W obu tych zestawieniach były minister edukacji i nauki wyróżnia się – ale chyba nie tak, jakby tego sobie życzył. W sondażu IBRiS nieufność wobec Czarnka deklaruje 62,4 proc. badanych, w sondażu CBOS – 54 proc. W obu tych zestawieniach gorzej od Czarnka wypada tylko Grzegorz Braun, a w sondażu CBOS – jeszcze Jarosław Kaczyński.
Przemysław Czarnek nadaje się na dowódcę zaciężnej armii, a nie na kogoś, kto poszerzyłby elektorat PiS
Jeśli więc celem manewru z Czarnkiem jako kandydatem na premiera było szukanie polityka zbliżonego profilem do Brauna, to udało się osiągnąć pewien sukces – wątpliwe jednak, że chodziło właśnie o ten rodzaj podobieństwa. Byłemu ministrowi edukacji i nauki nie można odmówić ambicji, charyzmy, zdolności retorycznych – ale towarzyszy temu ogromny potencjał w zakresie polaryzowania i antagonizowania wszystkich, którzy nie są zażartymi kibicami PiS w toczącej się od lat wojnie polsko-polskiej.
Czarnek nadaje się doskonale do roli przywódcy zaciężnej armii w tej wojnie, jego konfrontacyjna postawa i energia pozwala mobilizować twardy elektorat PiS, dlatego jego wybór jako kandydata na premiera raczej nie doprowadzi do spadku notowań tej partii. Ale absolutnie nie nadaje się on na kogoś, kto miałby poszerzyć elektorat Prawa i Sprawiedliwości, a taki jest przecież nadrzędny cel PiS, które z poparciem na poziomie 25 proc. będzie zdane na łaskę i niełaskę Konfederacji i, zapewne, Konfederacji Korony Polskiej.
Sondaż CBOS, zaufanie do polityków (kwiecień 2026 roku)
Dla elektoratu Grzegorza Brauna, rozczarowanego wszystkim i wszystkimi (dla elektoratu Konfederacji, mającej nieco inny profil, zresztą też), Czarnek to nadal były minister rządu Prawa i Sprawiedliwości, który wprowadzał reżim sanitarny w czasie COVID-19, zgodził się na zasadę warunkowości przy wypłacie środków z Unii Europejskiej, bezwzględnie wspierał Ukrainę i doprowadził do blisko 20-procentowej inflacji – a więc odpowiada za wszystkie grzechy, które, według rozczarowanych wyborców nowej prawicy, sprawiają, że jest jak jest, czyli nie tak dobrze jak powinno być.
Z kolei na wyborców od centrum po lewicę Czarnek działa jak płachta na byka, jest symbolem wszystkiego, czego nie lubią w PiS – agresywnego języka, dzielącego społeczeństwo na „prawdziwych Polaków” i niewartą szacunku resztę, pewności siebie przechodzącej w arogancję i pogardy dla poglądów niezgodnych z wizją świata prezentowaną przez PiS.
Czytaj więcej
Ci, którzy liczyli na efekt Przemysława Czarnka, który poprowadzi PiS do tryumfalnego marszu w górę w partyjnych sondażach muszą jeszcze poczekać –...
PiS z Przemysławem Czarnkiem jako kandydatem na premiera będzie kręcił się za własnym ogonem
W efekcie PiS z Czarnkiem jako swoją twarzą będzie kręcił się za własnym ogonem – bez końca mobilizował tych wyborców, którzy są już jego wyborcami, jednocześnie mobilizując przeciw PiS jego przeciwników i wywołując wzruszenie ramion tych wyborców prawicy, którzy od partii Jarosława Kaczyńskiego odpłynęli. „Maślarze”, których przedstawicielem jest Czarnek, mogą osiągać rekordowe zasięgi w mediach społecznościowych, ale warto zwrócić uwagę, że zawdzięczają to skrajnym emocjom, które wywołują – przyciągają nie tylko fanów, ale też zajadłych wrogów.
Dziś wszystko wskazuje na to, że „efekt Czarnka”, na który liczono w PiS, będzie polegał na straceniu czasu
PiS potrzebuje Czarnka, tak jak potrzebuje Mateusza Morawieckiego – jako przedstawicieli dwóch różnych skrzydeł ugrupowania. Gdyby jednak rzeczywiście chciał powalczyć o ponowne poszerzenie swojego elektoratu, potrzebowałby oprócz nich kogoś w rodzaju Beaty Szydło czy Andrzeja Dudy z 2015 roku – polityka, który byłby jakąś nową jakością, a przede wszystkim, który mógłby wiarygodnie obiecać jakieś nowe otwarcie. Wybory – co pokazał i 2015, i 2023 rok – wygrywa się nadzieją, opowiedzeniem historii o nowej, lepszej Polsce, propozycją jakiegoś nowego kontraktu społecznego. Ani Czarnek, ani Morawiecki nie będą w takiej roli w 2027 roku wiarygodni, bo zbyt świeża jest pamięć o ośmiu latach rządów, w których partycypowali. Kaczyński poprawnie diagnozuje to w przypadku byłego premiera, ale ignoruje to, że Czarnka udział w tym rządzie również obciąża.
Dziś wszystko wskazuje na to, że „efekt Czarnka”, na który liczono w PiS, będzie polegał na straceniu czasu, którego do wyborów jest coraz mniej.