeczny konsensus umożliwiający wybór kierunku zmian, który zostanie co do zasady zaakceptowany przez przeważającą większość społeczeństwa. Formalnym opisem takiej sytuacji jest większość niezbędna do zmiany konstytucji zapisana w konstytucji z 1997 roku – 2/3 głosów w Sejmie, czyli poparcie 307 posłów. W polskich realiach oznacza to szeroki, ponadpartyjny konsensus – w praktyce obejmujący partie z całego spektrum sceny politycznej, od prawa do lewa.
Czytaj więcej
Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut został uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem państwowym – Orderem O...
Jak debatować o zmianie konstytucji w Polsce, jeśli dwie największe partie się nie tolerują, a prezydent jest na wojnie z premierem?
Powiedzieć, że dziś jesteśmy od takiej sytuacji daleko, to nic nie powiedzieć. Polska jest dziś silnie spolaryzowana, do czego zresztą prezydent Karol Nawrocki mocno się przyczynia. Dwa najważniejsze obozy polityczne – KO i PiS – w zasadzie nie tolerują swojego istnienia, a drugą stronę uważają raczej za wroga groźnego dla Polski, niż „zaledwie” politycznego rywala. Na dodatek prezydent prowadzi wojnę z rządem, wetując kolejne ustawy wielokrotnie częściej niż jego poprzednicy, nawet ci, którzy jak on funkcjonowali w warunkach kohabitacji. W takiej rzeczywistości trudno mówić nie tylko o zmianie konstytucji, ale nawet rozpoczęciu debaty o tej zmianie. Łatwo przewidzieć, że taka zakończyłaby się ona polityczną kłótnią, skoro nawet w kluczowych dla Polski sprawach bezpieczeństwa i sojuszy prezydent i premier nie zawsze potrafią mówić jednym głosem.
Jak słusznie zauważył prezydent Konstytucja 3 Maja uchwalona bez poparcia większości była nie tylko dokumentem, z którego byliśmy dumni, ale też dokumentem tragicznym
Na dodatek model ustroju wyraźnie preferowany przez Karola Nawrockiego – system prezydencki – ma potencjał do jeszcze głębszego spolaryzowania społeczeństwa, bo inaczej niż w systemie parlamentarno-gabinetowym opiera się on de facto na zasadzie zwycięzca bierze wszystko i uniemożliwia przedstawicielom środowisk innych niż te dominujące na scenie politycznej (vide USA, w praktyce jedyny demokratyczny kraj, w którym system taki w czystej formie istnieje) zdobycie jakiegokolwiek udziału we władzy. Wbrew temu, co mówił prezydent, to raczej w systemie parlamentarno-gabinetowym rządzi większość – w systemie prezydenckim rządzi raczej najsilniejsza mniejszość.
Czytaj więcej
Prezydent RP Karol Nawrocki powołał skład Rady Nowej Konstytucji przy Prezydencie RP. To pierwsze powołania do Rady. „Żyjemy w momencie, w którym k...
Czy Karol Nawrocki myśli o momencie konstytucyjnym, jak ten w 1791 roku? Oby nie
Chyba że prezydent Karol Nawrocki rozumie moment konstytucyjny tak, jak rozumieli go twórcy Konstytucji 3 Maja. Warto bowiem przypomnieć, że została ona uchwalona de facto w drodze fortelu, przy wykorzystaniu nieobecności wielu posłów na Sejm Wielki w związku z przerwą wielkanocną. Ówczesne elity, o których wspominał w swoim przemówieniu Nawrocki, raczej konstytucję uchwalały niż przeciw niej protestowały. Jeśli tak miałby wyglądać ów moment konstytucyjny AD 2030 to strach się bać. Wskazówką jak mogłaby ona wyglądać mogą być pierwsi powołani do rady ds. nowej konstytucji, wśród których wyraźnie dominuje światopogląd bliski Karolowi Nawrockiemu. Bo – jak słusznie zauważył prezydent – Konstytucja 3 Maja uchwalona bez poparcia większości była nie tylko dokumentem, z którego byliśmy dumni, ale też dokumentem tragicznym – ostatecznie przypieczętowała bowiem upadek Rzeczpospolitej, przy sporym udziale tych, którzy ją odrzucali spośród samych obywateli I RP. Czy takiego momentu konstytucyjnego chcemy?