Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego sądowy wyrok może uniemożliwić Marine Le Pen start w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
  • Kim jest Jordan Bardella i czym jego wizja polityki różni się od programu jego mentorki.
  • Jakie zmiany w podejściu do biznesu i polityki zagranicznej mogą zerwać „kordon sanitarny” wokół Zjednoczenia Narodowego.
  • Jakie są największe atuty, a jakie słabości potencjalnego następcy Le Pen w walce o Pałac Elizejski.

We wtorek o 13:50 sąd wyższej instancji w Paryżu wydał salomonowy wyrok. Z jednej strony, inaczej, niż sędziowie niższej instancji, dał możliwość Marine Le Pen udziału w walce o Pałac Elizejski. Ale z drugiej nałożył na nią na czas kampanii wyborczej nadzór elektroniczny: namacalny dowód jej przestępstwa. 

– Czy ktoś wyobrażałby sobie generała De Gaulle'a z bransoletą elektroniczną – pytał dziennikarz „Le Parisien” Benoit Daragan sygnalizując, jak nisko upadła francuska polityka. 

Sąd odwoławczy co prawda skrócił z 5 lat do 45 miesięcy zakaz sprawowania urzędów publicznych przez Le Pen. Z tego jednak aż 30 miesięcy to zakaz w zawieszeniu. A pozostałe 15 miesięcy kary polityczka już odbyła (czas biegł od skazania w sądzie wyższej instancji). Mimo więc dodatkowej kary 100 tys. euro oraz 3 lat ograniczenia wolności (w tym dwa w zawieszeniu, przez rok ma być objęta dozorem elektronicznym), wymiar sprawiedliwości uwolnił się od zarzutu, że to sędziowie zamiast wyborców zdecydują o przyszłości politycznej kraju. Ale jednocześnie wspomniane ograniczenie wolności oznacza respektowanie podstawowej zasady państwa prawa: każdy podlega karze.

W ostatnich dniach Le Pen wielokrotnie powtarzała, że nie podejmie walki o Pałac Prezydencki będąc pod kontrolą wymiaru sprawiedliwości. Chodzi nie tylko o to, że wielu Francuzów nie zdecydowałoby się na powierzenie najwyższego urzędu w państwie osobie odbywającej karę za przestępstwo kryminalne, ale także o względy praktyczne. Walka o głosy wymaga ciągłego przemieszczania się po kraju i swobody działania. A to niemożliwe przy objęciu nadzorem elektronicznym.

Jednak w ciągu popołudnia w siedzibie ZN wszyscy czołowi działacze partii mieli naciskać na Le Pen, aby podjęła raz jeszcze walkę o prezydenturę. Co ważniejsze, ona sama, z wykształcenia prawniczka, znalazła sposób, aby obejść własną obietnicę. W wieczornej audycji w telewizji TF1 zapowiedziała, że wniesie skargę kasacyjną. Taka procedura oznacza jej zdaniem, że kara nałożona we wtorek (w tym nadzór elektroniczny) zostaje zawieszona. A więc, przynajmniej teoretycznie, będzie ona mogła prowadzić kampanię wyborczą w pełni swobodnie. 

– Będziemy tworzyli z Jordanem Bardellą zgrany zespół. Jeśli zostanę prezydentem, on będzie moim premierem – zapowiedziała Le Pen odnosząc się do formalnego przywódcy partii, który w razie czego miał w jej zastępstwie być kandydatem na prezydenta. Dodała, że jest szczęśliwa, iż sąd przywrócił Francuzom prawo do wolnego wyboru.

Czytaj więcej

Marine Le Pen podjęła decyzję. Wystartuje w wyborach prezydenckich

Decyzja Marine Le Pen jest jednak przede wszystkim podyktowana niezwykłą ambicją polityczną. Od 1988 r. w każdych wyborach prezydenckich uczestniczył kandydat o nazwisku Le Pen: najpierw Jean-Marie, potem jego córka. Rezygnacja z udziału w tej rywalizacji zamknęłaby cztery dekady walki politycznej dla liderki skrajnej prawicy.

Marine Le Pen jeszcze nigdy nie była tak blisko zdobycia najwyższego urzędu w państwie. W walce o Pałac Elizejski w 2012 r. uzyskała 17,9 proc. głosów. Pięć lat później, kiedy po raz pierwszy przeszła do drugiej tury, poparło ją już 33,9 proc. głosujących, a w 2022 r. – 41,45 proc. Teraz sondaże wskazują na realne szanse liderki Zjednoczenia Narodowego na zwycięstwo.

Wiosną zeszłego roku ten tryumfalny marsz po władzę niespodziewanie przerwał wyrok sądu. Uznał on, że Le Pen przez przynajmniej dekadę „była w centrum” systemu defraudacji środków z Parlamentu Europejskiego. Pieniądze, które miały finansować prace asystentów w Brukseli i Strasburgu szły tak naprawdę na funkcjonowanie partii w Paryżu. Polityczka została skazana na cztery lata więzienia (w tym dwa w zawieszeniu), 100 tys. euro grzywny, ale przede wszystkim zakaz sprawowania funkcji z wyboru przez pięć lat z natychmiastowym efektem. Le Pen od wyroku się odwołała. 

