– No tak, trochę się jednak tego obawiam – przyznaje „Rzeczpospolitej” Bruno Gollnisch, w przeszłości wiceprzewodniczący Frontu Narodowego (dziś to Zjednoczenie Narodowe, ZN). To odpowiedź na pytanie, czy człowiek bez ukończonych studiów i żadnego doświadczenia w rządzeniu podołałby funkcji sprawowanej wcześniej przez generała Charlesa de Gaulle’a czy Françoisa Mitterranda.
Francuzi zdają się jednak nie mieć w tej sprawie wątpliwości. Sondaż instytutu Odoxa pokazuje, że Bardella nie tylko z nawiązką wygrałby pierwszą turę wyborów prezydenckich, ale pokonałby w drugiej turze nawet najsilniejszych kontrkandydatów. Dostałby 53 proc. głosów w starciu z byłym premierem Édouardem Philippem. Jeszcze więcej (56 proc.) zgarnąłby w starciu z innym premierem wskazanym przez Emmanuela Macrona, Gabrielem Attalem. A w starciu ze wschodzącą gwiazdą umiarkowanej lewicy Raphaëlem Glucksmannem mógłby liczyć na 58 proc. Gdyby zaś jego rywalem był przywódca radykalnej lewicowej Francji Niepokornej Jean-Luc Mélenchon, po prostu zmiażdżyłby go, otrzymując 74 proc. głosów.