Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania Mołdawia podejmuje opuszczając Wspólnotę Niepodległych Państw?
  • Dlaczego prezydent Maia Sandu rozważa możliwość połączenia Mołdawii z Rumunią?
  • Jakie wyzwania związane z zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi stoją przed Mołdawią?
  • Jakie postawy wobec zjednoczenia z Rumunią reprezentują różne grupy polityczne w Mołdawii?
  • W jaki sposób Mołdawia zbliża się do Unii Europejskiej, oddalając się od rosyjskiego wpływu?

– Deklaracja (prezydent Sandu) to rodzaj wymuszonej przepowiedni: jeśli międzynarodowy porządek będzie się zmieniał z liberalnego na tzw. realistyczny, forsowany przez (Władimira) Putina i (Donalda) Trumpa, to Mołdawia będzie musiała wybierać sposób, w jaki zniknie – sądzi rumuńska analityk Ileana Racheru.

Kiszyniów żyje w cieniu wojny w Ukrainie, zagrożony przez własne separatyzmy (w Naddniestrzu i Gagauzji) wspierane przez Kreml. – Mołdawia jest dzisiaj słaba instytucjonalnie, wrażliwa gospodarczo i z problemami terytorialnymi – mówi mołdawski ekspert Vitalie Andrievski. Władzom udaje się utrzymywać suwerenność kraju, ale na to idzie większość wysiłków rządzących.

Mołdawia, czyli mały kraj, który próbuje obronić swoją niezależność

– Spójrzcie, co się dzieje na świecie. Małemu krajowi, takiemu jak nasz, coraz trudniej wyżyć jako demokratyczne i suwerenne państwo, a jednocześnie, oczywiście, opierać się Rosji – mówiła prezydent Maia Sandu w wywiadzie, w którym też wspomniała o referendum w sprawie połączenia z Rumunią. – Jeśli byłoby takie referendum, głosowałabym za zjednoczeniem z Rumunią. Ale większość obywateli, by tego nie poparła – stwierdziła.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Mołdawia musi się spieszyć. Czy Europa to rozumie?

Zdaniem ekspertów około 30 proc. Mołdawian jest za połączeniem z sąsiednim krajem, z którym w sumie stanowią jedność: mają wspólny język, kulturę, historię. Dzieli ich tylko to, że Mołdawia dwukrotnie była zajmowana przez Moskwę (raz przez carską Rosję w 1812 r., a raz przez ZSRR w 1940 r.). – Gdyby armia rosyjska znalazła się na granicach Mołdawii (zajmując ukraińską Odessę – red.), to za zjednoczeniem z Rumunią zagłosowałoby więcej niż 70 proc. Mołdawian. Główny problem to, czy gotów do tego jest Bukareszt – mówi Andrievski.

Mołdawia

Mołdawia

Foto: PAP

A w Rumunii liczba zwolenników takiego zjednoczenia zmniejszyła się z ok. 70 proc. przed wybuchem wojny w Ukrainie, do ok. 50 proc. obecnie.

Kolejny problem to ten, czy Mołdawia zdążyłaby przeprowadzić jakiekolwiek głosowanie, gdyby armia Kremla znalazła się u jej bram. Na Moskwę perspektywa połączenia Rumunii i Mołdawii działa jak czerwona płachta na byka od czasu rozpadu ZSRR. Z tego m.in. powodu na początku lat 90. ubiegłego wieku zaczął się zbrojny ruch separatystów w Naddniestrzu, zorganizowany i wsparty przez stacjonującą tam rosyjską armię.

Komuniści i postkomuniści zawsze z Kremlem i przeciw prezydent Mai Sandu

Jednocześnie do czasu wejścia do NATO i UE sam Bukareszt bardzo niechętnie odnosił się do idei zjednoczenia. Pierwszy prezydent Mołdawii Mircea Snegur wspominał, że kilkakrotnie nagabywał w tej sprawie szefa rumuńskiego państwa Iona Iliescu, który objął władzę po rozstrzelaniu Nicolae Ceaușescu. Postkomunista silnie związany z Moskwą za każdym razem uchylał się od rozmowy.

