Z informacji Onetu wynika, że przekonanie Ukraińców do całej operacji mieli wziąć na siebie Amerykanie.

Zatrzymanie w Polsce Rosjanina Aleksandra Butiagina stało się jednym z kluczowych elementów układanki, która ostatecznie doprowadziła do wypuszczenia z białoruskiego więzienia jednego z najważniejszych więźniów politycznych.

Czytaj więcej

Andrzej Poczobut odzyskał wolność. Wymiana więźniów między Polską a Białorusią

Aleksandr Butiagin – dlaczego był tak ważny?

Butiagin nie był anonimową postacią. To archeolog związany z petersburskim Ermitażem, specjalista od starożytności północnego wybrzeża Morza Czarnego i Krymu. W świecie naukowym funkcjonował jako badacz, kustosz i człowiek instytucji o ogromnym znaczeniu symbolicznym dla rosyjskiej kultury. Po 2014 r., czyli po aneksji Krymu przez Rosję, jego działalność nabrała zupełnie innego wymiaru – podaje Onet.

Ukraińcy zarzucali mu, że prowadził prace archeologiczne na okupowanym półwyspie bez zgody legalnych władz Ukrainy. Chodziło m.in. o wykopaliska w Kerczu, na terenie starożytnego miasta Myrmekjon. Według ukraińskich śledczych działania te miały doprowadzić do zniszczeń w obiekcie dziedzictwa kulturowego i spowodować wielomilionowe straty.

Czytaj więcej

Anna Maria Dyner o zwolnieniu Andrzeja Poczobuta: Musiała być zgoda Kremla

Gdyby archeolog trafił przed ukraiński sąd, proces mógłby stać się precedensem: państwo ukraińskie sądziłoby obywatela Rosji za działalność prowadzoną na okupowanym terytorium.

Zatrzymanie Aleksandra Butiagina w Polsce

Butiagin został zatrzymany przez ABW w grudniu 2025 r. w jednym z warszawskich hoteli. Polska działała na wniosek Ukrainy, która domagała się jego ekstradycji. Kilka miesięcy później, w marcu 2026 r., warszawski sąd uznał, że wydanie Rosjanina Ukrainie jest prawnie dopuszczalne.

Czytaj więcej

FSB potwierdza, że Polska wypuściła rosyjskiego archeologa

To był moment przełomowy. Rosjanin nie był już tylko zatrzymanym cudzoziemcem, którego sprawa toczy się gdzieś w sądowych aktach. Stał się człowiekiem, który realnie mógł zostać przekazany Kijowowi. I właśnie wtedy jego nazwisko zaczęło łączyć się ze sprawą Andrzeja Poczobuta.

Kijów – jak czytamy – przyjął informację o wydaniu Butiagina Rosjanom z wyraźnym rozczarowaniem: „Ukraina z przykrością dowiedziała się, że wbrew wcześniejszej, całkowicie słusznej decyzji polskiego sądu, obywatel Rosji, wobec którego istnieją uzasadnione podejrzenia o popełnienie przestępstwa na terytorium Ukrainy, w szczególności o wywóz dóbr kultury z Krymu, nie został jednak ekstradowany do Ukrainy” – stwierdził rzecznik MSZ Ukrainy, cytowany przez ukraińską ambasadę w Polsce. Przedstawiciel ukraińskiego resortu zwrócił uwagę, że „oczywiste jest, iż strona rosyjska cynicznie wykorzysta ten polityczno-prawny epizod do uzasadniania okupacji Krymu oraz eksploatacji tymczasowo okupowanego terytorium Ukrainy”.

Czytaj więcej

Butiagin za Poczobuta. Adwokat Rosjanina opowiedział o kulisach uwolnienia

W Polsce pojawiły się głosy, iż oświadczenie to może być czysto formalne, a w rzeczywistości Ukraińcy przymknęli oko na wypuszczenie Butiagina. Z informacji Onetu wynika jednak, że tak nie było. – Dla Kijowa ściągnięcie Butiagina było sprawą prestiżową – powiedział rozmówca portalu, znający kulisy. – Ukraińcy wiedzieli, że do wymiany dojdzie, ale nie uczestniczyli w tym. Zostali o niej poinformowani. Zresztą to mieli wziąć na siebie Amerykanie. Z tego, co wiem, zrobili to, pytanie w jakiej formie – dodał rozmówca portalu.

Foto: PAP

Andrzej Poczobut zwolniony po pięciu latach w białoruskim więzieniu

Od marca 2021 r. Poczobut, który jest obywatelem Białorusi, przebywał za kratami. Najpierw był przetrzymywany w areszcie, a po procesie i skazaniu w politycznym procesie, został wysłany do kolonii karnej w Nowopołocku w obwodzie witebskim na północy Białorusi. Poczobut został skazany na osiem lat więzienia za „wzniecanie nienawiści” oraz „wezwania do działań przeciwko bezpieczeństwu państwa”. Został uznany za więźnia politycznego przez organizacje białoruskie i międzynarodowe.

Andrzej Poczobut urodził się w 1973 roku w obwodzie grodzieńskim na Białorusi. Ukończył uniwersytet w Grodnie i zaczął pracować dla mediów białoruskich. Przez wiele lat współpracował z polskimi mediami, w tym z „Gazetą Wyborczą” i TVP Polonia, relacjonując sytuację na Białorusi. Za krytyczne wypowiedzi na temat Łukaszenki trafiał do aresztu i stawał przed sądem.