Czytaj więcej

Sądny dzień dla Marine Le Pen

Do niedawna Le Pen i Bardella byli jak brat i siostra. A raczej matka i syn. Sondaże dawały im niemal identyczne poparcie. Bardella wiernie powtarzał program wyborczy ustalony przez Le Pen. W ZN obowiązywały klasyczne reguły bonapartyzmu: to szefowa decyduje o wszystkim.

Jordan Bardella może przerwać kordon sanitarny

Ale od kilku tygodni czy nawet miesięcy to zaczęło się zmieniać. Najnowsze badania opinii publicznej dla „Le Figaro” dają Bardelli 36 proc. poparcia już w pierwszej turze walki o Pałac Elizejski wobec ledwie 14 proc. dla kolejnego kandydata, byłego premiera u Emmanuela Macrona Édouarda Philippe’a. Le Pen musi zaś w tym sondażu zadowolić się 32 proc., podczas gdy Philippe miałby dostać 20 proc. poparcia. 

Czytaj więcej

Francja: Czy Marine Le Pen znajdzie się w cieniu Jordana Bardelli?

Bardella jest łatwiejszy do zaakceptowania przez bardziej umiarkowanych wyborców, bo nie nosi nazwiska Le Pen kojarzonego z założycielem ugrupowania i negacjonistą Holokastu Jeanem-Marie. Inaczej niż Marine Le Pen, która w zadłużonym po uszy kraju stawia na rozwiązania etatystyczne i dalsze mnożenie wydatków państwa, Bardella stara się dogadać z wielkim biznesem w oparciu o bardziej liberalne rozwiązania. Gdy ona zaleca cofnięcie wieku emerytalnego do 60. roku życia, on mówi o oparciu systemu emerytalnego o rozwiązania kapitałowe i w ogóle rezygnację z określenia, w jakim wieku można przestać pracować. Podczas gdy Le Pen zaleca wprowadzenie wysokich podatków od wielkich fortun, Bardella jest temu przeciwny. Mówi się, że doszedł do porozumienia z organizacją francuskiego biznesu Medef. Zrywając z wieloletnią linią partii, sygnalizuje też możliwość zbliżania z Niemcami Friedricha Merza.  Podczas gdy Le Pen była przyjmowana na Kremlu, korzystała ze wsparcia finansowego Rosjan, a na parę tygodni przed rosyjską inwazją w lutym 2022 r. mówiła „Rzeczpospolitej”, że „Ukraina należy do strefy wpływów Rosji”, Bardella okazał się w sprawach rosyjskich bardziej ostrożny. Z drugiej strony nie poparł w Parlamencie Europejskim mega pożyczki (90 mld euro) dla Ukrainy i wyklucza przyjęcie jej do Unii. 

Jordan Bardella może dokonać tego, co nie udało się Marine Le Pen

Ten większy umiar Bardelli mógłby prowadzić do zerwania „kordonu sanitarnego” wokół skrajnej prawicy i historycznego porozumienia między skrajną prawicą i gaullistami (umiarkowani konserwatyści). Paradoksalnie byłoby to zwieńczenie strategii, jaką zapoczątkowała sama Le Pen, ale której najwyraźniej trudno jest jej doprowadzić do końca. Cztery lata po przejęciu sterów partii w 2011 r., wyrzuciła z niej swojego ojca, gdy raz jeszcze uznał on, że komory gazowe były „szczegółem drugiej wojny światowej”. Porzuciła też konfrontacyjną nazwę partii Front Narodowy. Decydujący moment nastąpił jednak po katastrofalnej przegranej Marine Le Pen w wyborach w 2017 r., co wyniosło Emmanuela Macrona do Pałacu Elizejskiego. Ku zaskoczeniu swoich współpracowników, odsunęła ona swojego najbliższego współpracownika Floriana Philippota, skreśliła z programu wyprowadzenia Francji tak z Unii, jak i ze strefy euro. I uruchomiła wielką karierę do tej pory nikomu nieznanego Bardelli, który już w 2019 r., w wieku 24 lat poprowadził partię do zwycięstwa w wyborach do Europarlamentu, a dwa lata później został jej formalnym przewodniczącym. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Paraliż Francji służy Marine Le Pen

Chłopak wychowany w podparyskich blokowiskach najbiedniejszego departamentu kraju (93), bez ukończonych studiów, Jordan Bardella okazał się atrakcyjnym wzorem dla milionów młodych Francuzów bez szans na awans społeczny. Jednak w tym też tkwi jego słabość. Bez doświadczenia politycznego, zachowuje się jak cyborg, ograniczając się do wypowiadania przygotowanych frazesów. Tak przez kampanię wyborczą przejść się nie da. Jest więc spore ryzyko, że padnie podczas realnych debat telewizyjnych. Tu bardzo doświadczona Le Pen obroniłaby się lepiej. Chyba że do drugiej tury wyborów przejdzie też lider radykalnej lewicy Jean-Luc Mélenchon. Wówczas większość Francuzów zapewne uzna, że mniejszym złem jest jednak Bardella.