Czytaj więcej

Rosja za wszelką cenę chce odzyskać wpływy nad Dniestrem

Obecnie zajadły opór wobec ewentualnych prób zjednoczenia stawiają mołdawska partia komunistyczna i postkomunistyczna Partia Socjalistów, na której czele stoi były prezydent Igor Dodon. Jest on równie silnie związany z Moskwą, jak niegdyś prezydent Rumunii Iliescu. – Ona (prezydent Sandu) marzy o tym, by zostać przywódcą nowego państwa rumuńskiego (po ewentualnym zjednoczeniu – red.) i to, co mówi, jest podyktowane egoistycznymi myślami o własnej przyszłości – powiedział Dodon i zażądał usunięcia Mai Sandu jako „zagrożenia dla istnienia Mołdawii”. Podobne oskarżenia zgłosili komuniści.

– Partie przeżywające kryzys popularności, chwytają się idei, że to one są jedyną ostoją niepodległości Mołdawii – śmieje się mołdawski ekspert Andrei Curararu. Obie partie dość powszechnie oskarżane są o to, że gotowe są sprezentować niepodległość kraju Moskwie.

Mocniejszy polityczny cios zadała prezydent Sandu prawicowa i antyunijna opozycja, która zapowiedziała że na początku lutego złoży w parlamencie projekt przeprowadzenia referendum. Dopuszczenie do takiego głosowania byłoby porażką rządzących, wiadomo bowiem że Mołdawianie wypowiedzą się przeciw zjednoczeniu. – Wypowiedź Sandu była ostrzeżeniem pod adresem Moskwy, jaki scenariusz będzie realizowany w przypadku inwazji – sądzi Curararu. Fiasko referendum anulowałoby taką groźbę.

Mołdawia zbliża się do Unii Europejskiej, oddala od rosyjskiego rynku zbytu

W zapale krytykowania Sandu opozycja nie zwróciła uwagi na rozpoczęty proces formalnego opuszczania przez Mołdawię prorosyjskiej WNP. Kiszyniów już wcześniej zawiesił członkostwo w niej, wypowiedział również ponad 70 z 280 umów łączących członków organizacji. Kolejnych 60 jest w procesie formalnego wypowiadania. – Nie będziemy rezygnować z tych porozumień, które są nam wygodne gospodarczo lub mają znaczenie dla naszych obywateli – pod warunkiem, że nie są sprzeczne z procesem eurointegracji – mówił minister spraw zagranicznych Mihai Popsoi.

Czytaj więcej

Mołdawski politolog: Jesteśmy nieszczęsnym dzieckiem Unii Europejskiej

Kreml tradycyjnie milczy. – To była tylko kwestia czasu, kiedy Mołdawia zacznie dystansować się od Rosji, a zbliżać do Unii Europejskiej. (…) Ale Mołdawia nie otrzymała wystarczających kwot na sprzedaż swoich produktów rolnych w UE, nie zaspokoiła potrzeb swego kompleksu rolnego – moskiewska ekspert Nikola Bodisteanu wskazała, że Moskwa cały czas chce przyciągnąć Mołdawię do siebie wizją ogromnego rosyjskiego rynku zbytu.

Część ekspertów uważa, że wypowiedź Sandu o zjednoczeniu z Rumunią mogła nie być świadomym przesłaniem dla Moskwy, lecz westchnieniem wymęczonej szefowej państwa. – Może świadczyć o zmęczeniu bliskim całkowitemu wypaleniu. Na lata jej kadencji przypadł cały zestaw kryzysów: od pandemii, poprzez stały i w różnych formach nacisk Rosji po wojnę w sąsiedniej Ukrainie – sądzi Andrievski.